Telefon zabrzmiał wiarygodnie, historia miała pozory sensu, a rozmówca wiedział, jak wywołać strach. Mieszkanka Jeleniej Góry, przekonana, że ratuje swoje oszczędności przed przestępcami, przez kilka dni wypłacała pieniądze z banku i bankomatów. Gotówkę przekazywała nieznanemu mężczyźnie. Straciła blisko 100 tysięcy złotych
Wszystko zaczęło się od telefonu. Osoba podająca się za pracownika banku poinformowała kobietę, że przestępcy próbują przejąć pieniądze zgromadzone na jej rachunku. Sytuacja miała być poważna, a decyzję należało podjąć natychmiast. Rozmówca przekonywał, że jedynym sposobem uratowania oszczędności jest ich wypłacenie i przekazanie do specjalnego „depozytu bankowego”. Pieniądze miały tam bezpiecznie czekać do czasu zakończenia rzekomej operacji zabezpieczającej konto.
Historia była fałszywa, ale przygotowana tak, by nie pozostawić ofierze czasu na spokojne zastanowienie.
Do pierwszego kontaktu doszło 17 czerwca. Przez kolejne dni, aż do 26 czerwca 2026 roku, kobieta wykonywała polecenia oszustów. Wypłacała gotówkę w banku oraz z bankomatów, a następnie przekazywała ją mężczyźnie, który pojawiał się po odbiór pieniędzy. Operacja była rozłożona na kilka etapów. Powodem były limity wypłat, przez które całej kwoty nie można było pobrać jednorazowo. Każda kolejna transakcja oznaczała dalszą utratę oszczędności.
Dopiero po pewnym czasie kobieta zrozumiała, że nie uczestniczyła w żadnej akcji bankowej. Nie ratowała pieniędzy przed przestępcami. Przekazywała je właśnie przestępcom. 15 lipca zgłosiła się do Komisariatu I Policji w Jeleniej Górze. Łączna wartość strat wyniosła blisko 100 tysięcy złotych.
Schemat jest znany, ale nadal okazuje się skuteczny. Oszust przedstawia się jako pracownik banku, policjant albo specjalista do spraw bezpieczeństwa. Informuje o podejrzanym przelewie, próbie włamania na konto lub zagrożonych oszczędnościach.
Następnie pojawia się presja. Trzeba działać szybko, nikomu nic nie mówić i dokładnie wykonywać instrukcje rozmówcy. Ofiara ma uwierzyć, że każda chwila zwłoki oznacza utratę pieniędzy.
W rzeczywistości to właśnie pośpiech jest jednym z najważniejszych narzędzi oszustów. Człowiek przestraszony, przekonany, że walczy o dorobek życia, łatwiej rezygnuje z weryfikowania informacji.
Pracownik banku nie poleci klientowi wypłacenia wszystkich oszczędności i przekazania ich nieznanej osobie. Nie istnieją też specjalne „bezpieczne depozyty”, do których pieniądze trzeba wnosić w gotówce przez podstawionego kuriera.
Każda taka instrukcja powinna natychmiast zakończyć rozmowę.
W przypadku telefonu dotyczącego rzekomego zagrożenia konta należy się rozłączyć i samodzielnie zadzwonić do banku. Numer powinien pochodzić z oficjalnej strony instytucji albo z odwrotu karty płatniczej. Nie należy oddzwaniać na numer podany przez rozmówcę ani korzystać z przesłanych przez niego linków.
Oszuści potrafią brzmieć profesjonalnie. Mogą znać imię klienta, nazwę banku, a nawet część jego danych. To jednak nie dowodzi, że są tymi, za kogo się podają.
W tej sprawie wystarczył telefon, odpowiednio zbudowana historia i kilka dni konsekwentnej manipulacji. Efektem była utrata niemal 100 tysięcy złotych.
Mieszkanka Jeleniej Góry straciła niemal 100 tysięcy złotych. Uwierzyła fałszywemu pracownikowi banku
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze