Reklama

Zakrwawiony mężczyzna na Różyckiego. Kontrowersje wokół interwencji pogotowia.

03/03/2020 18:58

Zakrwawiony mężczyzna leżał dziś w południe przy ulicy Różyckiego. Jego stanem zainteresowali się przechodnie. Wezwano pogotowie i policję. Świadkowie twierdzą, że interwencja służb nie przebiegała jak należy.

Całą sytuację opisała na facebooku jedna z czytelniczek w grupie 24jgora.pl - Grupa mieszkańców  Jelenia Góra i okolice :

Sytuacja z dziś. Przy kwiaciarni na Różyckiego leżał zakrwawiony mężczyzna, starszy człowiek. Zostało wezwanie pogotowie, po pół godziny czekania ponowny telefon na numer alarmowy, było dzwonione do promedu z prosba o pomoc i na policje, znieczulica wszedzie. Pogotowie przyjechało po 40 minutach. Facet cały czas leżał w deszczu na błocie. Kleczalam przy nim A on mówił, że zaraz umrze i żebym powiedziała jego żonie, że bardzo ją kochał. Cały czas mi dziękował. Przyjechało pogotowie, od razu zaczeli się drzec, że facet jest pijany i że spotkamy się w sądzie bo niesłusznie wezwalam pogotowie. Ja od niego alkoholu nie wyczulam. Facet telepal sie z zimna. Gdzieś z tłumu krzyczała kobieta, że to jej sąsiad i że ma tętniaka i jest bardzo schorowany. A sanitariusze Wrzucili mężczyznę do karetki jak śmiecia. Kazali mi zostać na miejscu bo chcieli wzywać na mnie policję. Wyzywali mnie od GNOJÓW i kazali mi zamknąć mordę. Bardzo chętnie bym porozmawiała z z tą policja, ale Musiałam iść do szkoły po dziecko. Wracając widziałam tylko jak odjeżdżają, a policja się nie zjawiła. Po tej sytuacji zrozumiałam tylko, że jak ktoś się przewróci na chodniku to może umrzeć wśród tłumu ludzi bo pogotowie zwyczajnie odmawia ratowania takich ludzi. Z góry oceniają, że każdy jest napity. Czyli, że co? Jeśli pił to znaczy że musi umierać na ulicy, takiemu się pomoc nie należy?! Do tej pory cała aż się trzesę nerwów.

Reklama

Anna Kopiec

Ten emocjonalny wpis, opisujący przebieg zdarzenia wywołał prawdziwą reakcję łańcuchową. Zaroiło się od komentarzy. Na pogotowie ratunkowe i całą służbę zdrowia posypały się gromy. O komentarz do tego bulwersującego zdarzenia poprosiliśmy dyrektora Pogotowia Ratunkowego w Jeleniej Górze, Pana Nikołaja Lambrinowa. Z jego relacji, wyłania się przynajmniej nieco odmienny obraz sytuacji.

Przede wszystkim o zadysponowaniu karetki pogotowia do konkretnego zgłoszenia, decyduje Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Legnicy, które obsługuje również region jeleniogórski. Dyrektor Lambrinow mówi, że za czas jaki mija od zgłoszenia do zadysponowania karetki trudno mu odpowiadać. Taką decyzję zawsze podejmuje dyspozytor z Legnicy

Reklama

- Niestety nie mamy wpływu na to ile razy było wzywane pogotowie. Dyspozytor jest od nas zupełnie niezależny i jeśli w tej sytuacji rzeczywiście zwlekał, to jest to do wyjaśnienia w Legnicy. Natomiast już u nas w Jeleniej Górze, między wezwaniem karetki przez dyspozytora a jej przyjazdem na miejsce zdarzenia minęło 17 minut. Karetka jechała ze stacji w Sobieszowie. Wezwanie było w trybie pilnym, natomiast w opisie wezwania znalazła się informacja, że osoba potrzebująca pomocy piła alkohol. Więc taką informację zespół Ratownictwa Medycznego miał ze zgłoszenia od wzywającego. Już na miejscu podczas wywiadu sam pacjent również się przyznał, że pił alkohol.

- relacjonuje dyrektor jeleniogórskiego pogotowia.

Reklama

Prawdą jest, że ludzie zgromadzeni na miejscu interwencji negowali fakt upojenia alkoholem - zapisali w notatce z interwencji ratownicy. - Pacjent był agresywny. Natomiast zgromadzeni świadkowie również byli nastawieni wrogo do personelu karetki -

Tymczasem badanie krwi pacjenta wykazało 3,6 promila alkoholu.Pacjent nie wyrażał zgody na przebadanie, w końcu jednak wyciszył się i zgodził się na zabranie do szpitala. Cała interwencja trwała z tego powodu około 40 minut. Ponadto pacjent cierpi na zaburzenia neurologiczne. To prawdopodobnie efekt kontuzji odniesionej przed laty podczas czynnego uprawiania sportu.

Reklama

(...) Wyzywali mnie od GNOJÓW i kazali mi zamknąć mordę(...)

Odnośnie słów jakie miały paść podczas interwencji, dyrektor Lambrinow również ma wątpliwości :

Nie wydaje mi się, aby ten zespół miał kierować tego typu uwagi w stosunku do kogokolwiek.To jest mało prawdopodobne.Zastrzeżenia osoby trzeciej, że usłyszała to czy tamto, to zawsze jest relacja dwóch stron. Natomiast jeśli pacjent był agresywny a ponadto przyglądający się interwencji ludzie, są również agresywni w stosunku do zespołu albo mają uwagi i pouczają ratowników co mają robić i jak się zachowywać, to na pewno sytuacja jaka się wytwarza jest niezbyt sympatyczna.

Reklama

- podsumowuje Nikołaj Lambrinow.

Warto w tej sytuacji pamiętać jeszcze o jednym. Ratownicy medyczni na dyżurze są traktowani jak funkcjonariusze publiczni i chroni ich prawo.

Zakrwawiony mężczyzna na Różyckiego. Kontrowersje wokół interwencji pogotowia.

 

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2020-03-03 20:09:04

    Krew to niestety sygnał do ratowniczego działania bez względu na okoliczności i tyle w temacie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-03-03 20:41:16

    Tak leżał w kałuży kałuży krwi i jeszcze sprężynowcem straszył ratowników pseudomedycznych. Cyrki w tym naszym kraju się dzieją.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-03-03 21:03:04

    Nie ma nic gorszego jak tłumek idiotów z których każdy jest najmądrzejszy i poucza lekarza lub ratowników. Pozwólcie tym ludziom pracować zamiast drzeć mordy i latać z telefonami dookoła. Natomiast dyspozytornia z Legnicy to już tragedia. Ostatnio straż pożarną zamiast do Henrykowa Lubańskiego wysłali do Henrykowa koło Ząbkowic i dom się sfajczył. Sam wzywałem karetkę jak matka dostała krwotoku. Dyspozytor odmówił przysłania karetki bo sprawa wydała mu się błaha. Pojechaliśmy więc sami na SOR a tam błyskawicznie (bo krew się lała) matka trafiła na salę operacyjną.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo 24jgora.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości