Harrachov od lat czekał na nowe życie swojego słynnego kompleksu skoczni. Wreszcie, miesiąc temu, ruszyła przebudowa obiektu K-120 – ambitny projekt miał zamienić go w nowoczesną skocznię HS-162, jedną z zaledwie dwóch tego typu na świecie. Inwestycja warta 70 milionów koron miała być symbolem powrotu miasta na mapę światowych skoków. Teraz jednak prace stoją w miejscu, a zamiast odrodzenia przyszła fala rozczarowania.
Powodem wstrzymania robót nie jest decyzja miasta, lecz zabezpieczenie wydane przez Sąd Rejonowy w Semily. Na wniosek Związku Narciarskiego Czech i harrachovskiego Klubu Buchara sąd zakazał jakiegokolwiek rozporządzania kluczowymi obiektami kompleksu. Zakaz obejmuje pięć skoczni, w tym mamucią K-180, stadion biegowy, most nad Mumlavą i inne budowle.
Spór rozgorzał wokół darowizny. Pod koniec lipca Narodowe Centrum Sportowe Harrachov (NSC), stowarzyszenie zarządzające kompleksem, podpisało z miastem umowę, na mocy której przekazało obiekty samorządowi. Burmistrz Tomáš Vašíček tłumaczył, że był to krok praktyczny – dzięki temu miasto mogłoby bezpiecznie inwestować i finansować działalność ośrodka, który i tak w 95 procentach utrzymuje. Jednocześnie ustalono, że NSC nadal będzie korzystać z obiektów bezpłatnie.
Związek Narciarski i Klub Buchara uznały jednak, że umowa jest nieważna. Ich przedstawiciele twierdzą, że nie zostali o niej poinformowani jako członkowie NSC i że decyzja nie została zatwierdzona przez władze stowarzyszenia. Z ich perspektywy doszło do wyzbycia się majątku poza oficjalnymi procedurami. – Nie blokujemy ani zawodów, ani rekonstrukcji – przekonuje rzecznik związku Tomáš Haisl. – Chcemy tylko, by decyzje o losach obiektów zapadały w sposób transparentny.
W praktyce ta prawna kłótnia uderza w konkrety: kompleks w Harrachovie jest unikatowy w kraju, większość skoczni pochodzi z lat siedemdziesiątych i od lat wymaga remontów — zamykano już kolejne obiekty, w tym mamucią K-180. Miejscowym entuzjastom udało się kiedyś prowizorycznie przywrócić trzy mniejsze skocznie, lecz to za mało na dłuższą metę. Jako pierwszy do przebudowy podjęto K-120; prace ruszyły miesiąc temu z projektem przekształcenia go w obiekt HS-162 — jeden z zaledwie dwóch tego typu na świecie — z planowanym uruchomieniem na grudzień 2026 roku. Na modernizację przyznano siedemnaście milionów koron z budżetu Kraju Libereckiego, a kolejne środki miały pochodzić z Narodowej Agencji Sportowej; teraz miasto i stowarzyszenie czekają na decyzję i na rozstrzygnięcie sporu.
Burmistrz Tomáš Vašíček tłumaczy, że to decyzja sądu zmusiła miasto do wstrzymania robót. Wydane zabezpieczenie zakazuje jakiegokolwiek rozporządzania majątkiem NSC, co w praktyce oznacza paraliż działań. – „Nie możemy w tej chwili ani prowadzić prac, ani organizować wydarzeń w areale” – podkreśla Vašíček.
Najbardziej poszkodowani są lokalni sportowcy, organizatorzy i kibice: zamiast planów i pracy na skoczni mają procedury sądowe i polityczne przepychanki. Różnica między tym, kto chce inwestować, a tym, kto ma do tego prawo decydowania, wyszła na jaw w najmniej odpowiednim momencie. Na razie zamiast odgłosu młotów i dźwigów słychać tylko echo sądowych sal. Harrachov czeka – na decyzje, na kompromis i na to, by marzenie o odrodzeniu skoków narciarskich w Karkonoszach nie skończyło się kolejnym niespełnionym planem.
Sąd wstrzymał prace rekonstrukcji skoczni w Harrachovie. Inwestycja za 70 milionów koron stanęła po miesiącu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze