Zasiłek dla bezrobotnych to czasami jedyne źródło utrzymania zwłaszcza dla bezrobotnych po 50 roku życia. Ale misją Urzędów Pracy jest pomoc właśnie tej grupie bezrobotnych. To oficjalna wersja. W praktyce w Jeleniogórskim Urzędzie pracy zabiera się należne pieniądze skrupulatnie i jednostronnie stosując przepisy prawa. Na szkodę bezrobotnych.
Ta historia zdarzyła się naprawdę. Oto historia w której skrzywdzony został uczciwy człowiek. Skrzywdzony przez Urząd Pracy, w majestacie prawa. W „białych rękawiczkach”. Dedykuję ją , ku przestrodze tym, którzy nie czytają dokładnie otrzymywanych dokumentów potwierdzających zatrudnienie. W przypadku ujawnienia błędu po latach, będą bowiem mogli liczyć wyłącznie na siebie.
- „Urząd Pracy po prostu wyłudza pieniądze szukając uporczywie luk w dostarczonych dokumentach” - skarży się Pan Jan, bezrobotny pięćdziesięciolatek spod Jeleniej Góry.
-„Robi to w sposób perfidny zasłaniając się przepisami prawa, interpretując je tak, aby bezrobotny nie miał szans na skuteczne odwołanie. Działając w ten sposób może „zarobić” przynajmniej tysiąc złotych na każdym bezrobotnym który ukończył 50 lat. To typowe oszustwo „w białych rękawiczkach” – dodaje.
Historia, którą opowiedział Pan Jan ( prawdziwe imię i nazwisko zna Redakcja) jest niestety typowym przykładem urzędniczej skrupulatności, lub wręcz niezrozumiałej nadgorliwości wobec grupy starszych bezrobotnych. Niektórzy urzędnicy poprzez swoje działania zaniżają wypłacane zasiłki pod pozorem błędów w dostarczanych przez bezrobotnych dokumentach.
Opisana sprawa dotyczy dodatkowe j kwoty niespełna 200 złotych, do której wypłaty ma każdy bezrobotny po 50 – tym roku życia i którego staż pracy wynosi nie mniej niż 20 lat.
Skrzywdzony Pan Jan jest właśnie przykładem takiego bezrobotnego. Kiedy z końcem czerwca nie przedłużono mu umowy o pracę zmuszony był zarejestrować się jako bezrobotny. Myślał, że taka rejestracja to formalność, zwłaszcza, że w swoim długim już życiu dwa razy, po kilka miesięcy był już bezrobotny. Ufał jeleniogórskiej placówce, mimo tego, ze gdy drugi raz się rejestrował musiał ponownie składać komplet świadectw pracy, ponieważ spora ich część po „pierwszej przygodzie z pośredniakiem” po prostu „wyparowała” z jego teczki.
Jednak przy tegorocznej, lipcowej rejestracji znów poproszono go o przedstawienie kompletu świadectw pracy, co bezrobotny uczynił. Jednak po weryfikacji ich przez urzędnika okazało się, że z blisko 30 lat pracy na etatach w różnych firmach jego staż wynosi zaledwie 8 lat. W dokumentach bezrobotnego znajdującego się w Urzędzie nie pozostał też żaden ślad po blisko 17- letniej działalności gospodarczej. Nikt w Urzędzie Pracy nie próbował ustalić co stało się z dokumentami złożonymi przy poprzednich rejestracjach i pozytywnie zaopiniowanych jako zgodne merytorycznie.
Pana Jana lakonicznie poinformowano, że w tym roku Urząd rozpatruje wszelkie dokumenty w oparciu o nowe zasady i poprzednie weryfikacja są po prostu nieaktualne. Przy okazji tej informacji wskazano dwa świadectwa pracy wymagające sprostowania. W jednym ze świadectw brakowało wymiaru czasu pracy, w drugim podobno istotnych danych. Przy okazji bezrobotnemu oświadczono, że nawet natychmiastowe sprostowanie tych świadectw nie spowoduje wypłaty dodatkowej kwoty niespełna 200 złotych do zasiłku. W opinii Urzędu Pracy kwota ta przepada bezpowrotnie i nie ma możliwości jej wypłaty pomimo sprostowania błędnych w opinii Urzędu świadectw.
Pan Jan jednak pogodził się ze stratą i zdeterminowany sprostował błędne świadectwa. Z jednym nie było problemu, bo zakład budżetowy w którym zainteresowany przepracował 8 lat istnieje i stosowne zaświadczenie prostujące świadectwo zostało bezproblemowo wystawione.
Gorzej było z drugim świadectwem pracy potwierdzającym kolejne 4 lata pracy. Zakład pracy- wystawca świadectwa bowiem nie istnieje. Niestety nie istnieje też archiwum akt osobowych, które mieściło się w tym samym budynku na 3 piętrze, gdzie można było bez problemu sprostować dokumenty dotyczące nieistniejących już firm. Ale owego archiwum już nie ma i nikt o dziwo nie wie, gdzie ono jest. Nikt w jeleniogórskim Urzędzie Pracy nie jest w stanie wskazać miejsca, gdzie tacy jak Pan Jan mogą zwrócić się o pomoc. Jest to dla Urzędu wygodne, bo każde błędne świadectwo, to problem dla bezrobotnego, ale przede wszystkim „czysta kasa” zaoszczędzona na często bezradnym bezrobotnym. Na tzw. aspekt moralny takiego podejścia urzędnika nikt w tym Urzędzie nie patrzy. Taka sytuacja może dziwić, zwłaszcza, że spora część klientów tego urzędu to ludzie młodzi, energiczni mogący bez problemu znaleźć pracę. Widać to po ich zachowaniu, dobrych humorach i zachowaniu wskazującym na to, że muszą szybko zdobyć podpis, by nie spóźnić się do pracy!
Szkoda, że uwaga urzędników nie skupia się właśnie na tej grupie ludzi zasilających szarą strefę
Ale Pan Jan poradził sobie z tym problemem. Obdzwonił kilka archiwów w Polsce i w efekcie skierowano go do ZUS-u gdzie potwierdził brakujące dane. Miał szczęście, bo zlikwidowany zakład odprowadzał składki. Gdyby nie odprowadzał to Pan Jan niczego by w Zusie nie uzyskał. Szczęśliwy dostarczył sprostowane dokumenty do Urzędu Pracy. Szczęście jednak nie trwało długo. Urzędnik wynalazł bowiem kolejne „błędne” świadectwo pracy. Tym razem błąd dotyczył daty urodzenia. Na dokumencie widnieje data 23.20.1959 r. Urzędnik nie dał się przekonać, że to „czeski błąd” Nie pomógł też argument, że to właśnie świadectwo już dwa razy ten sam Urząd zakwalifikował pozytywnie. Nie przekonał urzędnika też sensowny argument, że błąd dotyczy nie treści merytorycznej dokumentu, a daty urodzenia. Przecież do potwierdzenia tożsamości nie jest potrzebny zakład pracy tylko dowód osobisty.
Jednak nie dla urzędnika- służbisty. Pan Jan jednak nie odpuszczał i udała się do Dyrektora Urzędu. Pan Dyrektor „Ł” jednak również był nieugięty. Nie chciał sprawdzić dowodu osobistego Pana Jana. Nie pozwolił też napisać „oświadczenia pod odpowiedzialnością karną” że Pan Jan urodził się w miesiącu 10-tym , a nie 20- tym. Wysłał więc Pana Jana do odległego o 50 km, ale istniejącego jeszcze na szczęście zakładu pracy. Obiecał też, że po sprostowaniu tego świadectwa osobiście dostarczy je do weryfikacji. Pełen nadziei i zaufania Pan Jan za dwa dni dowiózł sprostowane świadectwo. Jednak wbrew zapewnieniom Pana Dyrektora „Ł” kolejny raz owych niecałych 200 złotych Panu Janowi nie wypłacono. Ale obiecano, że za miesiąc już nie będzie problemu.
Kiedy jednak Pan Jan w umówionym terminie 3-go września zupełnie spokojny i ufny zgłosił się po kolejny zasiłek okazało się, że ….Nadal jego staż pracy wynosi 8 lat! Na uwagę, że wszystkie dokumenty wymagające sprostowania zostały dostarczone zgodnie ze wskazaniami urzędników usłyszał, że: - „gdyby były dostarczone, to by były”.
W tym momencie mocno już wkurzony Pan Jan przypomniał sobie, że przypadkowo ma przy sobie kopie tych dokumentów, które składał w tym Urzędzie i o których niezłożenie go posądzono. Poczuł się jak oszust, ktoś gorszy. Na szczęście udowodnił, że to on mówi prawdę, a nie oskrżający go urzędnik. I choć było gorąco i nerwowo, kiedy wypraszano go za korytarz, bo ponownie weryfikowano dokumenty, znów wstąpiła nadzieja na należne mu pieniądze.
Na próżno. Po kilkunastu minutach obsługujący go pracownik wrócił z kolejnym błędnym świadectwem pracy. Tym razem na świadectwie nieistniejącego już zakładu nie wpisano imienia ojca. Nie pomogły argumenty, że tym razem wszystko miało być w porządku. Oczywiście znów nie wypłacono Panu Janowi owych niecałych 200 złotych.
W taki oto sposób Urząd Pracy zarobił na bezrobotnym jak dotąd blisko 600 złotych. Poprzez wyrafinowane oszustwo. Oszustwo w „białych rękawiczkach” . I zarobi jeszcze więcej bo Pan Jan nie będzie się więcej upominać o swoje. To poniżej jego godnośći. To wyjątkowo wyrafinowany sposób oszczędzania. Poprzez proste, bezduszne inerpretowanie prawa.
Bo wszystkie poczynania Urzędu są przecież zgodne z prawem. Ale czy też z tzw. zdrowym rozsądkiem ? Czy takie traktowanie petentów jest moralne ? Każdemu może zdarzyć się być bezrobotnym. Ale czy każdy bezrobotny to oszust ? Co ma zrobić człowiek, który nie potrafi rozpychać się łokciami ? Dlaczego konsekwencje wszelkich pomyłek ma ponosić wyłącznie bezrobotny. Bo w przypadku Pana Jana pomyliło się kilka osób. Pomylił się kadrowy w jednej, czy drugiej firmie. Ale pomylił się aż 2 razy urzędnik Urzędu Pracy, który dwukrotnie zakwalifikował błędne , co jest oczywiste, świadectwo jako poprawne. W końcu ktoś nie przekazał dostarczonych przez Pana Jana dokumentów i ktoś dopiero przy trzecim podejściu wynalazł kolejny błąd. Pomyliło się przynajmniej kilka osób, ale konsekwencje poniósł wyłącznie Pan Jan.
-„Niech sobie biorą kolejne pieniądze. Nie będę już walczył. Mam żal do Urzędników tego Urzędu. Wierzyłem w walkę z bezrobociem, w programy 50+ i inne. Mimo pięćdziesięciu kilku lat rozumiem prawa rynku. Wiem, że nie można być biernym, poddawać się. Bezrobotnym nie będę zapewne długo. Inwestuję w siebie. Ostatnio skończyłem dwa kierunki studiów. Mam spore doświadczenie. Jestem zdrowy i na pewno znajdę pracę. Jak nie tu, to gdzie indziej. Nie mam tylko zdrowia użerać się z bezdusznymi urzędnikami. I nie będę. Szkoda mi tylko tych, co tego nie potrafią”- kończy Pan Jan.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pan Jan przedstawiał ten sam zestaw dokumentów kilka razy. Zostały one wczesniej POZYTYWNIE zaopiniowane przez urzędnika. To oznacza, że zarówno Pan Jan jak i urzędnik też nie dostrzegł błędu. Ale to on poniosł konsekwencje. trudno też winić bohatera artykułu o brak informacji gdzie przeniesiono archiwum akt osobowych, gdzie bez problemu można by dokonać wszelkich sprostowań. Trudno tez winić za błędy w świadectwie pracy wystawionym 30 lat temu. Moim zdaniem powinien on miec mozliwośc pomocy ze strony Urzedu. Pozdrawiam, Autor.
To dziwne straszny pechowiec z tego Pana Jana aż tyle dokumentów z błędami, każde świadectwo trzeba przeczytać jak się je podpisuje! Widocznie nie czytał tego co podpisał i poniósł karę! Urzędnik nie będzie przymykał oka na nierzetelną dokumentację nikt nie ma ochoty płacić za czyjeś błędy!! Nikt nic nie zaoszczędził, ani nie zyskał jeśli chodzi o pracowników PUP! Szkoda ale za to nie ma premii a kara mogłaby być sroga w postaci obciążenia pracownika w najlepszym wypadku tą kwotą 200zł!
To jest banda mafijna pasożytów i urzędasów, a prezydent J.G. taki sam jak i oni że nie umie sobie z tą bandą poradzić ale jaki pan taki kram.
Dziki, parszywy kraj. Nienawidzę go za to dziadostwo, poniżanie i okradanie petenta, Polaka w majestacie prawa, na każdym kroku.
I dlatego należy pracować w czarnej strefie, a brakiem wpływów do budżetu wykończyć ten chory system. Zabić go w zalążku. A w mit o darmowej służbie zdrowia i szkolnictwie to już chyba nikt nie wierzy.
....o to dlaczego takich urzędasów Pan Prezydent na zbity pysk nie wywali!!!
Pan Jan przedstawiał ten sam zestaw dokumentów kilka razy. Zostały one wczesniej POZYTYWNIE zaopiniowane przez urzędnika. To oznacza, że zarówno Pan Jan jak i urzędnik też nie dostrzegł błędu. Ale to on poniosł konsekwencje. trudno też winić bohatera artykułu o brak informacji gdzie przeniesiono archiwum akt osobowych, gdzie bez problemu można by dokonać wszelkich sprostowań. Trudno tez winić za błędy w świadectwie pracy wystawionym 30 lat temu. Moim zdaniem powinien on miec mozliwośc pomocy ze strony Urzedu. Pozdrawiam, Autor.
To dziwne straszny pechowiec z tego Pana Jana aż tyle dokumentów z błędami, każde świadectwo trzeba przeczytać jak się je podpisuje! Widocznie nie czytał tego co podpisał i poniósł karę! Urzędnik nie będzie przymykał oka na nierzetelną dokumentację nikt nie ma ochoty płacić za czyjeś błędy!! Nikt nic nie zaoszczędził, ani nie zyskał jeśli chodzi o pracowników PUP! Szkoda ale za to nie ma premii a kara mogłaby być sroga w postaci obciążenia pracownika w najlepszym wypadku tą kwotą 200zł!
To jest banda mafijna pasożytów i urzędasów, a prezydent J.G. taki sam jak i oni że nie umie sobie z tą bandą poradzić ale jaki pan taki kram.