Reklama

Karkonosze - historia i legendy cz 10

08/11/2013 04:26

Duch Gór, jako władca pogody

     W roku 1654 w pobliżu Wielkiego Stawu miało miejsce osobliwe wydarzenie. Pewien bogaty baron wybrał się w drogę z wieloma znakomitymi gośćmi i ze służbą, aby odwiedzić najpiękniejsze zakątki gór, o których tyle opowiadano w Kotlinie. Towarzystwo szczególnie chciało odwiedzić górskie jeziora – Mały i Wielki Staw a potem wspiąć się na Śnieżkę. Służącym, ludziom prostym i poczciwym surowo przedtem nakazano nie złościć Ducha Gór wołaniem lub drwinami, ponieważ baron obawiał się, że Duch Gór mógłby z tego powodu zmienić piękną, słoneczną pogodę a zależało mu bardzo, aby wrócić zdrowo i sucho do Kowar, skąd całe towarzystwo wyruszyło o świcie. Zakaz jednakże korcił służących. Chcieli oni raz sprawdzić czy opowieści o Duchu Gór są prawdziwe i jak daleko w rzeczywistości sięga jego moc. Dlatego prowadzili między sobą szydercze rozmowy o Duchu Gór i głośno wołali: „Liczyrzepo! Liczyrzepo!”

     Nagle niebo, które dotąd było tak jasne i pogodne, wyraźnie się zmieniło. Od zachodu zbliżała się jakaś mała chmura, inna zaś od południa. Kiedy zaniepokojone nieco towarzystwo dotarło wreszcie do Wielkiego Stawu obie chmury połączyły się i wtedy rozszalała się nad nimi potężna burza. Błyskawice, grad i pioruny nastąpiły, które łomocząc odbijały się echem od skalnych ścian kotła. Baronowie zatrwożyli się o swoje życie i przemoczeni drżeli na całym ciele ze strachu i zimna. W miastach i wsiach położonych w kotlinie jeszcze nigdy nie przeżyli podobnej niepogody. Po każdym grzmocie grad uderzał z łoskotem bez przerwy a góry drżały jakby smagane biczem, nad dolinami błyskawice przeszywały powietrze. Bladzi i bezradni stali słudzy i tragarze. Wtem bogaty baron wziął do ręki duży hiszpański krzyż, jaki woził ze sobą stale od czasu jednej z zagranicznych podróży i uniósł go w stronę żywiołu. Na ten znak rozszalałe siły żywiołu z wielką gwałtownością poczęły się kłębić i miotać, że aż góry drżały. Poczym nagle pogrążyły się w Wielkim Stawie. Na powierzchni wody, pod naporem wiatru, przez długi czas widoczny był kształt krzyża, który w końcu zmienił się w węża i można było dostrzec, jak ten zniknął w otchłani wód jeziora.

Reklama

     W ten sposób zażegnano niebezpieczeństwu. Burza ucichła. Słońce ponownie ukazało się na nieboskłonie. Białe, kłębiaste baranki spokojnie płynęły na tle błękitu. Towarzystwo zaś kontynuowało wycieczkę dziękując baronowi za jego zbawienny czyn. Duch Gór musiał ugiąć się przed władcą nieba i ziemi.

     Służący zaś zaprzestali żartów i drwin i nigdy więcej nie nazywali Ducha Gór jego przezwiskiem, co też tobie, czytelniku, radzę.

 

 

wg  „Die schonsten Sagen aus Schlesien” neu erzahlt fur jung und alt von Jochen Hoffbauer. Aufstieg – Verlag Munchen 1988.  oprac. Andrzej Paczos Skarbiec Ducha Gór 2/99

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo 24jgora.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości