Reklama

Podsumowanie rundy jesiennej w IV lidze

16/12/2014 14:01

Przedstawiamy podsumowanie rundy jesiennej w IV lidze dolnośląskiej autorstwa Marcina Zwierzyńskiego z portalu dolpilka.pl

 

POPSULI ZABAWĘ

Rezerwy Miedzi po raz drugi z rzędu zostały najskuteczniejszą drużyną jesieni w IV Lidze dolnośląskiej, strzelając 80 goli w 16 meczach, co daje średnią równo 5 bramek na każde spotkanie. Takie liczby nie są niczym niesłychanym w B Klasie, jednak w IV Lidze do codzienności nie należą. Dla porównania cofniemy się do 2013 roku, gdy jesienią Miedź II również mogła pochwalić się  najlepszą ofensywą, lecz wtedy współczynnik gola na mecz dla tej drużyny wyniósł 2,65 – różnica jest widoczna gołym okiem, a jej efekt to pierwsze miejsce drugiego garnituru Legnicy, 15 zwycięstw i jeden remis… oczywiście, na pół sezonu przed końcem rozgrywek takie stwierdzenia są trochę ryzykowne, ale możemy z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że rezerwy Miedzi dołączą w sierpniu 2015 roku do rezerw Zagłębia Lubin oraz Śląska Wrocław, które występują w III Lidze dolnośląsko-lubuskiej.

Reklama

Niespełna rok temu Polkowice wycofały swój klub z II Ligi, co było następstwem ograniczenia przez miasto dotacji na drużynę. Zaistniała sytuacja gwarantowała omawianej ekipie start w IV Lidze dolnośląskiej w sezonie 2014/2015 i po pierwszej rundzie już możemy śmiało powiedzieć, że KS nie ma zamiaru za długo zabawić na obecnym poziomie rozgrywkowym. Można było się tego zresztą spodziewać, chociaż oczywiście skład byłego II-ligowca uległ zmianom po degradacji, ale aktualna tabela IV Ligi dolnośląskiej świadczy o tym, że moc zespołu została zachowana. 13 zwycięstw, 2 remisy i porażka pozwoliły KSowi na zajęcie drugiego miejsca po jesiennych zmaganiach, ale od samej pozycji w stawce ważniejsza jest odległość, jaka dzieli wicelidera od trzeciego miejsca. Różnica ta wynosi aż 12 punktów… po prostu pierwsze dwie ekipy popsuły trochę zabawę w grę o awans, trudno spodziewać się jeszcze emocji związanych z walką o III Ligę, lecz dopóki piłka w grze…

 

Reklama

 DALEKO OD AWANSU, DALEKO OD SPADKU

Ze względu za zamieszanie w kwestii liczby drużyn, jakie miały spaść z IV Ligi w sezonie 2013/2014, reprezentacja Bolesławca, która zakończyła zmagania na 11. miejscu, jeszcze po ostatnim meczu nie mogła być pewna utrzymania się na obecnym poziomie rozgrywkowym. Ostatecznie strefa spadkowa nie sięgnęła po BKS, a klub dobrze wykorzystał uśmiech losu, bo w nowym sezonie spisuje się już zdecydowanie lepiej. Przede wszystkim w Bolesławcu latem doszło do wielu kluczowych zmian personalnych – m. in. na stanowisku prezesa pojawił się Janusz Rajczakowski, na ławce trenerskiej zasiadł Andrzej Kisiel, a w składzie drużyny pojawiło się aż 11 nowych nazwisk. Efekt? 9 zwycięstw, 2 remisy, 5 porażek i trzecie miejsce w tabeli po jesiennych zmaganiach. Ze względu na świetną dyspozycję Legnicy oraz Polkowic, ze względu również na porażki BKSu z czołowymi ekipami ligi w trakcie jesiennych zmagań, trudno podejrzewać Bolesławiec o możliwość nawiązania walki o drugie lub pierwsze miejsce wiosną 2015 roku, ale dla kibiców omawianej drużyny zapewne najważniejszy jest fakt, że zapomnieli już o czymś takim, jak strefa spadkowa.

Reklama

Tylko jeden mecz zremisowała jesienią drużyna z Kowar, która w poprzedniej edycji rozgrywek pobiła kilka rekordów związanych właśnie z podziałami punktów (jesienią 2013 zgromadziła 10 razy dzieliła się łupem z rywalami). Zmiana tej statystyki jednak w niczym Olimpii nie pomogła, bo o ile po pierwszej rundzie sezonu 2013/2014 była blisko strefy nagradzanej awansem (i zresztą do końca sezonu o ten awans walczyła), to teraz szanse Kowar na ewentualną promocję są tak daleko, że ciężko je dostrzec. Trudno za ten stan rzeczy winić kogokolwiek z zespołu Olimpii – po prostu Legnica i Polkowice zdecydowanie wybiły się ponad poziom IV Ligi, wypraszając za drzwi pozostałych uczestników gry o tron. Z drugiej jednak strony, Olimpia nie ustrzegła się wpadek, jak np. porażka 1:2 z Chojnowem lub aż 0:3 ze Strzegomiem, przez co straciła szanse na spędzenie zimy na podium. W uzyskiwaniu lepszych wyników podopiecznym trenera Kapelana mogłaby pomóc lepsza skuteczność – 20 strzelonych goli (czyli aż czterokrotnie mniej niż lider) to najsłabszy wynik spośród wszystkich pierwszych dziesięciu ekip IV Ligi dolnośląskiej, ale za to defensywa Kowar należy do ścisłej czołówki…

… lecz nijak nie może równać się z obroną Szczedrzykowic, którym 9 straconych goli daje średnią 0,56 na mecz i jest to najlepszy wynik rundy jesiennej w omawianej lidze. Nie tylko postawą defensywy Orkan wyróżnił się spośród pozostałych drużyn - podopieczni trenera Oleśkiewicza nie dali się pokonać Legnicy oraz Polkowicom (oba mecze zakończyły się podziałem punktów)… ale przytrafiły się też wpadki w postaci remisów z Bierutowem i Żarowem (słowo wpadki może jest tu trochę użyte na wyrost, ponieważ Widawa i Zjednoczeni nie należą do dostarczycieli łatwych punktów, ale są beniaminkami, w dodatku niżej notowanymi od Szczedrzykowic), czego efektem jest dwucyfrowa strata do drugich w tabeli Polkowic, lecz przy jednym zaległym meczu do rozegrania.

Reklama

Idąc dalej trafiamy na Stary Śleszów, w którym latem doszło do zmian na ławce trenerskiej oraz w składzie drużyny. Do Kobierzyc odszedł przede wszystkim trener Krzykowski, który jest jednym z głównym autorów sukcesu LKSu w postaci awansu i utrzymania się w IV lidze. W dodatku zespół opuściło kilku ważnych graczy (czterech z nich powędrowało razem z trenerem do GKSu) i efekt tych zmian był taki, że na pierwsze zwycięstwo w sezonie 2014/2015 kibice Starego Śleszowa musieli czekać aż do 14. września. Później było już jednak znacznie lepiej, szczególnie dobrze LKS radził sobie w roli gospodarza, w dodatku dostarczając kibicom sporych dawek emocji za pośrednictwem zwycięstw uzyskiwanych w końcowych fragmentach gry i ostatecznie Stary Śleszów spędzi zimę w górnej części tabeli. Tuż obok Starego Śleszowa natomiast mamy Wielką Lipę, która ma chyba wykupiony abonament na okolice środka tabeli, gdzie spędza większość czasu awansu w 2011 roku. Jak w poprzednim sezonie, tak i w obecnej edycji rozgrywek Sokół punktował przede wszystkim przed własną publicznością, gdzie przegrał tylko ze Szczedrzykowicami.

Jedną z bardziej rzucających się w oczy różnic pomiędzy poprzednim a obecnym sezonem IV Ligi dolnośląskiej jest postawa beniaminków. Rok temu dwóch z nich na poważnie liczyło się w grze o awans, a jeden z nich (Brzeg Dolny) ostatecznie wywalczył mistrzostwo oraz promocję do III Ligi. Jesień 2014 przyniosła jednak w tym aspekcie wyraźną zmianę i obecnie nowicjusze zamieszkują raczej w okolicach strefy spadkowej, ale jest jeden wyjątek, w postaci Żarowa. Zjednoczeni świetnie poradzili sobie z ekipami dolnej części tabeli, nie dali się pokonać żadnemu innemu beniaminkowi, potrafili też wygrać w Ząbkowicach Śląskich, czy w Bogatyni. Trochę do życzenia pozostawia postawa defensywy, która straciła najwięcej goli spośród wszystkich pierwszych jedenastu ekip w lidze, ale 8. miejsce i 9 oczek przewagi nad strefą ewakuacyjną do Okręgówki można śmiało uznać za pierwszy sukces Żarowa po awansie.

Reklama

Tuż pod Żarowem znalazła się reprezentacja Bogatyni, która bardzo przyzwoicie wystartowała i w pierwszej połowie jesieni stale przebywała w górnej części stawki. Później jednak w rozkładzie jazdy Granicy pojawiły się znacznie trudniejsze zadania i od początku października do końca listopada 2014r. Bogatynia zdołała odnieść zaledwie jedno zwycięstwo. Zimę piłkarze Granicy spędzą na 9. miejscu, ale 9 oczek przewagi nad strefą spadkową gwarantuje spokój w przygotowaniach do rundy wiosennej.

Znacznie więcej można było się spodziewać po Ząbkowicach Śląskich, podejrzewanych przed sezonem o możliwość gry o najwyższe cele. Rzeczywistość jednak okazała się mało łaskawa dla Orła, mającego przez pewien czas nawet bezpośredni kontakt ze strefą spadkową. W trakcie piłkarskiej jesieni w Ząbkowicach Śląskich doszło też do zmiany na stanowisku trenera (Damian Okrojka zastąpił Tomasz Stelmach) i chociaż sytuacja Orła uległa minimalnej poprawie, to jednak 10. miejsce i 8 kroków przewagi nad granicą ciemniejszej części tabeli nie są szczytem marzeń kibiców z Ząbkowic Śląskich.

Reklama

Dopiero w 4. kolejce obecnego sezonu Strzegom zdobył pierwszy punkt, a aż do 7. serii spotkań musieli czekać kibice omawianego klubu na premierowe zwycięstwo. Jeżeli dodamy do tego pierwszą bramkę strzeloną dopiero w piątym meczu, to pojawia się obraz drużyny, będącej pierwszym kandydatem do ewakuacji na niższy poziom. Tak jednak wyglądał tylko początek jesieni w wykonaniu AKSu, a później było już zdecydowanie lepiej. Wspomniane wcześniej zwycięstwo z Wielką Lipą zapoczątkowało passę czterech z rzędu kompletów oczek podopiecznych trenera Krzyżanowskiego, czas ewidentnie działał na korzyść jego brygady, a na pożegnanie z piłkarską jesienią trafił się nawet remis 1:1 z wiceliderem z Polkowic. Oczywiście, można stwierdzić, że 11. lokata i 7 kroków przewagi nad granicą spadku to słaby wynik, ale należy wziąć po uwagę dwa fakty: Strzegom posiada jedną z młodszych ekip w IV Lidze dolnośląskiej, która latem w dodatku została uszczuplona o Sudoła oraz Buryłę, czyli jedne z ważniejszych ogniw zespołu. Po drugie, AKS od września pozbawiony jest własnego boiska, co stawia osiągnięty przez Strzegom wynik w innym świetle. Na uwagę zasługuje również defensywa AKSu, ponieważ 20 straconych goli jest czwartym najlepszym wynikiem w stawce.

 

Reklama

 

W GORĄCYM KOTLE

Niżej mamy już tylko zespoły, które rok temu występowały na innych poziomach niż IV Liga i obecnie są na dobrej drodze do ponownej zmiany szczebla rozgrywek. Jeszcze na bezpiecznym terenie, ale tylko z oczkiem przewagi nad strefą spadkową, uplasował się beniaminek z Mirska, legitymujący się liczbą aż 43 straconych goli. Trudno jednak będzie wiosną zachować Włókniarzowi obecną pozycję, ponieważ tuż za nim zasiada spadkowicz z Kobierzyc. GKS latem został mocno przebudowany, przede wszystkim na ławce trenerskiej zasiadł Marcin Krzykowski, znany dobrze ze swych osiągnięć z ekipą ze Starego Śleszowa. Również w składzie doszło do wielu zmian, do Kobierzyc sprowadzono kilku wyróżniających się zawodników z niższych poziomów rozgrywkowych, kilku juniorów, ale też znalazło się miejsce dla bardziej doświadczonych graczy... i na początku efekt tych zmian nie wyglądał najlepiej. Aż do 18. października kibice musieli czekać na pierwsze zwycięstwo GKSu, które jednak nie poprawiło znacznie sytuacji zespołu w tabeli. Optymistyczna za to była końcówka w wykonaniu Kobierzyc – wzmocniona pozyskaniem Krzysztofa Wołczka drużyna w niezwykle ważnym meczu wygrała z Bierutowem, tydzień później (po równie istotnym starciu) z Kobierzyc bez punktu wyjechali gracze Zgorzelca, co pozwoliło brygadzie trenera Krzykowskiego zbliżyć się na zaledwie jeden krok do bezpiecznego terenu.

Reklama

Tuż za Kobierzycami (z taką samą ilością punktów na koncie) ulokował się beniaminek z Bierutowa, na którego ławce trenerskiej latem zasiadł Andrzej Szczypkowski. Widawa jesienią prezentowała się, jak na nowicjusza przystało, czyli punktowała w pojedynkach z niżej notowanymi rywalami, przegrywała z przeciwnikami z wyższych części tabeli (chociaż nie zawsze, m. in. potrafiła zremisować z Orkanem 1:1), a wiele do życzenia pozostawiła końcówka rundy – Bierutów nie wygrał żądnego z ostatnich sześciu spotkań (raz zremisował), a w tym czasie walczył m. in. z Kobierzycami, Chojnowem, Ząbkowicami Śląskimi, czy Strzegomiem, czyli z drużynami, które trudno zaliczyć do ligowej czołówki.

Niezły start zanotowała ekipa ze Zgorzelca, która nie przegrała żadnego z pierwszych czterech spotkań, a w tym czasie pokonała reprezentantów Bolesławca 3:1. Dalsza część sezonu okazała się dla beniaminka znacznie trudniejsza i na kolejne zwycięstwo kibicom Nysy przyszło czekać aż do 15. listopada, kiedy to ich ulubieńcy wygrali 1:0 z AKSem. Trzy punkty w starciu ze Strzegomiem mają jednak dla nowicjusza olbrzymią wartość, ponieważ dzięki nim udało się zbliżyć do bezpiecznego terenu na odległość dwóch punktów, a że Zgorzelec rozpocznie wiosenne zmagania od potyczki z Chojnowem, jest spora szansa na choćby chwilowe wyrwanie się ze strefy spadkowej... ale najpierw przydałoby się poprawić skuteczność, ponieważ 10 zdobytych bramek, to zdecydowanie najsłabszy wynik w lidze.

Reklama

Na szarym końcu mamy reprezentantów Chojnowa, którzy tylko raz wygrali (ale za to sprawiając sporą niespodziankę, bo ich ofiarą byli gracze z Kowar), zanotowali 4 remisy i aż 11 porażek. W dodatku Chojnowianka z liczbą 45 straconych goli legitymuje się najsłabszą defensywą w lidze... zima jest długa, potrafi przynieść wiele poważnych zmian w różnych zespołach i właśnie na te zmiany muszą liczyć kibice z Chojnowa, bo inaczej czeka ich powrót do Klasy Okręgowej.

 

 

CO MÓWIĄ LICZBY?

OGÓŁEM ROZEGRANYCH MECZY: 127 (spotkanie Ząbkowic Śląskich ze Szczedrzykowicami zostało przeniesione na wiosnę 2015 roku)

Reklama

REMISÓW: 23

ZWYCIĘSTWA GOSPODARZY: 59

ZWYCIĘSTWA GOŚCI: 45

OGÓŁEM STRZELONYCH GOLI: 442 (3,48 na mecz)

GOLE STRZELONE PRZEZ GOSPODARZY: 240

GOLE STRZELONE PRZEZ GOŚCI: 202

NAJLEPSZA OFENSYWA: MIEDŹ II LEGNICA – 80 strzelonych goli (średnia 5 na mecz)

NAJLEPSZA DEFENSYWA: ORKAN SZCZEDRZYKOWICE – 9 straconych goli (średnia 0,56 na mecz)

NAJWIĘCEJ ZWYCIĘSTW: MIEDŹ II LEGNICA (15)

NAJWIĘCEJ PORAŻEK: CHOJNOWIANKA CHOJNÓW, WŁÓKNIARZ MIRSK (11)

NAJWIĘCEJ REMISÓW: NYSA ZGORZELEC (5)

KRÓLOWIE WŁASNEGO BOISKA: KS POLKOWICE (25 punktów, lecz Polkowice na swoim terenie rozegrały jeden mecz więcej niż Legnica, która w ośmiu potyczkach w roli gospodarza zdobył komplet 24 oczek)

NAJLEPSI W PODRÓŻY: MIEDŹ II LEGNICA (22 punkty)

NAJWYŻSZE ZWYCIĘSTWO: MIEDŹ LEGNICA (9:0 w meczu z Granicą Bogatynia oraz 0:9 w meczu z Nysą Zgorzelec)

NAJLEPSZY STRZELEC: ADAM WASILEWSKI (MIEDŹ II LEGNICA – 23 gole)

 

 

 

Artykuł z portalu http://dolpilka.pl

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo 24jgora.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości