Kolejny intensywny tydzień mają za sobą ratownicy GOPR. W minionym tygodniu interweniowali blisko 20 razy. W niedzielę przeprowadzili aż 7 działań ratowniczych. Poniżej relacja z facebooka "GOPR Karkonosze".
Pierwsze zgłoszenie ratownik dyżurny przyjął ok godz. 11:55 z informacja o poszkodowanej w rejonie Słonecznika, która utraciła przytomność. Do działań zostały zadysponowane dwa zespoły z stacji ratunkowej w Karpaczu, które ewakuowały poszkodowaną i przekazały Zespołowi Ratownictwa Medycznego.
Kolejne zgłoszenie przyszło około godziny 13:31 z Zamku Chojnik o wypadku Pani, która w wyniku upadku doznała rozległych obrażeń ciała. Po dotarciu do poszkodowanej i zabezpieczeniu została przetransportowana i przekazana Zespołowi Ratownictwa Medycznego.
Następnie o godz 13:38 przyszło zgłoszenie ze Schroniska Kamieńczyk, gdzie w wyniku ugryzienia poszkodowanej przez owada, Pani dostała mocnych objawów alergicznych i wymagała ewakuacji i przekazania Zespołowi Ratownictwa Medycznego.
Kolejne, czwarte zgłoszenie przyszło tym razem o godzinie 14:00 z Gór Izerskich w rejonie Polany Izerskiej, gdzie poszkodowany w wyniku przeciążenia doznał urazu kręgosłupa co uniemożliwiało mu dalsze poruszanie się.
Do działań został zadysponowany zespół ze Świeradowa.
Piąte zgłoszenie nadeszło o 15:23 o poszkodowanym, który w wyniku poślizgnięcia się przy Kaskadach Myi, wpadł do wody oraz doznał obrażeń.
Przedostatnie zgłoszenie nadeszło około godziny 16:10 o zaginięciu Pani w rejonie Czarnej Kopy. Wyprawa okazała się ciężką logistycznie ze względu na rozległy teren poszukiwań, ukształtowanie terenu oraz brak telefonu z możliwością wgrania aplikacji Ratunek przez poszkodowaną. W trakcie działań uczestniczyło 10 ratowników w tym jeden pilot drona, który przeszukiwał rozległe zbocza Czarnej Kopy. Po około 3h działań ratownicy dotarli do poszkodowanej a następnie przetransportowali na dół.
Na sam koniec, o 18:50 dostaliśmy zgłoszenie ze schroniska pod Łabskim Szczytem, gdzie w wyniku zasłabnięcia poszkodowana upadła i doznała licznych ran. Po dotarciu do poszkodowanej i zabezpieczeniu, poszkodowana została przekazana Zespołowi Ratownictwa Medycznego.
źródło : facebook "GOPR Karkonosze"
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nowy, wybudowany za ponad 4 mld zł blok energetyczny w Turowie został wyłączony już po miesiącu działalności. Teraz okazuje się, że błędy popełniono i przy projektowaniu, i przy uruchamianiu elektrowni.W sobotę napisaliśmy, że oddany w połowie maja blok elektrowni Turów w Bogatyni (województwo dolnośląskie) pracował ledwie ponad miesiąc. Nieczynny jest już od 19 czerwca. Nowy blok w elektrowni Turów nie działa już po miesiącu od otwarcia. Kosztował 4 mld zł, PGE milczy Czytaj także: Nowy blok w elektrowni Turów nie działa już po miesiącu od otwarcia. Kosztował 4 mld zł, PGE milczy Teraz okazuje się, że cała sprawa wiąże się ze złym projektem, niedopasowanym do warunków kopalni i elektrowni Turów. Od dłuższego czasu do tego bloku przyjeżdżali ludzie, którzy naprawiali urządzenia. Blok działał na systemie awaryjnym, a wszystkie funkcje automatyczne musiały zostać wyłączone, bo cały układ został źle skonstruowany mówi osoba znająca szczegóły prac w elektrowni Turów. System ma bowiem przepuszczać zbyt duże grudy węgla. Zaprawdę powiem wam: oto Wolski Wał. 4 miliardy złotych f pis.du!
"przekazaniu Służbą Medycznym" - raczej służbom medycznym.
Nowy, wybudowany za ponad 4 mld zł blok energetyczny w Turowie został wyłączony już po miesiącu działalności. Teraz okazuje się, że błędy popełniono i przy projektowaniu, i przy uruchamianiu elektrowni.W sobotę napisaliśmy, że oddany w połowie maja blok elektrowni Turów w Bogatyni (województwo dolnośląskie) pracował ledwie ponad miesiąc. Nieczynny jest już od 19 czerwca. Nowy blok w elektrowni Turów nie działa już po miesiącu od otwarcia. Kosztował 4 mld zł, PGE milczy Czytaj także: Nowy blok w elektrowni Turów nie działa już po miesiącu od otwarcia. Kosztował 4 mld zł, PGE milczy Teraz okazuje się, że cała sprawa wiąże się ze złym projektem, niedopasowanym do warunków kopalni i elektrowni Turów. Od dłuższego czasu do tego bloku przyjeżdżali ludzie, którzy naprawiali urządzenia. Blok działał na systemie awaryjnym, a wszystkie funkcje automatyczne musiały zostać wyłączone, bo cały układ został źle skonstruowany mówi osoba znająca szczegóły prac w elektrowni Turów. System ma bowiem przepuszczać zbyt duże grudy węgla. Zaprawdę powiem wam: oto Wolski Wał. 4 miliardy złotych f pis.du!
"przekazaniu Służbą Medycznym" - raczej służbom medycznym.