Wpis z dnia 13 lutego 2014 : Cześć. Jestem właśnie w trakcie trzydniowych testów gimnazjalnych (próbnych). Historia, WOS, polski, matma i przedmioty ścisłe już za mną. Jutro angielski, ale to nie będzie dla mnie trudne. Od poniedziałku zaczynam ferie *confetti i serpentyny*. Zamierzam udać się na jakąś sesję. Ale na to jest jeszcze trochę czasu.
Wpis z bloga : http://sario-tomboy.blogspot.com/
Tematem dzisiejszego posta jest moje zainteresowanie Japonią i wszelkimi rzeczami z nią związanymi.
Jak wiadomo, nic nie dzieje się samo. Żeby powstało jajko, potrzeba kury. I tak dalej. Ale do czego zmierzam to to, że wszystko zdarzyło się przypadkiem.
Od piątej klasy, kiedy Stephanie Mayer dopiero co wydała swoją powieść, interesowałam się wampirami *łał*. Uwielbiałam o nich czytać, oglądać, a nawet pisać. Potem, kiedy epoka wampiryzmu wśród młodzieży zaczęła mnie troszkę irytować, postanowiłam znaleźć coś innego. Coś, czego jeszcze nie widziałam. No, i znalazłam. Chociaż nie do końca było to coś nowego.
Błądziłam po internecie, aż w końcu trafiłam na obrazek przedstawiający wampirzycę. Ale nie taką z filmu, tylko rysunkową. Nie przypominałam sobie, żebym kiedykolwiek oglądała kreskówki o wampirach. Do tej pory były to tylko filmy z prawdziwymi aktorami. Dopatrzyłam się tytułu i tak właśnie obejrzałam swoje pierwsze w życiu anime - Vampire Knight.
Nic specjalnego, wiem. Ale dla mnie to była nowość. Może sama historia o zakazanej miłości to temat oklepany i powielany już napraaawdę wiele razy, ale urzekła mnie kreska, zachowanie postaci no i przede wszystkim język. Był dla mnie taki nieznany i brzmiał dosyć egzotycznie. Potem zaczęłam wyszukiwać inne tytuły, pisać z ludźmi, poznawać nowe pojęcia. Długa była jeszcze przede mną droga, żebym zaczęła rozumieć cały fandom i kulturę Japonii. Od tamtej pory minęły dwa lata. Nie mogę powiedzieć, że jestem znawcą wszystkiego, co związane z Krajem Kwitnącej Wiśni, ale trochę zdążyłam zrozumieć, nauczyć się i pokochać.
Kiedy już troszkę zadomowiłam się w fandomie, pojechałam na swój pierwszy konwent - Magnificon eXpo XI. Byłam szczerze zachwycona. Pełno stoisk z mangami, pluszakami, figurkami, płytami, kocimi uszkami, lolicimi dodatkami i wszystkim innym, co zachwyca każdego mangowca. Byłam tam w moim pierwszym cosplay'u, całkowitym instancie Nezumiego z NO.6.
*od razu przepraszam za słabą jakość zdjęć i ich rozświetlenie*
Dzięki mojej pasji poznałam masę świetnych osób. Tu zdjęcie z grupką cosplay'ową z Kuroko no Basuke.
To naprawdę świetne przeżycie, kiedy możesz zobaczyć Twoją ulubioną postać z anime/gry w postaci żywego sobowtóra, a nawet zrobić sobie z nią zdjęcie. Jak ja. Z Hokage, Naruto i Kibą.
Cosplay, który z całego konwentu zachwycił mnie najbardziej, to Elise z League of Legends (grupa Elise zrobiła chyba wszystkie postaci z LoL'a).
Poza tym do Krakowa pierwszy raz zawitał twórca piosenek najpopularniejszego vocaloida na świecie *Hatsune Miku*, DeadBall-P
Na tym zakończę moją relację z Magnificonu. Konwenty to naprawdę świetna sprawa. Oprócz Magni, byłam jeszcze na Niu'Conie i X-mas Time.
Obecnie uwagę skupiam raczej na kulturze Japonii i języku, niżeli na fandomie i byciu na bieżąco z trendami. Od czasu do czasu oglądam anime, lub czytam mangi, ale nie robię już tego tak nałogowo jak na początku.
Zapraszam na mojego bloga : http://sario-tomboy.blogspot.com/
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze