Reklama

Opowieści z wieczoru panieńskiego…

31/01/2014 10:47

Historia goni historię, choć na pewno im więcej osób uczestniczyło w danym wieczorze panieńskim, tym więcej opowieści krąży o imprezie. Mniej lub bardziej przesadzonych. Poniżej przytaczamy dwie – wprost z życia wyłowione.

Monix, która od trzech lat jest żoną i panią domu, tak wspomina swe pożegnanie stanu panieńskiego: zgodnie z poleceniem mojej przyjaciółki – świadkowej, o siódmej wieczorem miałam być gotowa do rozpoczęcia imprezy. Ubrana, umalowana i uczesana czekałam w swoim rodzinnym mieszkaniu, w bloku. Na dźwięk domofonu, zjechałam windą, a następnie przed bramą dostałam informację telefoniczną, że kierowca taksówki zawiezie mnie pod ustalony adres. Ja mam po prostu poddać się przygodzie! Zostałam więc dowieziona do kawalerki koleżanki mojej i świadkowej, gdzie czekały już wszystkie dziewczyny. Na ścianach wisiały ogniste plakaty, wycięte chyba z jakiegoś magazynu o kamasutrze, a na ławie ustawiono kolorowe sałatki, kanapeczki.


Znajome zadbały też o alkohol: ja dostałam drinka cuba libre, swojego ulubionego oraz różowe rogi, świecące w ciemności. W miarę jak atmosfera stawała się coraz bardziej wyluzowana, musiałam przechodzić rozmaite quizy wiedzy o swoim przyszłym mężu, o naszych oczekiwaniach, co do przyszłości. Czasami odpowiedzi były zbieżne, dziewczyny największy ubaw miały jednak wtedy, gdy zupełnie mijaliśmy się w poglądach. Wróżyły nam barwną, małżeńską przyszłość…

Reklama


Na potwierdzenie, do pokoju wjechał tort – wielki, słodki, opatrzony zdjęciem narzeczonego Monix. Sesja zdjęciowa dziewczyn odbyła się na tle owego ciacha. Następnie dwanaście dziewcząt pomknęło taksówkami do klubu tanecznego, gdzie świadkowa już wcześnie zarezerwowała stolik i szampana. Zabawa trwała do białego rana, mamy tylko nadzieję, że pan młody miał w tym czasie zapewnione podobne atrakcje.       


Z kolei u Heli z wieczoru panieńskiego wyszła niezła intryga, bo najpierw trzeba było dziewczynę na godzinę wywabić z domu – przydatny okazał się pretekst wspólnych zakupów, na które poszła wraz z siostrą. W tym czasie przyjaciółki przyszłej panny młodej, otrzymawszy klucze od narzeczonego Heli, przystroiły całe mieszkanie balonami (w każdym balonie było pytanie o wybranka serca bohaterki imprezy), a także plakatami, przedstawiającymi seksownych modeli, znanych aktorów. Każda z dziewczyn przyrządziła jakiś specjał, każda miała swój ulubiony alkohol, którym zamierzała poczęstować Helę. Gdy ta zjawiła się w domu, miała nie lada niespodziankę.

Reklama


Dziś Hela, już mama i właścicielka małej firmy, wspomina z rozrzewnieniem, jak po przekłuciu każdego balona musiała odpowiedzieć na – niekiedy bardzo osobiste pytania – na temat jej ukochanego Daniela. Za każdą dobrą odpowiedź był kieliszek wódki, za złą – do wypicia sok z cytryny. Kolejne konkursy polegały na zaszyciu dziury w skarpetce, zrobieniu błyskawicznej potrawy z trzech produktów, dostępnych w lodówce (był to test na zaradną gospodynię). Hela pamięta też, że musiała „uszyć” suknię ślubną z papieru toaletowego, ubrać koszulkę narzeczonego swego – na czas – bez używania rąk. Przyjaciółki grały też w kalambury. Zresztą gra nie ustała nawet w drodze do ulubionego klubu dziewczyn. Przyszła panna młoda miała na kartce spisane różne hasła – lecz tylko na jedno z nich dokonano rezerwacji miejsc. Hela musiała więc nieźle się napocić, by wraz ze swą zwariowaną świtą wejść na parkiet. A potem zaczęły się tańce. To był wspaniały wieczór, wart wspominania przez długie lata! 

 

Reklama

Pozdrawiam, M.B.


--
Artykuł pochodzi z serwisu:
Albercik.pl - darmowe artykuły do przedruku na strony www
 

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo 24jgora.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości