Gdyby ktoś chciał napisać podręcznik pod tytułem „Jak skomplikować sesję rady gminy”, mógłby wykorzystać zapis ostatnich obrad w Podgórzynie niemal bez poprawek. Trzy dni obrad, proceduralne zwroty akcji, wzajemnie wykluczające się wnioski i decyzje, które rodziły kolejne pytania zamiast je zamykać. Wszystko zakończyło się wyborem nowego przewodniczącego, choć wątpliwości nie zniknęły.
Konia z rzędem temu, kto nie pogubił się podczas ostatniej sesji Rady Gminy Podgórzyn. Obrady, które miały zakończyć się rozstrzygnięciem w sprawie wotum i absolutorium dla wójt Podgórzyna oraz rozstrzygnięciem kwestii personalnych, zamieniły się w trzydniowy maraton proceduralnych sporów. Przerwy, wycofywanie i ponowne wprowadzanie tych samych punktów do porządku obrad, nie reasumpcje ale.... powtarzanie głosowań, odmienne interpretacje przepisów oraz kolejne wątpliwości prawne sprawiły, że zamiast sprawnego procedowania powstał obraz rady, która momentami sama nie była pewna, jakie decyzje są jeszcze możliwe do podjęcia. Najbardziej kontrowersyjny okazał się jednak finał całej historii – wybór nowego przewodniczącego rady. To właśnie on może stać się przedmiotem dalszych analiz prawnych.
Problemy pojawiły się już na początku pierwszego dnia sesji. Grupa radnych zgłosiła wnioski o rozszerzenie porządku obrad o projekty uchwał dotyczące zmian w składach komisji oraz odwołania przewodniczącego rady Marcina Kupczyka. Przewodniczący zakwestionował jednak prawidłowość złożonych projektów. Zarzucał wnioskodawcom, że projekty nie zawierają opinii radcy prawnego, nie zostały podpisane przez przewodniczącego rady, przygotowano je z naruszeniem postanowień statutu i doręczono radnym bezpośrednio przed rozpoczęciem sesji.
Ponadto projekt uchwały dotyczącej wyboru nowego przewodniczącego miał zostać przygotowany przedwcześnie. Według przedstawionej interpretacji , opartej na zapisach statutu gminy, rada mogłaby wybrać nowego przewodniczącego dopiero na kolejnej sesji, następującej po tej, podczas której odwołano dotychczasowego przewodniczącego. Mimo zgłaszanych zastrzeżeń rada przegłosowała rozszerzenie porządku obrad. Zarządzono jednak przerwę, celem zaopiniowania zgłoszonych projektów uchwał.
Drugi dzień obrad przyniósł kolejne komplikacje. Przewodniczący Marcin Kupczyk oświadczył, że wcześniejsze głosowanie nad zmianą porządku obrad mogło zostać przeprowadzone wadliwie. Zwrócił uwagę, że sam brał udział w głosowaniu dotyczącym punktu przewidującego jego odwołanie, choć – jak stwierdził – ze względu na własny interes prawny powinien był wyłączyć się z udziału w głosowaniu. To uruchomiło kolejną dyskusję.
Pojawił się pomysł przeprowadzenia reasumpcji głosowania. Część radnych sprzeciwiała się jednak takiemu rozwiązaniu, wskazując, że zamiast naprawić sytuację może ono doprowadzić do kolejnych naruszeń procedury. Ostatecznie przyjęto rozwiązanie, które samo w sobie trudno uznać za standardowe. Najpierw cofnięto wcześniejszą decyzję dotyczącą wprowadzenia punktu o odwołaniu przewodniczącego, a następnie przeprowadzono głosowanie ponownie – już bez udziału Marcina Kupczyka.
Na tym jednak nie koniec zamieszania. W pewnym momencie obrad doszło do sytuacji, która sprawiała wrażenie, że część radnych pogubiła się w zawiłościach proceduralnych. Przewodniczący złożył wniosek formalny dotyczący wycofania z porządku obrad projektu uchwały odwołującej Macieja Kopcia z funkcji przewodniczącego Komisji Skarbu i Budżetu.
Z przebiegu dyskusji można było odnieść wrażenie, że nie wszyscy radni właściwie zrozumieli, nad czym w danym momencie głosują. W efekcie projekt uchwały został zdjęty z porządku obrad, choć chwilę później część radnych próbowała doprowadzić do jego ponownego procedowania. To z kolei sugerowało, że rezultat głosowania nie odpowiadał rzeczywistym intencjom przynajmniej części uczestników obrad.
Problem polegał jednak na tym, że po przegłosowaniu wniosku formalnego rada zakończyła już procedowanie tego elementu porządku obrad. Oznaczało to, że nie można było po prostu „cofnąć” wcześniejszej decyzji i wrócić do zdjętego projektu. Konieczna była kolejna przerwa i następne konsultacje dotyczące możliwości wyjścia z powstałego impasu.
Był to jeden z najbardziej wymownych momentów całej trzydniowej sesji. Zamiast rozstrzygać sprawy merytoryczne, radni coraz więcej czasu poświęcali na ustalenie, jakie czynności proceduralne są jeszcze dopuszczalne i w jaki sposób naprawić skutki wcześniej podjętych decyzji.
Dopiero trzeciego dnia rada odwołała Marcina Kupczyka z funkcji przewodniczącego. Szybko okazało się jednak, że również procedura wyboru jego następcy nie przebiega bezproblemowo. Projekt uchwały dotyczący wyboru nowego przewodniczącego zawierał już wpisane imię i nazwisko Macieja Kopcia jako osoby wybranej na stanowisko.
Tymczasem uchwała nie może przesądzać wyniku głosowania przed jego przeprowadzeniem. W praktyce oznaczałoby to bowiem, że wynik wyboru został wpisany do projektu jeszcze przed oddaniem głosów przez radnych. Konieczne było więc dokonanie autopoprawki i przygotowanie projektu w prawidłowej formie. Nie był to jednak koniec problemów.
Prowadząca obrady Małgorzata Turok zwróciła uwagę na kolejną kwestię. Radny Maciej Kopeć formalnie nadal pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Skarbu i Budżetu, ponieważ wcześniej wycofano projekt uchwały dotyczący jego odwołania z tej funkcji.
Powstało więc pytanie, czy może kandydować na przewodniczącego rady, skoro formalnie nadal kieruje komisją. Po dyskusji przyjęto, że wystarczająca jest sama rezygnacja z funkcji przewodniczącego komisji, a odrębna uchwała nie jest konieczna. Dopiero wtedy przystąpiono do głosowania.
Maciej Kopeć został wybrany przewodniczącym Rady Gminy Podgórzyn, uzyskując osiem głosów. Była to dokładnie minimalna liczba głosów wymagana do uzyskania bezwzględnej większości ustawowego składu rady. Jednocześnie kandydat brał udział w głosowaniu nad własnym wyborem. To właśnie ten element może mieć kluczowe znaczenie z punktu widzenia ewentualnej oceny legalności uchwały.
Art. 25a ustawy o samorządzie gminnym stanowi bowiem, że radny nie może brać udziału w głosowaniu, jeżeli dotyczy ono jego interesu prawnego. Od wielu lat w orzecznictwie sądów administracyjnych trwa dyskusja nad zakresem tego przepisu. Szczególnie istotny jest jednak wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z 2 września 2020 r., wydany w sprawie wyboru przewodniczącego Rady Miejskiej w Szklarskiej Porębie. Stan faktyczny tamtej sprawy jest uderzająco podobny.
Wówczas w pierwszym głosowaniu kandydat wyłączył się z udziału, nie uzyskując wymaganej większości. W kolejnym głosowaniu wziął już udział i dzięki własnemu głosowi osiągnął minimalną liczbę głosów niezbędną do wyboru. WSA uznał, że doszło do naruszenia art. 25a ustawy o samorządzie gminnym i stwierdził nieważność uchwały.
Co szczególnie istotne, sąd wskazał, że dla oceny naruszenia przepisu nie ma decydującego znaczenia, czy udział radnego rzeczywiście wpłynął na wynik głosowania. Przepis ma charakter kategoryczny, a udział radnego w głosowaniu dotyczącym jego własnego interesu prawnego sam w sobie stanowi istotne naruszenie prawa.
Sąd podkreślił również, że funkcja przewodniczącego rady wiąże się nie tylko z dodatkowymi obowiązkami, ale także z podwyższoną dietą oraz szczególną pozycją ustrojową, co przesądza o istnieniu po stronie kandydata własnego interesu prawnego.
Nie oznacza to oczywiście, że wybór nowego przewodniczącego w Podgórzynie jest nieważny. Takie rozstrzygnięcie może zapaść wyłącznie w odpowiednim postępowaniu nadzorczym lub sądowym. Nie sposób jednak nie zauważyć podobieństw między obiema sprawami. W obu przypadkach kandydat uczestniczył w głosowaniu nad własnym wyborem. W obu uzyskał dokładnie minimalną liczbę głosów potrzebną do objęcia funkcji. W obu można postawić pytanie, czy doszło do naruszenia art. 25a ustawy o samorządzie gminnym.
Podgórzyn różni się jednak od Szklarskiej Poręby jednym elementem. Tutaj sporna kwestia głosowania nad własną kandydaturą była jedynie zwieńczeniem trwającego trzy dni proceduralnego chaosu. Wątpliwości dotyczyły także prawidłowości zmian porządku obrad, powtarzania głosowań, wycofywania i ponownego wprowadzania projektów uchwał, a także sposobu przygotowania dokumentów pod obrady. Nie można wykluczyć, że skutki tej nieszczęsnej sesji będą jeszcze analizowane przez organy nadzoru. Niezależnie od tego, jak zakończy się ewentualna ocena prawna, trzydniowa sesja Rady Gminy Podgórzyn już dziś pozostaje przykładem, jak szybko kolejne wątpliwości proceduralne mogą uruchomić efekt domina, w którym każda próba naprawienia wcześniejszego problemu rodzi następne.
W całym proceduralnym zamieszaniu łatwo przeoczyć, że sesja przyniosła również rozstrzygnięcie w sprawie wotum zaufania dla wójt. Rada po raz drugi z rzędu nie udzieliła wotum zaufania, natomiast w kolejnym głosowaniu udzieliła absolutorium z wykonania budżetu za 2025 rok. Warto przypomnieć, że zgodnie z art. 28aa ustawy o samorządzie gminnym, nieudzielenie wójtowi wotum zaufania w dwóch kolejnych latach otwiera radzie możliwość podjęcia uchwały o przeprowadzeniu referendum w sprawie jego odwołania. Nie dzieje się to jednak automatycznie – o ewentualnym referendum rada musiałaby zdecydować w odrębnym głosowaniu.
Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego. Nawet po trzech dniach obrad nie ma pewności, czy wszystkie podjęte decyzje są wolne od wad prawnych. To z kolei oznacza, że zamiast zamknąć polityczny spór, rada może dopiero otworzyć etap sporów nadzorczych i sądowych.
Samorząd to nie tylko arytmetyka głosów. To przede wszystkim umiejętność podejmowania decyzji w sposób, który nie pozostawia wątpliwości co do ich legalności. Po ostatniej sesji trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie tego w Podgórzynie najbardziej zabrakło. Zamiast pokazać sprawność działania organu stanowiącego gminy, rada zaprezentowała obraz instytucji, która przez trzy dni próbowała wybrnąć z problemów, jakie w dużej mierze sama sobie stworzyła. A to nie jest najlepsza wizytówka ani dla radnych, ani dla standardów funkcjonowania lokalnego samorządu.
Trzy dni sporów, przerw i kontrowersji. Co wydarzyło się podczas sesji Rady Gminy Podgórzyn?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ryba psuje sie od glowy . Tyle w temacie. Ps. Gmina zasponsorowala posterunek policji ... ueaga... 6-ma latarkami. Brawo. Mis na miare naszych czasow.
Meritum jest takie z że nie ma pieniędzy, a są studnie bez dna. Np. szkoła podstawowa w ścięgnach generuje ogromne koszty, dzieci coraz mniej a nauczycieli coraz więcej. Czas łaczyc szkoły żeby obniżać koszty , a dzieci i tak rodzice dowożą autami. Dzieci ze Ściegien jest już garstka. To samo z Sosnówką.
Ryba psuje sie od glowy . Tyle w temacie. Ps. Gmina zasponsorowala posterunek policji ... ueaga... 6-ma latarkami. Brawo. Mis na miare naszych czasow.
Meritum jest takie z że nie ma pieniędzy, a są studnie bez dna. Np. szkoła podstawowa w ścięgnach generuje ogromne koszty, dzieci coraz mniej a nauczycieli coraz więcej. Czas łaczyc szkoły żeby obniżać koszty , a dzieci i tak rodzice dowożą autami. Dzieci ze Ściegien jest już garstka. To samo z Sosnówką.