Republika Czeska mierzy się w tym roku z największym od dekad wzrostem zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby typu A. Epidemia szczególnie silnie dotknęła centrum kraju, ale jej konsekwencje odczuwa cała Republika . To sytuacja, której nie należy ignorować, zwłaszcza przy intensywnym ruchu transgranicznym w Karkonoszach, Górach Izerskich i na Ziemi Kłodzkiej.
W Czechach liczba zachorowań na WZW A wzrosła lawinowo. Odnotowano już kilka tysięcy przypadków, co oznacza wielokrotny wzrost względem poprzedniego roku. Największe ogniska epidemii znajdują się w Pradze oraz w kraju środkowoczeskim — to tam skupia się zdecydowana większość nowych zachorowań i przypadków wymagających hospitalizacji. W pozostałych częściach Czech — w tym w regionach graniczących z Polską — nie opublikowano dotąd szczegółowych, oficjalnych statystyk pokazujących rozkład zachorowań. Oznacza to, że nie możemy jednoznacznie ocenić sytuacji epidemiologicznej na północy kraju. Jedyne, co można stwierdzić z całą pewnością, to że czeskie dane krajowe wskazują na znaczący wzrost zachorowań w skali państwa, ale bez rozbicia na szczegółowe regiony. Brak danych lokalnych nie pozwala jednak ani potwierdzić, ani wykluczyć istotnego ryzyka w regionach przygranicznych.
Właśnie dlatego polskie MSZ wydało komunikat skierowany do podróżnych. Resort nie wprowadza zakazu wyjazdów, ale jasno rekomenduje ostrożność. Podkreśla konieczność przestrzegania zasad higieny, unikania niesprawdzonych punktów gastronomicznych, używania wody butelkowanej oraz zwracania szczególnej uwagi na czystość w miejscach o wysokiej rotacji osób — na stacjach paliw, w barach przy trasach, toaletach publicznych czy tańszych punktach noclegowych. WZW typu A nadal jest klasyczną chorobą „brudnych rąk”, a jej transmisja często zaczyna się tam, gdzie higiena zawodzi choćby na chwilę.
Dla Polski — zwłaszcza dla mieszkańców terenów przygranicznych — oznacza to konieczność monitorowania sytuacji i rozsądnych decyzji dotyczących wyjazdów. Trzeba brać pod uwagę, że granica polsko-czeska jest jedną z najbardziej ruchliwych w regionie, a import zakażeń jest realnym scenariuszem, nie hipotetycznym straszeniem. Służby sanitarne będą musiały szczególnie uważnie oceniać przypadki zachorowań u osób powracających z Czech.
Na razie nie ma powodów do paniki, lecz lekceważenie faktów byłoby zwyczajnie nierozsądne. Epidemia rozwija się dynamicznie, a Czechy jak się okazuje mają relatywnie niską odporność populacyjną na WZW typu A. To wystarczający powód, by Polska — zwłaszcza regiony graniczne — zachowała czujność. W obecnych warunkach lepiej wyprzedzić wydarzenia, niż później reagować z opóźnieniem.
Wirusowe zapalenie wątroby w Czechach. Rosnąca liczba zakażeń budzi obawy także w Polsce
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kto pije i pali ten nie ma robali. Ale Knedlicky z tym lekkim piwem???? Zero odkarzenia.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Raczej Ministerstwu Spraw Zagranicznych i Radkowi Sikorskiemu. To MSZ wydał ostrzeżenia i zalecenia odnośnie podróżowania o Czech.....Oskarżanie mediów to skrajny debi....lizm znacznie groźniejszy od żółtaczki.
Kto pije i pali ten nie ma robali. Ale Knedlicky z tym lekkim piwem???? Zero odkarzenia.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.