Referendum w sprawie odwołania burmistrz Świeradowa-Zdroju Edyty Wilczackiej, które odbyło się 15 czerwca 2025 roku, okazało się spektakularnym niewypałem. Inicjatorzy uzbierali pod wnioskiem więcej podpisów, niż później padło głosów w samym referendum, więc ostatecznie cała akcja zakończyła się kompletnym fiaskiem. Przy tak niemrawym przygotowaniu, trudno było spodziewać się innego wyniku.
Spośród 3 018 uprawnionych do głosowania, do urn pofatygowało się zaledwie 340 osób – frekwencja wyniosła więc marne 11,27%. Tymczasem, aby referendum było ważne, potrzeba było co najmniej 937 głosów. Głosów oddanych „za” odwołaniem burmistrz było 326, czyli 96% tych, którzy się jednak pofatygowali. Problem w tym, że to liczby całkowicie symboliczne – prawnie bez żadnego znaczenia.
Inicjatywa przeprowadzenia referendum zrodziła się w środowisku radnych opozycyjnych oraz części mieszkańców, którzy zarzucali burmistrz brak transparentności przy podejmowaniu kluczowych decyzji, w tym dotyczących zakupu nieruchomości oraz opóźnień w realizacji lokalnych inwestycji. Główną twarzą akcji referendalnej była radna Irena Chmielowska, która publicznie krytykowała styl zarządzania gminą przez Edytę Wilczacką.
Z kolei zwolennicy burmistrz nie ukrywali, że świadomie zrezygnowali z udziału w głosowaniu, by frekwencja nie przekroczyła wymaganego progu. – Brak udziału to też wyraz naszej decyzji – komentowali niektórzy mieszkańcy, uznając referendum za niepotrzebne i politycznie motywowane.
Co ciekawe, samo referendum było niemrawo przygotowane. Zabrakło widocznej kampanii, przekonujących argumentów, szerokiego dialogu z mieszkańcami. Wyglądało to bardziej na wewnętrzną rozgrywkę niż poważną próbę zmiany władzy. Efekt? Pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum zebrano około 400 podpisów, a do urn ostatecznie poszło ich… mniej.
To rodzi fundamentalne pytanie o sens takich inicjatyw. Czy chodziło rzeczywiście o dobro miasta, czy może o polityczne przepychanki, które nie miały szans zaangażować szerszej społeczności?
W świetle obowiązujących przepisów Edyta Wilczacka pozostaje na stanowisku i będzie kontynuować rozpoczętą kadencję. Referendum nie wywołało skutków prawnych, ale bez wątpienia pozostawiło ślad w lokalnej debacie publicznej. Niskie zainteresowanie głosowaniem może być odczytywane dwojako: z jednej strony jako porażka inicjatorów referendum, z drugiej – jako sygnał zmęczenia mieszkańców lokalnymi konfliktami i być może braku realnego przekonania, że zmiana jest konieczna. Pozostaje refleksja: jeśli podejmować tak poważne działania jak próba odwołania burmistrza, trzeba to robić z większą determinacją, lepszą organizacją i realnym planem mobilizacji mieszkańców. Inaczej powstają tylko polityczne kapiszony, które nie tyle zmieniają lokalną rzeczywistość, co ją kompromitują.
Świeradów-Zdrój wraca do codzienności, ale pytania o jakość lokalnego zarządzania zapewne nie ucichną szybko.
Referendum bez echa. Polityczny kapiszon w Świeradowie-Zdroju.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze