Martwe ryby, brunatnoszara woda i intensywny zapach unoszący się nad Bobrem. Obrazy z okolic zapory w Pilchowicach w ostatnich dniach obiegły media społecznościowe i wywołały poruszenie daleko poza Dolnym Śląskiem. Wędkarze i mieszkańcy nie mają wątpliwości – doszło do katastrofy ekologicznej. Zarządca obiektu, Tauron Ekoenergia, przekonuje natomiast, że sytuacja jest związana z prowadzoną modernizacją zapory i była monitorowana przez specjalistów.
Setki, a według świadków nawet tysiące śniętych ryb, gęsta brunatnoszara zawiesina płynąca Bobrem i odór rozkładających się organizmów. Tak wygląda sytuacja pod zaporą w Pilchowicach, gdzie trwa końcowy etap opróżniania Jeziora Pilchowickiego przed kompleksową modernizacją jednej z najważniejszych zapór wodnych w Polsce.
Wędkarze i mieszkańcy mówią wprost o katastrofie ekologicznej. Tauron Ekoenergia przekonuje natomiast, że prowadzona operacja była planowana od wielu miesięcy, odbywa się zgodnie z decyzjami administracyjnymi oraz pod nadzorem specjalistów, a obecna sytuacja – choć trudna – była przewidywana i ma charakter odwracalny.
Zapora w Pilchowicach, oddana do użytku ponad sto lat temu, przechodzi największy remont od kilkudziesięciu lat. Aby możliwe było wykonanie prac przy fundamentach oraz dolnych partiach budowli, konieczne stało się niemal całkowite opróżnienie zbiornika.
Już wcześniej Tauron informował, że końcowy etap obniżania poziomu wody będzie wiązał się z odsłonięciem wieloletnich osadów dennych oraz możliwością wystąpienia śnięcia części ryb. Spółka zapowiadała prowadzenie odłowów, usuwanie padłych ryb oraz działania mające ograniczyć skutki środowiskowe.
Pod koniec czerwca sytuacja gwałtownie się pogorszyła. Do Bobru poniżej zapory zaczęły spływać ogromne ilości zawiesiny z dna zbiornika. W wodzie pojawiły się setki śniętych ryb.
Koło PZW Grodzkie Jelenia Góra opublikowało dramatyczny apel.
– Obraz szkód jest przerażający, a zapach trudny do opisania. Przyjechaliśmy zdeterminowani, by zrobić cokolwiek dla zmniejszenia strat, choć wszyscy wiemy, że to o wiele za późno – napisali wędkarze.
Ich zdaniem przyczyną tragedii było nałożenie się kilku czynników: końcowego etapu opróżniania zbiornika, poruszenia wieloletnich osadów dennych, bardzo wysokich temperatur oraz pogorszenia warunków tlenowych w wodzie.
W poniedziałek i wtorek rozpoczęła się spontaniczna akcja ratowania ryb.
Do Pilchowic przyjechali członkowie Polskiego Związku Wędkarskiego, przedstawiciele Dzikiego Patrolu z Lwówka Śląskiego oraz liczni mieszkańcy. Żywe ryby wyławiano z płytkiej wody i błota, a następnie przewożono do zbiornika we Wrzeszczynie.
Jak podkreślali uczestnicy akcji, każda godzina miała znaczenie, ponieważ wysoka temperatura oraz gęsta zawiesina powodowały dalsze śnięcie ryb.
Nowe informacje dotyczące skali zjawiska przedstawiono podczas sesji Rady Miejskiej we Wleniu. Sekretarz gminy Tomasz Kołodziej odczytał pismo przekazane przez Tauron Ekoenergia.
Spółka poinformowała, że od 19 czerwca trwa najtrudniejszy etap opróżniania zbiornika. W pierwszej fazie poziom wody obniżano bardzo powoli, aby umożliwić rybom naturalne przemieszczanie się w dół Bobru. Skuteczność tego procesu mieli monitorować ichtiolodzy prowadzący obserwacje poniżej zapory.
Następnie rozpoczęto planowe odłowy ryb prowadzone pod nadzorem specjalistów. Jak zapewnia Tauron, będą one kontynuowane aż do całkowitego opróżnienia jeziora.
Spółka przyznaje jednocześnie, że na końcowym etapie opróżniania zbiornika nie da się całkowicie uniknąć śnięcia części ryb. Według informacji przekazanych przez Tauron, do 26 czerwca zutylizowano już ponad tonę śniętych ryb. Zdaniem inwestora na skalę zjawiska wpłynęły również wyjątkowo wysokie temperatury oraz znacznie większa od zakładanej ilość mułu zalegającego na dnie zbiornika.
Najwięcej pytań budzi obecnie nie tylko liczba martwych ryb, ale również pochodzenie ciemnej zawiesiny płynącej Bobrem.
Zdaniem osób od lat związanych z Jeziorem Pilchowickim odsłonięte dno skrywa osady gromadzone przez dziesięciolecia. Trafiały tam materiały niesione przez Bóbr z całej zlewni, obejmującej między innymi tereny silnie uprzemysłowione w przeszłości.
Przez dziesięciolecia do Bobru trafiały ścieki komunalne i przemysłowe, a wszystkie niesione przez rzekę osady odkładały się właśnie w Jeziorze Pilchowickim. Obecnie, po niemal całkowitym opróżnieniu zbiornika, materiał ten został odsłonięty i podczas opadów deszczu będzie sukcesywnie spływał do koryta rzeki.
Nie opublikowano jednak dotąd wyników badań określających skład chemiczny osadów przemieszczających się obecnie Bobrem ani ich ewentualny wpływ na środowisko.
Eksperci i mieszkańcy zwracają uwagę, że skutki obecnych wydarzeń mogą wykraczać daleko poza masowe śnięcie ryb. Zagrożone mogą być również organizmy denne, mięczaki, skorupiaki oraz cała baza pokarmowa funkcjonująca w ekosystemie Bobru.
Sołectwo Pilchowice opublikowało również apel do mieszkańców korzystających z przydomowych studni, zalecając – do czasu wyjaśnienia sytuacji – zachowanie ostrożności i korzystanie z wody butelkowanej do celów spożywczych. Komunikat ma charakter prewencyjny.
Coraz częściej pojawiają się także pytania o odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Mieszkańcy chcą wiedzieć, czy wszystkie możliwe scenariusze zostały przeanalizowane przed rozpoczęciem opróżniania zbiornika, czy właściwie oceniono wpływ inwestycji na środowisko oraz czy zastosowane środki minimalizujące były wystarczające.
Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że modernizacja ponadstuletniej zapory jest inwestycją niezbędną z punktu widzenia bezpieczeństwa przeciwpowodziowego. Ostateczna ocena skutków środowiskowych całej operacji będzie jednak możliwa dopiero po zakończeniu badań i analiz prowadzonych przez właściwe instytucje.
Martwe ryby, czarny muł i dramat na Bobrze. Co naprawdę wydarzyło się pod zaporą w Pilchowicach?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
nie ma co się dziwić skoro przez lata spływały tam ekskrementy ze Szklarskiej Poręby
nie ma co się dziwić skoro przez lata spływały tam ekskrementy ze Szklarskiej Poręby