Dawno dawno temu, w Karpaczu istniał tor bobslejowy, na którym regularnie odbywały się zawody. Tor nie był tak wymyślny jak te dzisiejsze, sztucznie chłodzone rynny, w każdym razie miał jednak zakręty zabezpieczone ziemnymi bandami a największy z nich, o 180 stopni miał nawet pionową ścianę zbudowaną z drewnianych żerdek.
Obsługa z klubu “Budowlani” ( obecnie “Śnieżka” ) pracowicie obkładała ten tor mieszaniną śniegu z wodą, która dzięki właściwościom przyrody następnie zamarzała. Aby niepowołani nie niszczyli tej z trudem uzyskanej budowli, tor był w kilku miejscach zamykany leżącymi w poprzek solidnymi belkami, dodatkowo zabezpieczonymi kłódkami. Chodziłem wówczas do liceum i podczas lekcji przysposobienia sportowego, zamiast pójść jak wszyscy na narty, wybraliśmy się z kolegą, zapalonym saneczkarzem, sprawdzić, w jakim stanie jest tor. O dziwo – był otwarty. Kolega dysponował dwuosobowymi wyścigowymi sankami więc pomaszerowaliśmy dziarsko na start. Załadowaliśmy się na sanki ( ja z przodu ) i jazda. Szło nam świetnie, zakręt za zakrętem znikał za nami. Gdy dojeżdżaliśmy do tego największego zakrętu, na jego koronie zobaczyłem faceta machającego rękami. Co tam – może podziwiał, jacy jesteśmy dzielni. Niestety – jeszcze jadąc po tej pionowej ścianie zobaczyłem belkę leżącą na wysokości ca 30 cm nad torem, jakieś 30 m za zakrętem ......
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze