Reklama

Elektrykiem pod prąd. Jedziemy do Włoch.

23/09/2023 09:42

Nadszedł czas na pierwsze poważne wyzwanie redakcyjnej tesli. W poniższym artykule podzielimy się z wami wrażeniami z naszej podróży do Włoch. Czyli 1000 km autem elektrycznym.

Wciąż nie brakuje osób, które twierdzą, że wraz z samochodem na prąd jego właściciel kupuje sobie wyłącznie problemy. Jedną z podstawowych obaw, mają być ograniczenia wynikające z zasięgu. Jak najlepiej to sprawdzić? Czy bazując na opiniach z internetowych forów czy jednak przejechać "elektrykiem" pierwsze kilkaset kilometrów? Dlatego postanowiliśmy wyruszyć w taką klasyczną podróż na przekór wszystkim tym obawom. Elektrykiem pod prąd - by doświadczyć tego wszystkiego na własnej skórze.

Jednym z ulubionych miejsc wakacyjnego wypoczynku Polaków jest Italia. Dotarcie z wielu miast naszego kraju nad Adriatyk wiąże się z pokonaniem ponad 1000 km. Strategie pokonania takiej trasy mogą być oczywiście różne. W przypadku auta elektrycznego planowanie trasy musi być nieco bardziej dokładne. Przede wszystkim jeśli chodzi o przerwy niezbędne do uzupełnienia zawartości baterii. Tu jednak z pomocą przychodzi nawigacja, która wynajduje dostępne punkty ładowania, planuje czas przejazdu i zasięg w zależności od poziomu naładowania baterii.

Reklama

W naszym przypadku podróż z trzema postojami do rejonu Wenecji aplikacja wyliczała na 12 godzin. Pierwsze ładowanie po przejechaniu 160  kilometrów, na terenie Czech. Tu jedna uwaga, która może Was zdziwić ale w tak długą podróż wyruszyliśmy z baterią naładowaną na poziomie 76 %. Nie wynikało to jednak z naszej lekkomyślności a z zaleceń producenta w myśl których optymalne ładowanie baterii, to uzupełnianie jej do poziomu 80 %, co perspektywicznie zwiększa jej żywotność. Tak więc po przejechaniu tych 160 kilometrów, docieramy do pierwszej stacji ładowania ( z zawartością baterii 36 %) , gdzie aplikacja zaplanowała 40 minut postoju. Akurat tyle, żeby coś zjeść, rozprostować kości i ....podładować samochód.

Reklama

Kolejny postój już w Austrii (Sankt Georgen) po przejechaniu dalszych 330 km. Dojeżdżamy tutaj z baterią na poziomie 17%. Ale ładowanie trwa tylko 25 minut. Czas postoju zależy bowiem od mocy stacji ładowania co oczywiście przekłada się na jego szybkość. Warto też wspomnieć, że aplikacja na bieżąco analizuje sytuację panującą nie tylko na drodze ale też na stacjach ładowania. Jeżeli system wykaże, że w przewidywanym czasie naszego przyjazdu jest większe obłożenie ładowarek, wówczas zaproponuje automatyczną korektę trasy aby zminimalizować czas oczekiwania na wolne stanowisko. Trzeba też dodać, że w zachodniej i południowej części Europy tzw. superchargerów czyli super szybkich stacji ładowania jest mnóstwo a infrastruktura cały czas się powiększa. Wraz ze stacjami ładowania powstają punktu gastronomiczne. Ponieważ czasem brakuje miejsca przy samej autostradzie, więc bywa tak, że trzeba zjechać nawet na odległość 2-3 km z trasy.

Tak więc po 25 minutach postoju w Sankt Georgen - w sam razem na kawę i toaletę, ruszamy dalej. Kolejny i ostatni postój przed dotarciem na miejsce to Villach - kolejne 290 km. Docieramy tu z baterią 15% i zaplanowanym czasem ładowania 20 minut. Warto też zwrócić uwagę, że większa część stacji ładowania samochodów elektrycznych na terenie Austrii wykorzystuje energię pozyskiwaną z paneli słonecznych.

Reklama

Ostatni etap naszej podróży trwa jeszcze około dwie i pół godziny podczas których pokonujemy 190 km. Na miejsce (włoskie Bibione) docieramy z zapasem 15 % baterii.

Podsumowując trasę przeszło 1000 km udało się pokonać w niewiele ponad 12 godzin wliczając w to trzy postoje na ładowania (w sumie około 90 minut). Zdecydowana większość trasy to oczywiście autostrady, którymi jechaliśmy ze średnią prędkością około 120 km/h, zapewniającą najbardziej ekonomiczne wykorzystanie baterii. Na odcinku liczącym ponad 1000 km tesla Y zużywała około 16kW/h na 100 km.

Reklama

Obecnie czas jazdy samochodem spalinowym do Włoch, przy założeniu przerwy na lunch oraz jednego czy dwóch przystanków na kawę, będzie w miarę porównywalny z czasem jazdy samochodem elektrycznym. Dziś już nie ma mowy o długich, ciągnących się godzinami przerwach na ładowanie – procentuje dobrze rozwinięta infrastruktura, zwłaszcza w Austrii (jeżeli chodzi o trasę którą jechaliśmy). Na całej trasie korzystaliśmy wyłącznie ze stacji supercharger Tesla. Aby z niej skorzystać wystarczy podłączyć samochód i rozpocząć automatyczne ładowanie. Stacja Supercharger może dodać do 275 kilometrów zasięgu w zaledwie 15 minut. Ponieważ ładowanie powyżej 80 procent jest rzadko konieczne, postoje są zazwyczaj krótkie i wygodne.

Reklama

Poniżej nasze poprzednie artykuły :

Zobacz wszystkie nasze artykuły z serii "Elektrykiem pod prąd" - kliknij tutaj

Elektrykiem pod prąd. Jedziemy do Włoch.

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Zenekkk - niezalogowany 2023-09-23 13:36:05

    Po 160km rozpr9stowac kości. Po takim dystansie to akurat dzieci zasnęły i można w spokoju i ciszy trochę pojechać i nadrobić czas a nie wlec się 120kmh i ładować baterię.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Redakcja - niezalogowany 2023-09-24 10:07:53

    My tylko opisujemy jak to jest w naszym przypadku, Dzielimy się uwagami z naszymi czytelnikami. Nic więcej. Nie namawiamy nikogo do zakupu, nikomu też nie odradzamy zakupu Tesli czy innego elektryka.

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2023-09-23 13:43:07

    Średnia prędkość 120 km/h tak wam komputer pokazał???

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo 24jgora.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości