Centrum każdego miasta powinno kojarzyć się ze skupiskiem dobrych sklepów, drogich restauracji, czy też siedzib renomowanych firm. Tak jest w większości aglomeracji miejskich tak polskich, jak i europejskich. Dziś odbyliśmy spacer po Jeleniej Górze, aby sprawdzić, czy nasze miasto jest tętniącą życiem aglomeracją, czy też atrakcyjnie położoną mieścinką z niewykorzystanym potencjałem.
Wiele ostatnio się zmienia w Jeleniej Górze. To fakt. Wybudowano fragment obwodnicy południowej, wkrótce na terenie byłej Celwiskozy uruchomiona zostanie fabryka lamp ledowych na licencji Toshiby. Jest szansa na uruchomienie w kolejnym wyznaczonym terminie „Cieplickich Term” Wypiękniała jeleniogórska ulica 1-go Maja. Ten centralny deptak wygląda bardzo atrakcyjnie i bezsprzecznie zachęca do spacerowania po nim. To prawdziwa namiastka „Europy”. Jest rzeczą naturalną, że takie właśnie miejsce powinno przyciągać wszystkich tych, którzy lubią i potrafią zarabiać pieniądze. Grube pieniądze.
Miejsce takie powinno też przyciągać tych, co lubią grube pieniądze wydawać. Ale czy przyciąga ? Spacerując po centrum miasta, w tym po wspomnianej ulicy 1-go Maja na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie. Ekskluzywne witryny banków kuszą atrakcyjnymi ofertami. Większość witryn sklepowych i ich wystrój nie odbiega od odpowiedników w innych miastach. Tylko klientów…jakby mniej.
Wystarczy jednak dokładniej przyjrzeć się tej i okolicznym ulicom , aby dostrzec dziwne zjawisko. To witryny jeszcze niedawno działających sklepów butików. Dosłownie dziesiątki pustych, opuszczonych lokali opatrzonych tabliczkami z informacją o wynajmie, lub sprzedaży. Zadziwia, że są to lokale w ścisłym centrum, oblewane codziennie wręcz potokiem spacerowiczów. Wydawało by się, że takie miejsca to przysłowiowy raj dla potencjalnych firm, które mogły by w tych właśnie miejscach działać i zarabiać. Zarabiać grube pieniądze. Ale nie zarabiają, bo lokale w których te właśnie firmy mogły by się umiejscowić, stoją puste.
Jak to możliwe, że nie znajdują nabywców, lub najemców punkty których położenia nie trzeba praktycznie reklamować ? Miejsca o które codziennie ocierają się tysiące ludzi. Już dawno odkryto przecież bezprzeczne atuty lokali położonych właśnie w centrum. W dużych miastach ceny za wynajem ich przywracają o zawrót głowy i mimo tego znalezienie wolnego lokalu graniczy z cudem. Przecież nietrudno wyliczyć, ze spory czynsz mimo wszystko zdecydowanie mniej obciąża firmę, niż kosztowna reklama punktu położonego z dala od centrum. Ale te oczywiste zasady najprawdopodobniej nie mają zastosowania w Jeleniej Górze. Tu bowiem lokale czekają na najemców. „Rekordziści „ po kilka lat. Jaskrawym przyładem jest tu budynek u wylotu ul. Wolności. Idealne miejsce na biurowiec dużej firmy. Przed laty należał on do „Społem” Po kosztownym i gruntownym remoncie wykorzystany jest tylko parter. Trzy pietra oraz poddasze stoją puste. Przyczyną braku zainteresowania tym obiektem jest wysoki czynsz. Wśród potencjalnych chętnych na wynajem podnoszona jest też kwestia braku parkingu przed tym obiektem. To istny „strzał w kolano” nie tylko projektanta wystroju tego miejsca , ale i urzędnika, który taki projekt zaaprobował. Która bowiem firma przeniesie swoją siedzibę do obiektu pod którym nie da się zaparkować ? Ten problem dotyczy zarówno pracowników, jak i klientów takiej firmy. Miejsca na urządzenie parkingu co prawda nie brakuje, ale zaplanowano tam niestety trawnik.
Efektem tak nieprzemyślanych działań jest to, że kilka pięter tego obiektu od czasu ukończenia kilka lat temu remontu stoi pusta. „Zarabia” tylko zasłonięta reklamami ściana budynku. Kosztowna to ściana, bo wpływy z wiszących tam reklam zapewne nie są w stanie pokryć kosztów utrzymania tego obiektu. Zwłaszcza zimą, kiedy jest ogrzewany. Tym bardziej, że dwie największe reklamy na tym obiekcie, też są do wynajęcia ! To swoisty "fenomen" w Jeleniej Górze.
Budynki pełniące funkcję ścian pod reklamy to swoista specjalność Jeleniej Góry. Przykładu daleko szukać nie trzeba. Wystarczy udać się na skrzyżowanie ulic Jana Pawła II i Grunwaldzkiej. Na budynku byłego internatu Zespołu Szkół Ekonomiczno- Turystycznych wiszą reklamy. Sam budynek to opuszczona rudera. Idealne miejsce na biurowiec, atrakcyjny sklep. W pobliżu postawiono Castoramę. Tam też przeniósł się MC Donalds. Zaledwie kilkaset metrów dalej wybudowała piękny obiekt firma MATEX, obalając zasadę, że obecność marketów budowlanych zabija miejscowy handel. Ten przykład pokazuje dobitnie, że to co może zrobić prywatny inwestor jest niewykonalne dla miasta. Miasto bowiem zadawala się symbolicznymi wpływami z reklam wiszących na opuszczonym budynku na działce wartej miliony, która po prostu nie zarabia. Tracimy na tym wszyscy.
Kolejny pustostan, znajdujemy zaledwie kilka metrów dalej, po drugiej stronie ulicy, u wlotu ul. Długiej. To lokal po szumnie zlikwidowanym kilka lat temu sklepie nocnym. Bardzo przeszkadzał i na wniosek mieszkańców został zlikwidowany. Ów sklep funkcjonuje teraz zaledwie kilkaset metrów dalej i przynosi zyski właścicielowi prywatnej kamienicy. Pusty lokal po tym sklepie od miesięcy generuje straty. Miasto traci kilkanaście tysięcy złotych rocznie z tytułu braku najemcy. Jednak wnioskowcom likwidacji tego sklepu już to nie przeszkadza. Dziwne jest też, że w tak atrakcyjnym punkcie nie ma chętnego na jakąkolwiek inną działalność.
Podobny los spotkał niejeden lokal w centrum. Ciągle przybywa tablic: „do wynajęcia”, co obrazują zdjęcia. Nie lepiej jest z obiektami nowymi, zbudowanymi od podstaw. One też w większości świecą pustkami.
Z obiektów nowych jako przykład może posłużyć usługowo – mieszkalny budynek u zbiegu ulic 1-go Maja i Kochanowskiego. To idealna lokalizacja. Blisko centrum. Kilkaset metrów do dworca kolejowego. Szroka ul. Kochanowskiego bez strefy płatnego parkowania. Wreszcie podziemne garaże pod samym budynkiem. Mimo tych idealnych wręcz warunków przez rok od momentu oddania tego obiektu nie ulokowała się tu żadna firma. Sprzedano jedynie kilka mieszkań. Reszta generuje straty. Tym bardziej niezrozumiałe jest to, że jest to obiekt prywatny. W tym przypadku co najmniej zdziwienie musi budzić fakt, że prywatny właściciel godzi się na dopłacanie do obiektu wybudowanego za własne przecież pieniądze. To przecież wbrew zdrowemu rozsądkowi.
Dlatego też próbowaliśmy dociec przyczyny takiego stanu rzeczy rozpytując miejscowych przedsiębiorców dlaczego nie decydują się na przeniesienie własnych firm do tych właśnie lokali ? Przecież usytuowanie własnej firmy w centrum , to gwarancja większej liczby klientów, lepszy wizerunek firmy, no i przecież większe zyski. Pytani przedsiębiorcy w swoich wypowiedziach chłodzą jednak mój optymizm. Z odpowiedzi na zadane pytanie , dlaczego nie starają się o przeniesienie siedzib swoich firm zlokalizowanych w mało atrakcyjnych punktach miasta, lub wręcz w prywatnych domach, czy mieszkaniach, zgodnie wskazują , nie zezwalając jednocześnie na ujawnienie swoich danych osobowych dwie przyczyny:
Pierwszą z nich jest w ich mniemaniu zmowa cenowa wlaścicieli tych lokali. Jako przykład potwierdzający ich teorię, podają czasy kiedy właśnie w Jeleniej Górze dogadali się ajenci i właściciele stacji benzynowych. W tedy cena benzyny w Jeleniej Górze była wyższa niż w Warszawie, czy też we Wrocławiu. Lobby tych ludzi było tak wpływowe, że taki stan rzeczy utrzymywał się przez kilka lat. Został przełamany dopiero po otwarciu stacji paliw przy jeleniogórskim Tesco. Do spadku cen przyłożyła się też stacja koncernu Luk Oil w okolicach Kauflandu.
Jaki cel ma potencjalna zmowa właścicieli lokali użytkowych, jeśli faktycznie istnieje? Przecież na pustych nie wynajętych lokalach w przeciwieństwie do czynnych stacji benzynowych nie da się zarobić. Dlaczego więc czynsze nie spadają, a lokale stoją puste? I nie zarabiają ? Odpowiedź na to pytanie znają niestety jedynie sami właściciele. A jak wygląda sytuacja w przypadku lokali należących do miasta? Wiadomym jest, że samo miasto wprowadziło szereg udogodnień dla przedsiębiorców. Jak dowiadujemy się z licznych publikacji na ten temat wybrane lokale można wynająć „od ręki” z 50 % ulgą w czynszu ?
W opinii miejscowych przedsiębiorców jednak nie jest to takie proste. Niektórzy ową ustawę nazywają wręcz bublem. I to według nich jest kolejną przyczyną wzrostu liczby pustych lokali w centrum. W ich opinii wsparcie lokalnego biznesu przez lokalne władze jest niedostateczne i pozorne. Brakuje długofalowego programu dającego przedsiębiorcom realną szansę na rozwinięcie w tych lokalach swojej działalności na tyle, by móc nie tylko utrzymać się w takim miejscu, a le stworzyć sobie szansę na przeniesienie się z czasem do lokalu o wyższym standardzie.
Rozmówcy zgodnie podkreślają, że proponowane przez miasto 50 % ulgi w najmie tych lokali są niewystarczające i nie dają szans na utrzymanie firmy. Poważnym mankamentem tego z pozoru tylko udogodnienia jest fakt, że z obniżki czynszu mogą korzystać wyłącznie przesiębiorcy otwierający nowe firmy. Ci z kolei otwarcie ich finansują w większości z dotacji „na start” Z tych pieniędzy jednak nie ma możliwości opłacania nawet obniżonego czynszu. Można jedynie zakupić wyposażenie.
Taka konstrukcja prawna systemu pomocy sprawia, że praktycznie nikt nie zabiega o te lokale. Istniejący przedsiębiorcy z powodu braku prawa do zniżki, a początkujący z bardzo wysokimi kosztami na start po prostu boją się ryzykować. Do tego dochodzi jeszcze tzw. niska siła nabywcza potencjalnych klientów.
Niestety średnia pensja jeleniogórzanina znacznie odbiega od średniej mieszkańca innego regionu Polski, choć faktem jest, że są regiony gdzie zarabia się jeszcze mniej. Ale nie wszędzie jest taki potencjał jak właśnie w Jeleniej Górze. Piękne miasto z dzielnicą uzdrowiskową, pobliże takich kurortów, jak Szklarska Poręba, czy Karpacz. Bliskość stolic Niemiec i Czech. To przecież swoiste magnesy, które powinny ściągać właśnie tu niezliczone ilości przedsiębiorców z tzw. „kasą” Ci zaś powinni przyciągnąć ludzi z „grubymi portfelami”. A tych jak na lekarstwo. Ale czy można im się dziwić. W mieście nie ma porządnej restauracji. O klubie nocnym choćby na miarę legnickiego „Seven” można tylko pomarzyć. Po klimatycznej „Jazzowej” Atrapie pozostało wspomnienie. Dziś króluje tam „ techno” i klient w wieku 15- 16 lat. To jedyny rodzaj muzyki dostępny w naszym mieście. Nawet w Hotelu „Mercure” jeszcze niedawno wizytówce miasta jest pustawo. Owszem, można tu się przespać, ale potańczyć już nie. Zresztą temat jeleniogórskiej rozrywki i gastronomiito temat na kolejny felieton.
Dziś pozostaje otwarte pytanie: Czy Jelenia Góra żyje i rozwija się ?. Czy też jest ……..Do wynajęcia ?
Zapraszam do obejrzenia zdjęć i jak zwykle do komentowania artykułu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Efekty rządów Zawiły
fantastyczny felieton - brawo!
BIEDA BIEDA BIEDA BIEDA NIE BĘDZIE PRACY I UCZCIWEGO ZAROBKU TO TE MIASTO UMRZE I LUDZI NIE BĘDZIE BO WYJADĄ ZRESZTĄ JUŻ WYJEŻDŻAJĄ -BIEDA BIEDA BIEDA CENY ZACHODNIE A PŁACE OJJJJJ BIEDA BIEDA
Moim zdaniem jest do wynajęcia. rozwija się ale bardzo powoli... Powstają nowe galerie, ktore stoją puste. Póki co to kopalnia pustych przestrzeni, których nikt nie potrafi właściwie zagospodarować, ale krok po kroku zmierza to w dobrym kierunku :)
Efekty rządów Zawiły
fantastyczny felieton - brawo!
BIEDA BIEDA BIEDA BIEDA NIE BĘDZIE PRACY I UCZCIWEGO ZAROBKU TO TE MIASTO UMRZE I LUDZI NIE BĘDZIE BO WYJADĄ ZRESZTĄ JUŻ WYJEŻDŻAJĄ -BIEDA BIEDA BIEDA CENY ZACHODNIE A PŁACE OJJJJJ BIEDA BIEDA