Już w II kolejce jeleniogórskiej klasy okręgowej rozegrane zostały derby powiatu, w których na lwóweckiej ziemi zmierzyły się ze sobą drużyny miejscowych Czarnych i gryfowskiego Gryfa. Po niezbyt miłym dla oka meczu, trzy punkty i fotel wicelidera okręgówki zgarnęli żółto-niebiescy, a na listę strzelców wpisali się: Serdeczny i Bursacki. Przełamali tym samym niekorzystną passę, bowiem ostatnia ligowa wygrana z lwóweckim zespołem miała miejsce 13.05.2009 r.
Gryf: Szczepański - Herdzik, Rodziewicz, Bursacki Ł., Bryniak - Romanowski, Marzec, Złocik, Serdeczny - Kozań, Zaparty (z ławki wchodzili: Ptaszkowski, Schonung, Roskowiński A. i Wójcikowski R.)
Czarni: Wawer - Bowszys, Dziuba, Godlewski, I. i P. Grabkowscy, Marynowicz, Raginia, Suchecki, A. i P. Szatkowscy (z ławki wchodzili: Bartek, Chudzik, Jarosz, Jezioro, Przybyła)
Już od pierwszych minut było widać, że ten mecz nie zapowiada się na super widowisko. Jedna i druga drużyna badały się wzajemnie, co jakiś czas wyprowadzając akcje pod bramkę rywali. W 5. minucie strzelanie rozpoczęli Czarni, którzy jednak z 16 metrów posłali piłkę obok słupka. Pięć minut później, do świetnie wchodzącego lewym skrzydłem w akcję Marca, piłkę przerzucił Złocik i kapitan Gryfa huknął na bramkę, której tego dnia strzegł Wawer, jednak ku niezadowoleniu gryfowskich kibiców - piłka odbiła się od słupka. Kolejne minuty sprawiały wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu - niemrawe ataki obu zespołów, przerywane były co chwilę przez gwizdek arbitra głównego - pana Trudzińskiego. W poczekalni u fryzjera często można znaleźć gazetki do poczytania przed strzyżeniem - szkoda, że organizatorzy meczu nie pomyśleli o takowych, bo na pewno zabiłyby trochę nudę, panującą na murawie. Na szczęście w 23. minucie Herdzik wrzucił piłkę w pole karne i tam Serdeczny z bliskiej odległości nie mógł się pomylić - mimo, że Wawer wybił futbolówkę zza linii, to wcześniej przekroczyła ona całym obwodem linię i tym samym wynik derbów został otwarty. Warto odnotować, że Czarni od wielu lat nie mieli tak młodego zespołu - głównie jest to pochodną osłabionej kadry seniorskiej i trener Wrona musiał postawić na młodzież. Trzeba im oddać, że tanio skóry nie sprzedali i nie mieli żadnych skrupułów w walce z Gryfem.
W drugiej połowie trener Rodziewicz dokonał kilku zmian - wszedł Roskowiński, Ptaszkowski, Schonung i Radek Wójcikowski. W międzyczasie do siatki trafił Zaparty, jednak sędzia boczny zabrał mu przyjemność pobramkowej cieszynki i wynik pozostawał nadal taki sam, czyli 0-1 dla Gryfa. Okazje do podwyższenia wyniku miał m.in. Serdeczny, czy Kozań. W 80. minucie doskonałą sytuację wypracował sobie Schonung, jednak posłał piłkę w sobie tylko znanym kierunku. Dosłownie kilkanaście sekund później piłkę z rzutu rożnego wrzucał Bryniak, a stojący w odpowiednim miejscu i czasie Łukasz Bursacki idealnie dostawił nogę, pakując z bliskiej odległości piłkę do bramki Czarnych, nie dając golkiperowi gospodarzy jakichkolwiek szans na obronę i wprawiając w istną euforię dość licznie, jak na mecz wyjazdowy, zgromadzonych kibiców Gryfa. Drugi mecz w barwach Gryfa, drugi mecz jako stoper i drugi mecz jako strzelec wyborowy - czego chcieć więcej? Chwilę później po ostrym faulu na Zapartym wyrzucony z boiska został Ireneusz Grabkowski i 0-2 dla Gryfa było od tej chwili praktycznie niezagrożone. Dobrze dysponowany po raz kolejny Szczepański łapał i wybijał wszystko, co było w jego zasięgu. Gospodarze mieli okazje do zdobycia bramek, ale brakowało ostatniego podania lub strzału, a bez tego ani rusz...
Po końcowym gwizdku piłkarze Gryfa na boisku i w szatni dali upust swoim emocjom, ale cóż - taka jest piłka, tu żyje się chwilą, tym bardziej, gdy wygrywasz z odwiecznym rywalem w derbach, po 7 latach niekorzystnej passy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze