Znaczna liczba chorych może być problemem i medycznym, i logistycznym, bowiem w zależności od decyzji lekarzy chore osoby pozostaną na miejscu, jeśli ich stan nie będzie na tyle ciężki, żeby je koniecznie przewozić do szpitala, albo zostaną przewiezione.
Tyle, że raczej nie do Bolesławca, bowiem tamtejsza placówka wypełnia się w na tyle szybkim tempie, że nie przyjmie dużej liczby nowych pacjentów, których trzeba będzie kierować do szpitala we Wrocławiu.
Trudne sytuacje ma za sobą szpital, gdzie pojawiła się na jednym z oddziałów pacjentka z dodatnim wynikiem, tyle, że nie od razu stwierdzonym, jako iż przechodziła tę chorobę bezobjawowo. Podjęto decyzję o przeprowadzeniu testów (zebraniu wymazów) od całego personelu, który mógł mieć z nią jakąkolwiek styczność.
Trudności, jakie się ostatnio pojawiają dotyczą decyzji medycznej o potwierdzeniu zgonu u osób, które zmarły w domu, z przyczyn których nie można jednoznacznie i szybko ustalić. Zdaniem części lekarzy ten smutny obowiązek należy do lekarzy POZ – tej przychodni, w której był zarejestrowany pacjent. Tyle, że lekarze – w obawie przed potencjalnym zakażeniem – odmawiają przyjazdu do takich sytuacji, a bliscy nie są w stanie uzyskać dokumentu, który pozwoli na przystąpienie do organizacji pochówku. Problem być może bierze się stąd, że NFZ, który podpisuje umowy z „peozetami” nie jest włączony w struktury działań dotyczących zwalczania koronowirusa, od kilku lat toczy się dyskusja o powołaniu „kornerów” (lekarzy, którzy stwierdzaliby zgon osób zmarłych poza szpitalem), ale przepychanki w tej sprawie w resorcie zdrowia nie maj żadnego finału. Epidemia wyostrzyła ten problem, który w takiej sytuacji stał się wyjątkowo naglący i wymaga uregulowań ustawowych, do których nikt się nie pali.
Obsługa informatyczna firm WarszawaPonad 500 adresów osób przebywających na kwarantannie ma do sprawdzenia Policja, która ostatnimi czasy notorycznie stwierdza rosnącą liczę nieobecnych (ostatnio – to 9 osób). Ze względu na przeciągające się procedury nie wszyscy wierzą, że kara jest nieuchronna, ostatnio dwóch mężczyzn (pisaliśmy o tym) przekonało się na własnej skórze, gdy otrzymali grzywnę po 5.000 zł. Jak widać – wielu jest takich, którzy uznają, że i epidemia, i grzywna im się jednak nie trafi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Testy ,testy, politycy rządzący sami o siebie i swoje rodziny zadbali dlatego zabrakło testow dla szpitali .
Tak się żyje w kraju z dykty i dyktatury.
Żołnierze czyli służba zdrowia została posłana na front.
A oszołomstwo religii smoleńskiej z głównym kapłanem Macierewiczem i Sasinem bawią naszym życiem.
Testy w szpitalu są wykonywane na bieżąco, i spływają wyniki. Niestety, jak koleżance wyjdzie pozytywny, to personel, który miał z nią 12 godzin dyżuru, i tak musi iść do pracy, choć może być zarażony, bo ani sanepid, ani pielęgniarki epidemiczne ze szpitala na to nie reagują. Tak personel zaraża siebie i pacjentów, a i swoje rodziny. To nie wina rządu, że w jeleniogórskim szpitalu, i sanepidzie panuje bałagan, i brak kompetentnych decyzji.
A może też lekarze pozabierali pod siebie testy ,żeby robić sobie i rodzinie regularnie
Tak pozabierali i będą gotować z tych testów żur świąteczny. Walnij łbem o ścianę, aż rozlegnie się głośny gong przewrażliwienia.
Ciekawe z kąt wzieliście te fotki. Pewnie z zakłamanego Polsatu brawo.Jednymi i tymi samymi zdjęciami operujecie od paru miesięcy sorry ale ja się zastraszyć nie dam bo jeszcze rozum mam.
System sprawdzania nałożonej kwarantanny to jakieś nieporozumienie. Pomimo używania aplikacji, to i tak przyjeżdża patrol. A podobno aplikacja miała odciążyć policję... HaTfuu
Z tego co wiem to raczej więcej miejsca w szpitalach bo wszyscy siedzą w domach. A Wirus jak był tok temu tak jest teraz. Jedyna różnica, że mamy pandemie strachu.
Pacjentka o której piszecie - nie pojawiła się nagle. Miała objawy i je zgłaszała. Tyle tylko .... że lekarze to zignorowali. Dzięki temu co najmniej kilka godzin obdzielała otoczenie wirusem. Ponadto sama informowała otoczenie o zagrożeniu - nie robił tego natomiast personel.
Testy ,testy, politycy rządzący sami o siebie i swoje rodziny zadbali dlatego zabrakło testow dla szpitali .
Tak się żyje w kraju z dykty i dyktatury.
Żołnierze czyli służba zdrowia została posłana na front.
A oszołomstwo religii smoleńskiej z głównym kapłanem Macierewiczem i Sasinem bawią naszym życiem.
Testy w szpitalu są wykonywane na bieżąco, i spływają wyniki. Niestety, jak koleżance wyjdzie pozytywny, to personel, który miał z nią 12 godzin dyżuru, i tak musi iść do pracy, choć może być zarażony, bo ani sanepid, ani pielęgniarki epidemiczne ze szpitala na to nie reagują. Tak personel zaraża siebie i pacjentów, a i swoje rodziny. To nie wina rządu, że w jeleniogórskim szpitalu, i sanepidzie panuje bałagan, i brak kompetentnych decyzji.
A może też lekarze pozabierali pod siebie testy ,żeby robić sobie i rodzinie regularnie