Zanim wreszcie udało się postawić właściwą diagnozę, Szymek kilka razy trafiał do szpitala i prywatnych gabinetów pediatrycznych. Mama musiała wysłuchiwać, że nie umie prawidłowo dawać synkowi pić, jest przewrażliwiona i niepotrzebnie się podnieca. A wystarczyło zrobić badanie USG. Od razu pokazało, że w brzuszku Szymka rozwija się niesłychanie niebezpieczny nowotwór.
Szymon Misiejuk ma 3 lata i najbardziej interesuje się… rozrabianiem. Jest bardzo żywy. Kiedy inne dzieci po chemii leżą i dochodzą do siebie, Szymon już po kilku godzinach biega i wszędzie go pełno. W Przylądku Nadziei mówią na niego Pędziwiatr. Trzeba mieć przy nim oczy dookoła głowy, bo psoty ma we krwi.
Kiedy skończył półtora roku poszedł do żłobka w rodzinnej Jeleniej Górze. Jest towarzyski, więc szybko się zaaklimatyzował, ale zaczęły się przeziębienia. Dwa dni w żłobku, miesiąc w domu. Rodzice żartują, że najdłużej bez przerwy chodził do żłobka może przez dwa tygodnie.
W marcu miał zapalenie oskrzeli. Dużo wymiotował. Pani doktor, pediatra, zapisała zastrzyki. Wymioty uznała za objawy jelitówki.
– W trakcie leczenia wymioty faktycznie przeszły, ale po ostatnim zastrzyku, wieczorem Szymona zaczął boleć brzuszek. Pojechaliśmy więc do szpitala, na SOR – wspomina pani Justyna, mama Szymka. – Było bardzo nieprzyjemnie. Usłyszałam nawet, że pewnie nie umiem własnego dziecka napoić i jest odwodniony. Nie chcieli nas przyjąć na oddział. Zaczęłam tłumaczyć, że Szymek chodzi do żłobka, że często choruje i dopiero wtedy zostaliśmy przyjęci na oddział.
Szymon przeszedł badania. Okazało się, że ma bardzo podwyższone CRP, czyli stężenie białka we krwi. Wynik wyszedł 120 mg/l, przy normie nie przekraczającej 5. Lekarze uznali, że powodem jest niedoleczone zapalenie oskrzeli. Jeszcze w nocy Szymon dostał antybiotyki, środki przeciwbólowe i kroplówkę, żeby nawodnić organizm.
– Brzuszek przestał boleć, CRP spadło do 50. Lekarze uznali, że pewnie to jakaś infekcja wirusowa i po trzech dniach wyszliśmy do domu z zaleconym antybiotykiem doustnym – opowiada pani Justyna. – To był czwartek. W poniedziałek zrobiliśmy kontrolne badanie i okazało się, że CRP znowu podskoczyło. Do 80 mg/l.
Druga nietrafiona diagnoza. To nie były wzdęcia
Tym razem rodzice poszli z synem do lekarza prywatnie, żeby nie czekać. Pani Justyna jak dziś pamięta, że naczytała się w internecie różnych strasznych historii, więc jej pierwsze pytanie do lekarza brzmiało: czy to może być nowotwór?
– Usłyszałam, że mam się niepotrzebnie nie podniecać… – w oku pani Justyny pojawia się pierwsza łezka. – Pan doktor wymienił tylko antybiotyk. Szymon nawet polubił jego smak. Wynik CRP zaczął spadać. Wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku.
Jednak po kilku dniach wróciły bóle brzucha, rodzice wrócili więc z Szymonem raz jeszcze do pana doktora, który badał go poprzednio. Tym razem podejrzewał, że Szymkowi dokuczają wzdęcia. Brzuszek chłopca był wyraźnie napięty. Zalecił więc podawanie Nospy.
– Wróciliśmy do domu, ale Nospa nie pomagała. Wieczorem brzuch bolał Szymona już tak bardzo, że nie mogłam go nawet ubrać. Zadzwoniliśmy po pogotowie – głos pani Justyny zaczyna drżeć. – Znów usłyszeliśmy na dzień dobry, że syn jest tylko odwodniony. Karetka nie chciała nas nawet zabrać do szpitala i powinniśmy jechać sami. Ostatecznie dali się przekonać i znów trafiliśmy na SOR. Tam usłyszeliśmy tym razem, że na ból brzucha do szpitala nie przyjmują…
Na szczęście na dyżurze była ta sama pani doktor, która kilka dni wcześniej wypisywała Szymona po pierwszej wizycie w szpitalu. Obejrzała chłopca i bardzo nie spodobał się jej brzuszek chłopca. Zdecydowała, ze potrzebne będzie badanie USG. Wykonane zostało następnego dnia rano. Od tego momentu wydarzenia potoczyły się już błyskawicznie.
– Najpierw zbiegli się wszyscy lekarze, potem Szymek trafił na badanie tomografem. Powiedzieli nam, że na 98% to neuroblastoma – opowiada pani Justyna. – Dwa dni później byliśmy już w Przylądku Nadziei we Wrocławiu i jeszcze nawet przed ostatecznym potwierdzeniem diagnozy zaczęliśmy chemioterapię.
To był naprawdę ostatni moment. Okazało się, że nowotwór zdążył rozwinąć się do monstrualnych rozmiarów. Guz w nadnerczu miał aż 10 centymetrów. Były też przerzuty do kręgosłupa, głowy, powiększone węzły chłonne. Lekarze sami nie wierzyli, że tak wielki guz zmieścił się w tak małym brzuszku…
Terapia Szymka zaczęła się w kwietniu, ale o pierwszych dwóch miesiącach cała rodzina jak najszybciej chciałaby zapomnieć. Szymon był wycieńczony, a musiał walczyć z potwornym bólem. Nie mógł się ruszać… Lekarze nie chcieli mówić o żadnych rokowaniach, co dodatkowo budziło w rodzicach stres i obawy.
Jedenaście cykli chemii. Guz maleje, jest nadzieja
Na szczęście organizm szybko zareagował na podawaną chemię i sytuacja zaczęła się stopniowo poprawiać. Łącznie, po jedenastu już cyklach chemii, wreszcie pojawiła się nadzieja.
– Przerzuty się wycofały. Kręgosłup jest już czysty, głowa i szpik też. Szymek odzyskał siły i energię – uśmiecha się pani Justyna. – Dzisiaj, po tych sześciu miesiącach trudno uwierzyć, że jest tak poważnie chory. Jedyna widoczna oznaka to to, że nie ma włosów.
Guz w brzuszku Szymona zmniejszył się aż o połowę. Wszyscy czekają na decyzję, czy skurczył się już na tyle, żeby można było go bezpiecznie wyciąć. Od Szymona pobierane są też komórki macierzyste, które pozwolą na przeprowadzenie w niedalekiej przyszłości autoprzeszczepu. Będzie potrzebny po wycięciu guza, żeby odbudować strukturę krwi Szymka, mocno nadwyrężoną przez intensywną chemioterapię.
To jednak jeszcze nie będzie koniec walki o zdrowie Szymka. Aby mieć jak największą pewność, że nowotwór został pokonany, potrzebny będzie jeszcze jeden krok. Nowoczesna immunoterapia antyciałami GD-2. To cykl ratujących życie zabiegów, które mają nauczyć organizm Szymona skutecznie walczyć z komórkami nowotworowymi w przyszłości.
Trzeba zebrać fortunę, żeby Szymek pokonał raka
Terapia od niedawna jest już dostępna w Przylądku Nadziei, jednak wciąż nie jest refundowana przez NFZ. A jej koszt jest olbrzymi. W przypadku Szymka chodzi o prawie 900 tysięcy złotych, które będą musieli z własnej kieszeni zapłacić rodzice. Żeby leczenie było skuteczne, Szymek powinien przejść je pod koniec tego lub na początku przyszłego roku.
Rodzice mogą liczyć na wsparcie Fundacji “Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”. Będziemy pomagać w zdobyciu środków potrzebnych na wyleczenie Szymona. Wszystkich dobrych ludzi zapraszamy: dołączcie do nas! Razem uratujmy małego Szymka!
Szymonowi można pomóc:
- dołączając do zbiórki: https://www.siepomaga.pl/zycie-szymona
- bądź wykonując przelew na konto imienne Fundacji: 11 1160 2202 0000 0001 0214 2867 (w tytule prosimy wpisać: Szymon Misiejuk.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Trzymam kciuki mlody człowieku, również zmagam sie z nowotworem, razem damy radę :-)
Dokładnie,na pediatrii w Jeleniej jest bardzo nieprzyjemnie,znieczulica...
Serdecznie dziękujemy za pomoc!
Wspolczuje Justynce i Szymciowi. Trzymam kciuki za Was . Szpital w J.G to jeden z najgorszych co do oddzialu pediatrii na ktorym bylam.
"służba" "zdrowia" w grajdole... tam gdzie nie ma kas fiskalnych...
Szanowny Panie Prezydencie Jeleniej Góry! Może to już najwyższy czas, aby przyjrzeć się pracy szpitala w Jeleniej Górze? Wiele można zrzucić na karb zmęczenia , braku kadry ,czy funduszy ,ale na pewno nie lekceważący , momentami wręcz chamski stosunek do pacjentów! USG jest jednym z podstawowych, tanich badań dostępnych ,,od ręki" ! Wystarczyła odrobina dobrej woli! Dziś w momencie, gdy nowotwory szerzą się niczym grypa , diagnostyka - zwłaszcza w przypadku dzieci jest niezwykle ważna! A czas niestety jest wrogiem! Czy na prawdę pracownicy szpitala są bezkarni? Na prawdę godzi się Pan na to ,by święte krowy nastawione tylko i wyłącznie na zarabianie pieniędzy na kilku etatach I wszędzie po łebkach - roszczeniowe, chamskie, bezduszne - nadal narażały pacjentów na utratę życia i zdrowia? Jak długo będziemy tolerować te fochy I uprzedmiotowienie? Jak długo będziemy włazić lekarzom w D... ze strachu ,że nas oleją ? Jak długo pozwolimy na to by nikt nie ponosił konsekwencji za zaniedbania? Dlaczego udaje Pan ,że nie widzi tego jak funkcjonuje Jeleniogórski SOR I w jaki sposób lekarze traktują pacjentów? Czy ma Pan w tym jakiś interes?
Popieram komentarze co do szpitala w J.G . Ktos powinien wziac sie za to! Nie sluchaja rodzicow , mysla ,ze sa najmadrzejsi. Rodzice sa tam traktowani z gory. Koszmarny oddzial pediatri. Szpital w Lubaniu o niebo lepszy. Pani ordynator usmiechnieta i zyczliwa , gdy cos mnie nie pokoilo szlam i zglaszalam ze dziecko nie toleruje leku ! Zle sie czuje itp w J.G zglaszajac uslyszalam ,ze to nie wina lekow tylko dziecko rozpieszczone przeze mnie wrrrr.... Dopiero mloda lekarka ,ktora byla na zastepstwie pomogla nam . Prosilam ja o pomoc ze lzami w oczach bo juz mialam dosc gechenny i patrzenia na nas spod byka bo dziecko ciagle placze . Lekarka po wysluchaniu mnie zaczela reagowac i naszczescie koszmar sie konczyl z kazda godzina.
Ja również podpisuję się pod tym co moi poprzednicy napisali , czas się wziąć za oddział pedriatyczny w Jeleniej Górze , to co tam przeszliśmy to jest nie do opisania . Z cięzko chorym dzieckiem i obrazami majestatu , ze nie dają rady , brakiem warunków dla przebywajacych z dziećmi rodziców , oraz wydłuzonych kolejek do przyjęcia.
Oddział straszny przez opieszałość lekarki i po przez brak jakiej kolwiek wiedzy i empatii mój syn mógł skończyć tragicznie....
Też miałam tą przyjemność trafić ze swoją córką na pediatrię do szpitala w JG, powiem krótko obym nigdy więcej nie musiała tam trafić ponownie. Nieprzyjemne i nadasąne paniusie, które zachowują się jakby ktoś im za karę tam kazał pracować a pacjentów traktują jak intruzów.
Zdrowia życzę A czy lekarze zostali ukarani ? To sprawa dla prokuratury .
Proszę pisać nazwiska opieszałych lekarzy, może to zmieni ich stosunek do pacjentów, nie ma co ukrywać, niech się wstydzą
Niestety i my z kilkudniową gorączką 40 stu stopni bez zbadania zostaliśmy odesłani do domu...z małym dzieckiem...
Potwierdzam- Pediatria w Szpitalu w Jeleniej Gorze- totalna masakra. Niesympatyczny personel z brakiem podejścia do dzieci!!!! Nietrafione diagnozy. Dwa długie pobyty tam i trauma do końca życia...
Trzymam kciuki mlody człowieku, również zmagam sie z nowotworem, razem damy radę :-)
Dokładnie,na pediatrii w Jeleniej jest bardzo nieprzyjemnie,znieczulica...
Serdecznie dziękujemy za pomoc!