Dominik jest mieszkańcem Mirska, uczniem pierwszej klasy liceum. Jedną z jego pasji są podróże rowerowe. W minione wakacje wraz z rodzicami zwiedził Polskę przemierzając dwóch kołach dystans 3255 km na. W wakacje 2016 roku Dominik planuje podróż rowerem do Paryża
- Od wielu lat interesujemy się kolarstwem szosowym - ja, moja mama oraz tato. W tym roku pojechaliśmy w trójkę, ale tato dojechał tylko do Zakopanego, ponieważ musiał wracać do pracy. Jak wspomniałem w relacji nie mieliśmy większego przygotowania. Nie było żadnego treningu wytrzymałościowego ani siłowego. Pojechaliśmy tak "z marszu". – wyjaśnia Dominik . Wypad dookoła Polski nie był jednak pierwszą rodzinną, długodystansową przygodą. - Nasze podróże rozpoczęliśmy w 2012 roku. Zaczęło się od Wrocławia (2012), następnie wycieczka po rodzinie (2013) i nad Morze Bałtyckie (2014). – tłumaczy licealista. Dominik wspominając tegoroczny wyjazd wyjaśnia, iż to tegoroczna wycieczka była największym rodzinnym wyzwaniem.
- Na początku było ciężko - za duże bagaże i te góry... Z każdym kolejnym dniem, poprzedni stawał się naszym "treningiem". Jak widać nie trzeba wielkiego przygotowania, ale wystarczą dobre chęci i wytrwałość. Niestety, jeżeli planuje się noclegi nie tylko pod namiotem, np. pokoje gościnne, to na pewno trzeba sobie zaoszczędzić dość sporą kwotę pieniędzy. Dla "potencjalnych naśladowców" powiem jeszcze, że trzeba bardzo uważać z ciężarem bagażu . – dodaje Dominik.
Nasza podróż rowerowa dookoła Polski rozpoczęła się 27 czerwca 2015 roku, czyli tuż po zakończeniu roku szkolnego.
Niestety tego dnia pogoda nam nie sprzyjała, ale na całe szczęście nie zniechęciliśmy się i wyruszyliśmy w drogę, w kierunku Kowar. Był to jeden z najcięższych odcinków na całej trasie, ponieważ po dłuższej przerwie oraz bez większego przygotowania ciężko było „podjechać” (podejść) strome oraz ciągnące się kilometrami podjazdy, z którymi musieliśmy się zmierzyć na naszej drodze. Tego dnia przejechaliśmy tylko 91km (z Mirska do Chełmska Śląskiego ).
W ciągu kilku kolejnych dni zdążyliśmy się już przyzwyczaić do naszych ciężkich bagaży oraz wysokich wzniesień. Pogoda znacznie się poprawiła. Na nasze nieszczęście pojawiły się pierwsze upały, które według mnie są nawet gorsze dla rowerzystów niż deszcz (nie mówię tu o ulewach lub burzach). Towarzyszyły nam one aż do Gdańska, ale o tym później.
Pierwszy nocleg pod namiotem mieliśmy w Lewinie Kłodzkim (oprócz namiotu spaliśmy również w pokojach gościnnych oraz schroniskach – oczywiście nie dla psów). Osobiście nie byłem zachwycony, ale musiałem się do tego przyzwyczaić. Przecież pod namiotem mieliśmy aż 15 noclegów.

Siódmego dnia dotarliśmy praktycznie pod samo Zakopane (nocowaliśmy w góralskiej chatce z widokiem na Tatry), natomiast ósmego już do centrum Zakopanego, gdzie mieliśmy dzień wolnego. Zdobyliśmy Gubałówkę , przespacerowaliśmy się (nawet kilka razy) Krupówkami oraz wjechaliśmy (nie rowerami) na Kasprowy Wierch. Piękne widoki oraz dobra pogoda zachęcały nas do pozostania tam na dłużej, ale nie chcieliśmy zmieniać naszych planów.
Następnego dnia dojechaliśmy do Szczawnicy (widoki na Pieniny i Dunajec , wzdłuż którego jechaliśmy, są niezapomniane). W tej miejscowości, a właściwie niedaleko niej, doświadczyliśmy największą wpadkę całej podróży. Ja jako nawigator (razem z Krzysztofem Hołowczycem – AutoMapa) znalazłem świetny skrót (jak później nazwaliśmy były to tzw. znakomite skróty Krzysia), który, jak się okazało prowadził do źródła strumyka (na wysokości około 1000m n.p.m.). Płynął on na dodatek na terenie, na którym mogły znaleźć się tylko osoby do tego upoważnione (ścinka drzew). Wcześniejsze zakazy jednak nas nie zniechęciły i poszliśmy dalej. Przez cały dzień „wciągaliśmy” rowery tym strumykiem. Nie było nam wtedy do śmiechu, bo nie mogliśmy z żadnej strony wyjść (kilkunastometrowa ściana – góry). Musieliśmy zawrócić. W naszych dziennikach zapisaliśmy ten dzień jako „Dzień wolny” (ale naprawdę tak nie było).

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gratulacje!
Super trasa!Od młodych lat kręcisz już takie dystanse1wow! Ja też duzo jeżdżę w tym roku byłem na samotnej wyprawie Odra-Nysa nad Bałtyk.Pozdrawiam i życzę miłych i bezpiecznych wypraw rowerowych!Tak trzymaj!
Dziękuję za tak miłe komentarze :)
Faktycznie zapomniałem o tym :) Mamy prawie czteroletnie rowery firmy Kross z niezbyt wysokiej półki cenowej. Z awariami nam się akurat poszczęściło, ja przebiłem dętkę dwa razy a mama 3. Większych problemów nie mieliśmy. A co do kondycji, to byliśmy mile zaskoczeni, mimo braku przygotowania. Były cięższe chwile na południu kraju, ale potem już było tylko łatwiej :)
Piękna wycieczka, zazdroszczę i życzę następnych równie udanych
Chłopaku super sprawa. Fajna przygoda. Nie pisałeś nic jak sprzęt. Czy były awarie no i oczywiście jak dałeś radę kondycyjnie. Ja również kocham rower i wyjazdy rowerowe ale nie takie osiągnięcia.Pozdrwaiem.
Gratulacje!
Super trasa!Od młodych lat kręcisz już takie dystanse1wow! Ja też duzo jeżdżę w tym roku byłem na samotnej wyprawie Odra-Nysa nad Bałtyk.Pozdrawiam i życzę miłych i bezpiecznych wypraw rowerowych!Tak trzymaj!
Dziękuję za tak miłe komentarze :)