Reklama

Karkonosze - historia i legendy cz 11

10/11/2013 04:30

Duch Gór uzdrawia pewnego chorego

Jelenia Góra, miasto corocznego „Tygodnia Karkonoskiego”, była niegdyś zamożnym miastem kupieckim. W potężnych górskich lasach w X w. pewien książę upolował z narażeniem życia olbrzymiego jelenia. Od tego wydarzenia jak głosi legenda, pochodzi nazwa miasta. Za pośrednictwem pewnego jeleniogórskiego pachołka szewskiego, jak dalej opowiada legenda, w XVII w. przywędrowała do miasta z Niderlandów sztuka tkania woali. Tkacze lnu, sukiennicy i wytwórcy woali utworzyli wtedy bogatą warstwę społeczną. Jeden z tych zamożnych mieszczan, który nie miał żadnych trosk ni kłopotów, próbował je sobie stworzyć. Wmawiał sobie ciągle różne choroby. To go swędziało to znów szczypało. Kiedy suto pojadł i popił skarżył się na bóle brzucha, kiedy oddawał się tym myślom – bolała go głowa. Słowem było mu – w każdym razie w jego mniemaniu – bardzo źle. Najchętniej siadał ciepło otulony w miękkim fotelu przy kaflowym piecu i rozmyślał o tym, jaki to smutny i beznadziejny żywot wiedzie. Jego urojenie poszło w końcu tak daleko, że nie mógł zrobić kroku, aby nie bolały go wszystkie członki, pewien życzliwy przyjaciel poradził mu, żeby spróbował czarnej herbaty (naparu) z pewnych czarnych korzonków, jakie można znaleźć w karkonoskich włościach Ducha Gór. To mogło go wyleczyć z jego złej choroby, którą nazywano podagrą. Urojony chory wysłał, więc pośpiesznie swego zielarza, aby mu znalazł lekarstwo.

W górach do jeleniogórskiego zielarza przyłączył się obcy zbieracz korzonków, który w uprzejmych słowach wskazał mu miejsce, gdzie rosły najpiękniejsze lecznicze korzonki. Jeleniogórzanin spokojnie zebrał długie jak ramię korzenie i przyniósłszy je choremu złożył je pod piecem. Potem kazał wypłacić sobie należność. Zaledwie jednak cierpiący na podagrę został sam na sam ze swoją chorobą, czarne korzenie zaczęły się ruszać i unosić. Zamieniły się one bowiem w kłąb czarnych, groźnych węży, które oblazły fotel bogatego kupca. Chory podskoczył jak rażony piorunem i przy pomocy swych własnych nóg, na których mógł się teraz poruszać, zaczął uciekać. Węże podążyły za nim. Ścigany biegł nie oglądając się za siebie, ciągle dalej, aż wybiegł przed dom. Na zewnątrz nie było śladu węży – korzeni. Odetchnąwszy, biegacz stał i cieszył się z całego serca, że uniknął strasznemu niebezpieczeństwu. Miłe słońce stało wysoko na niebie i weszło ozdrowieńcowi głęboko do serca i duszy. Znów odzyskał radość do świata i chęć do pracy.

Reklama

Duch Gór, który przeprowadził tę wężową kurację cieszył się z udanego żartu, ponieważ to on był tym obcym zbieraczem, który doprowadził jeleniogórskiego zielarza do korzeni. Kupiec nic o tym nie wiedział.

 

 

wg  „Die schonsten Sagen aus Schlesien” neu erzahlt fur jung und alt von Jochen Hoffbauer. Aufstieg – Verlag Munchen 1988.  oprac. Andrzej Paczos Skarbiec Ducha Gór 2/99

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo 24jgora.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości