W pięknym, malowniczym miejscu Szklarskiej Poręby w gościnnych murach pensjonatu: „Do Słońca” w dniach 4-6 września 2015 roku już po raz X spotkali się Absolwenci, Uczniowie i Sympatycy Państwowego Liceum Pedagogicznego ze specjalnością wychowania fizycznego. Spotkali się ludzie niezwykli, z ciekawym bagażem doświadczeń, wyniesionym z życia w jedynej i niepowtarzalnej szkole, której już nie ma na mapie Polski. Szkole, która powstała w 1947 r. i po 10 latach została zlikwidowana, ponieważ nie rokowała nadziei na przyszłość i miała problemy z rekrutacją.
Z rozrzewnieniem i łezką w oku wspominali spędzone w niej chwile. Czas niezapomnianych doznań, do których powracają i kultywują je na różnych płaszczyznach życia, rozsiani po Polsce i świecie. „Szkoła ta, to czas bardzo wartościowy w moim życiu” „Pozostawiła niezapomniany ślad w mojej przeszłości”. „Umocniła i ukształtowała moją osobowość” – mówili byli uczniowie, wspominając z pewnego dystansu lata spędzone w szkole. Między innymi absolwentka, Wanda Jaroć - Ostropolska, mieszkająca obecnie w Cambridge, którą poprosiłam o chwilę rozmowy.
- Skąd zrodził się pomysł takiego spotkania po latach w Szklarskiej Porębie, bo to pani właśnie była inicjatorką pierwszego zjazdu. Skąd ten sentyment? Mieszka pani przecież za granicą.
- Kocham góry i w szkole spędziłam 4 lata, więc chciałam dzieciom swoim pokazać , jak wygląda Szklarska Poręba, jej najpiękniejsze miejsca. I wtedy właśnie pomyślałam sobie, jaka szkoda, że rozjechaliśmy się, a mieszkając w internacie przez tyle lat nie spotykamy się, nie znamy adresów i właściwie nie utrzymujemy kontaktów, a tym bardziej, że ja wyjechałam z kraju. I wtedy zrodził się we mnie pomysł, żeby odnaleźć koleżanki i kolegów ze szkoły.
- Jak pani zorganizowała pierwsze spotkanie?
- Ponieważ moja siostra, która mieszka we Wrocławiu prenumeruje czasopismo „Kobieta i życie”, napisałam do redakcji tej gazety krótką wzmiankę, że poszukuję uczniów z tego i z tego roku Liceum Pedagogicznego w Szklarskiej Porębie, może nie upłynęły ze trzy tygodnie i otrzymałam dwa listy, które były wysłane do redakcji. Wówczas pomyślałam sobie, że jeżeli już mam dwa adresy, to z pewnością dostanę ich więcej. I tak po roku spotkałam się z koleżankami u siostry we Wrocławiu. Potem zaczęłyśmy poszukiwać adresów uczniów i profesorów z naszej szkoły.
- Jakie znaczenie miało dla pani to liceum?
- To była jedna duża rodzina, podobnie, jak teraz, kiedy spotykamy się po latach, a pierwszy raz w 1988 r. Wiemy o sobie wszystko, dlatego, że zarówno uczniowie, jak i nauczyciele mieszkali w internacie przez 11 miesięcy. To była integracja, byliśmy ze sobą 24 h na dobę, to było niesamowite, razem dzieliliśmy wszystkie smutki i radości.
- Co najbardziej utkwiło w pani pamięci z czasów liceum?
- Właśnie ta koleżeńskość, to, że wciąż utrzymujemy kontakt, że się odnaleźliśmy, ta tęsknota za polskimi tradycjami, kulturą, dlatego przekazywaliśmy to swoim dzieciom, zarówno w domu, jaki i w polskiej szkole, w Cambridge, w której pracowałam, czyli to wszystko, co wyniosłam z liceum w Szklarskiej Porębie, między innymi tańce ludowe, sztuki teatralne, które wystawialiśmy na szkolnej scenie w czasie mojej edukacji. Swoje dzieci też wychowałam w polskim duchu. Moja córka z zięciem prowadzi w Cambridge zespół folklorystyczny o nazwie „Wiwat”. I jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że wspólnie z koleżanką, Marysią Małecką i Józkiem Bieniasem byliśmy modelami Wlastimila Hofmana, a moja podobizna jest na chorągwi w jednym z kościołów w Szklarskiej Porębie. Sam mistrz powiedział wtedy, że mam urodę Madonny.
Z ogromnym sentymentem o szkole i wspólnych niezapomnianych relacjach między ówczesnymi uczniami i nauczycielami powiedział też absolwent Ryszard Różycki, obecnie emerytowany podinspektor policji i starszy wykładowca kryminalistyki w Pile:
- Ja może jestem twardy chłop i może myślę innymi kategoriami. Mi się tak złożyło, że wkrótce po maturze poszedłem na studia, ale przerwałem je z powodów zdrowotnych, pracowałem trochę w Szklarskiej, a potem mnie los rzucił w Polskę i ze względów zdrowotnych góry i Szklarska stały się niedostępne.
- Jak na późniejsze pana życie wpłynął fakt edukacji w tym liceum?
- Nauka w liceum była doskonałym fundamentem, przez całe późniejsze studia pedagogiczne korzystałem z wiedzy zdobytej w liceum i nie miałem żadnych problemów. Ta szkoła, łącząc sport z życiem nauczyła nas wytrwałości, samodyscypliny i kreatywności. Po ukończeniu jej każdy z nas wyszedł z kwalifikacjami sędziowskimi pierwszego stopnia, posiadał uprawnienia żeglarskie i pływackie, które zdobywał na obozach letnich i zimowych. Co drugi z nas startował w mistrzostwach Polski i odnosił niebywale sukcesy. Absolwenci szkoły spełniali się w swoich zawodach na kierowniczych stanowiskach jako dyrektorzy szkół, pracownicy kuratoriów, Domów dziecka, sanatoriów, w zakładach wychowawczych i poprawczych, a także w administracji oświatowej na terenie całego kraju.
Warto w tym miejscu wspomnieć o Henryku Piecuchu, pułkowniku Wojska Polskiego (również absolwencie liceum), autorze około 50 książek, ostatniej o Janie Pawle II, autorze ponad 500 artykułów w prasie krajowej i zagranicznej. Jednym z większych specjalistów od szkół specjalnych, redaktorze naczelnym gazety „Granica”.
W istocie, szkoła ta wyjątkowo zapisała się w pamięci byłych uczniów. Nauczyła ich samozaparcia i wytrwałości w dążeniu do celu, stając się wzorem i autorytetem dla młodszego pokolenia. O czym wspomniała absolwentka, obecnie emerytowana nauczycielka i wizytator kuratorium w Jeleniej Górze, Krystyna Stradowska z domu Grzybowska.
„(…) Chcemy znów wrócić do miejsc naszej młodości, znów zobaczyć naszą szkołę i odnowić dawne przyjaźnie” – napisano we wstępie „Księgi pamiątkowej ZJAZDU ABSOLWENTÓW” , książki wydanej w Szklarskiej Porębie w 2003 r. pod redakcją dra Jerzego Szewsa. Pozycja ta przedstawia historię Państwowego Liceum Pedagogicznego, postacie profesorów i wychowawców, nazwiska uczniów i absolwentów. To oni relacjonują swoje szkolne przeżycia, mówią o swoich sukcesach, zwłaszcza rekordach sportowych, zdobywanych w wojewódzkich i krajowych igrzyskach młodzieżowych w narciarstwie, lekkiej atletyce i grach sportowych.
Spotkanie po latach i emocjonujące wrażenia dopełnił ciekawy program zjazdu, przygotowany przez organizatorkę, absolwentkę tegoż liceum, Janinę Gierczak. Kobietę niezwykle aktywną i od lat twórczo związaną w życiem kulturalnym i sportowym Szklarskiej Poręby. W pierwszym dniu zjazdu przed Mszą św. w intencji zmarłych uczniów i nauczycieli w czasie zwiedzania Liceum Pedagogicznego ożyły dawne wspomnienia, jak mantrę powtarzane słowa: „Pamiętasz…”
Spacerując po mieście w drugim dniu pobytu w przepięknych okolicznościach przyrody uczestnicy spotkania zwiedzili Żelazny Tygiel Waloński, średniowieczny skansen odtworzeniowy urządzeń górniczych i hutniczych oraz jedyne w swoim rodzaju Muzeum Ziemi Juna w Karczmie Głodowej z XVII wraz ze Starą Chatą Walońską Juna. Muzeum zachwyciło nie tylko ciekawymi zbiorami, ale stało się okazją do prześmiewczej zabawy w wykonaniu absolwentów. Bowiem to oni weszli w rolę i zabawnie odtwarzali klimat minionej epoki. Duże zainteresowanie wzbudziła też wycieczka do Huty Szkła w Piechowicach.
Ukoronowaniem drugiego dnia pobytu, równie interesującą jego częścią była uroczysta kolacja, przed którą wystąpił wyjątkowo utalentowany nauczycielski zespół „Perfectum” po kierunkiem byłej uczennicy liceum, emerytowanej nauczycielki muzyki, Alfredy Renkowskiej. Zespół zaprezentował się we własnych aranżacjach znanych przebojów muzyki popularno-rozrywkowej. Gościem specjalnym zaś był Jerzy Rynkiewicz, solista Teatru Wielkiego w Łodzi, który zasłynął piosenką „Chabry z poligonu” na festiwalu piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu. Przy aplauzie uczestników i zaproszonych gości wykonał on arie operowe i pieśni neapolitańskie. Uroczystą część wieczoru zaszczycił też swoją obecnością burmistrz Szklarskiej Poręby, Mieczysław Graf. Zaś niekwestionowaną atrakcją była przezabawna inscenizacja Matury 2015, którą zdawali teoretycznie i praktycznie najstarsi absolwenci liceum.
I dopełniając niezwykłą atmosferę spotkania, idąc za głosem tradycji wszyscy ruszyli do wspólnego tańca. Bal trwał i trwał do późnych godzin nocnych…
A rano uściskom i pożegnaniom nie było końca z nadzieją na kolejne spotkanie za dwa lata.
Wiesława Siemaszko-Zielińska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze