Niedawno mieszkaniec Niemiec samochodem potrącił na drodze sarnę. Lekarz - weterynarz zajął się rannym zwierzęciem dopiero po 7 godzinach od zdarzenia.
Władze MPGK - po „zbadaniu” sprawy - podjęły następujące decyzje: Pracownik schroniska, który w nocy nie dopełnił obowiązku powiadomienia lekarza weterynarii o konieczności podjęcia interwencji, został ukarany karą porządkową. Z pozostałymi pracownikami schroniska przeprowadzono rozmowy dyscyplinujące. Kierownik schroniska, przebywający w tym czasie na urlopie, zobowiązany został do ponownego przypomnienia i wyjaśnienia podległym pracownikom obowiązków wynikających z realizacji obowiązujących umów oraz stosowania wszystkich wiążących w tym zakresie procedur, tak aby podobna sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Oczywiście pracownik zawsze winny. Kiedyś byłam wolontariuszką w schronisku i wiem jak to naprawdę wygląda. Pracownicy mają zakaz dzwonienia w nocy do weterynarza i budzenia go, mimo że ten zgarnia kasę za dyżury. Ragiel i jego syn nic nie robią, nie informują pracowników np. o zmianie przepisów, czy o nowych umowach, a jak ci próbują się dopytać, to słyszą "a co cię to obchodzi, nie interesuj się". Pracownicy starają się jak najlepiej wszystko ogarnąć, ale to wszystko zależy od kierownictwa, a im się chce tylko kasę zgarniać i nic nie robić. Powinni się wziąć za kierownictwo i weterynarza, i zaprowadzić porządek
Bezdusznosc jednego, to cierpienie drugiego!
a to dlatego ostatnio w radiu reklamowali się,ze o kazdej porze dnia i nocy przyjada na zgłoszenie,wizerunek chcą poprawiać
dlaczego piszecie bzdury,ja wzielam rok temu slicznego szczeniaka ze schroniska.dzisiaj jest zdrowa i piekna jeżeli nie zadbasz odpowiednio o psa to nie jest wina schroniska tylko twoja,pies to nie jest pralka czy telewizor na który dostaniesz gwarancje.jak dbasz tak masz/pretensje wyłącznie do siebie/
Ja swojego czasu też wzięłam szczeniaka spod lady, nie dostałam książeczki ani nic, po 3 tyg pies zdechł , nie zdążyłam dowieźć go do weterynarza żywego, weterynarz powiedział ze to prawdopodobnie nosowka. A jak byłam z kotem u weterynarza w schronisku z raną kłutą to popsikal go sprayem dezynfekujacym i powiedział ze się zagoi (to było 10 lat temu), i kot zdechł bo się wykrwawil, nawet go nie zszyl. Byłam wtedy mała wierzyłam ze wie co robi, a jednak kot zdechł. W schronisku pracują często osoby niepełnosprawne, ciężko z nimi się dogadać a co dopiero kazać im podejmować ważne decyzje.
Brałam z tegoż schrony kiedyś psa a nawet 2 jeden odszedł w ciągu 2 tyg zarobaczony (posiadal zaświadczenia o odrobaczeniu i szczepienia ) drugi odszedl po pol roku. Warunki fatalne
Dlaczego tylko taka kara??? Czy kiedyś zmienią się rządy schroniska??? To jest nieporozumienie, istota zywa cierpiała godzinami bez udzielonej pomocy bo jakiś pracownik nie dopełnił obowiązków??? A moze warto by się było zastanowić kim są pracownicy i dlaczego pracują w takim miejscu???
Oczywiście pracownik zawsze winny. Kiedyś byłam wolontariuszką w schronisku i wiem jak to naprawdę wygląda. Pracownicy mają zakaz dzwonienia w nocy do weterynarza i budzenia go, mimo że ten zgarnia kasę za dyżury. Ragiel i jego syn nic nie robią, nie informują pracowników np. o zmianie przepisów, czy o nowych umowach, a jak ci próbują się dopytać, to słyszą "a co cię to obchodzi, nie interesuj się". Pracownicy starają się jak najlepiej wszystko ogarnąć, ale to wszystko zależy od kierownictwa, a im się chce tylko kasę zgarniać i nic nie robić. Powinni się wziąć za kierownictwo i weterynarza, i zaprowadzić porządek
Bezdusznosc jednego, to cierpienie drugiego!
a to dlatego ostatnio w radiu reklamowali się,ze o kazdej porze dnia i nocy przyjada na zgłoszenie,wizerunek chcą poprawiać