Duch Gór i chciwy piekarz
W Jeleniej Górze, opodal rynku żył dawniej piekarz, który prowadził swój interes z wielką zdolnością, to jest bułki wypiekał zbyt małe, chleb zbyt czarny, tak, że stał się bogaty, okrągły, tłusty a przy tym skąpy.
Tak więc pewnego przywiózł mu pewien chłop ładunek drewna, które piekarz u niego zamówił. Rozładował je na podwórku i domagał się od piekarza, który właśnie jadł śniadanie, umówionej zapłaty. Piekarz wyciągnął sakiewkę, narzekał na złe drewno i złe czasy i w końcu odjął człowiekowi pół talara z zapłaty. Na próżno prosił chłop o umówioną sumę, ponieważ był biedny i nie mógł przeboleć straty. Skąpiec kazał mu załadować drewno z powrotem, jeśli żałuje handlu i w ten sposób biedny człowiek wziął pieniądze i pojechał smutny do swej wsi.
Po drodze towarzyszył mu pewien człowiek, który prosił go o podwiezienie kawałek, na co chłop zgodził się z ochotą. Ponieważ obcy zauważył zmartwienie (smutek) chłopa, zapytał go o to, a ten opowiedział mu historię z drewnem. Wkrótce potem obcy wysiadł z wozu, podziękował chłopu i wręczył mu zapłatę. Kiedy wóz zniknął z pola widzenia, pośpieszył on z powrotem do Jeleniej Góry i wkrótce zastukał do piekarza pytając, czy nie potrzebuje pomocnika do rąbania drewna. „ Najpierw mi powiedzcie, czego żądacie, jako zapłaty?” zapytał ostrożny piekarz. „ Nie żądam pieniędzy, tylko tyle porąbanego drewna ile zdołam unieść na własnych plecach”. Słowa te spodobały się chytremu piekarzowi, ponieważ powiedział sobie, że tym razem to będzie całkiem tanio. Obcy poszedł na podwórze, odpiął swą lewą nogę z biodra i rąbał nią, że tylko drzazgi leciały. Piekarz zdumiony pobiegł na podwórze i patrzył z przerażeniem na to, co się tam działo. Ogarnął go wielki strach. Rębacz nie dał się zbić z tropu i wkrótce wszystko było już porąbane na małe kawałki. Po tym mężczyzna włożył nogę z powrotem i zaczął z porąbanego drewna układać olbrzymią stertę, tak że żaden kawałek drewna nie pozostał leżący. Załadował sobie tę stertę na plecy i opuścił podwórze. Chociaż piekarz był wściekły, zrozumiał tę naukę i począwszy od tej pory był bardziej ludzki dla biednych ludzi.
Biedny chłopina był nie mniej zdziwiony, kiedy następnego ranka zobaczył swoje drewno leżące na swoim podwórku porąbane i czyściutko poukładane. Kto mu je ofiarował, nie wiedział, ale podziękował swemu przyjaznemu dobrodziejowi. A kiedy lepiej przyjrzał się monecie, którą otrzymał za podwiezienie nieznajomego, stwierdził, że tymczasem zamieniła się ona w czyste złoto. Teraz wiedział już, że jego dobroczyńcą (pasażerem) był Duch Gór.
wg. „Rubezachl ein altes – neues Marchenbuch” In Bearbeitung von Gisela Pohl. Oberlausitzer Verlag 1991. Waltersdorf. oprac. Andrzej Paczos. Skarbiec Ducha Gór 4/1998.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Super Opowieść :) czyta się ją z zapartym tchem
Super Opowieść :) czyta się ją z zapartym tchem