Z rozmów z mieszkańcami Olszyny wynika, że to powinno stać się już dawno. Wczorajszej nocy społecznicy Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, znani z przeprowadzania trudnych i kontrowersyjnych akcji odbierania zaniedbanych zwierząt, weszli na teren czegoś co przez właściciela było nazywane bezpieczną przystanią dla zwierząt. Odebrano 20 psów, które trafiły pod opiekę weterynarza, jednego nie udało się uratować.
Trwa właśnie akcja ratunkowa, podczas której ratujemy zwierzęta z mordowni prowadzonej przez Tomasza Ruczaja - szefa Olszyńskiego Stowarzyszenia na rzecz bezdomnych zwierząt. W miejscu tym zastaliśmy psie szkielety - wszystkie zwierzęta są skrajnie wychudzone, wystają im wszystkie kości, nie mają siły chodzić, a anemia jest tak duża, że ich głowy bezwiednie uderzają o podłogę. - czytamy w opublikowanym nad ranem poście, który ukazał się w mediach społecznościowych.
Społecznicy z DIOZ piszą o syfie i unoszącym się wszędzie odorze. Według nich dziurawe i ubrudzone kałem budy są najmniejszym problemem. - Zwierzęta są w agonii, chore, cierpiące, z otwartymi ranami… Jednym słowem ledwo żyją…
Jesteśmy w miejscu gdzie zwierzęta umierają, gdzie zwierzęta są wychudzone, gdzie zwierzęta są wystraszone, gdzie zwierzęta boją się człowieka, gdzie dochodziło wobec nich na 100% do aktów przemocy fizycznej i psychicznej, a podejrzewamy również, że dochodziło do aktów zoofilii. - mówi w relacjach na Instagramie Konrad Kuźmiński, szef Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.
Akcję odbierania psów rozpoczęto o 3. w nocy z niedzieli na poniedziałek. Rano w zagrodzie pozostawało kilka zwierząt gospodarskich, parę koni, krów, kucyków i kóz, które jak zapowiada DIOZ wkrótce również zostaną odebrane. To co usłyszeliśmy dziś od mieszkańców Olszyny, zobaczyliśmy na miejscu oraz zdjęciach DIOZ bezpiecznej przystani nie przypomina. Od zagadniętych na ten temat mieszkańców Olszyny usłyszeliśmy, że to powinno wydarzyć się już dawno.
- Cały czas skowyczące psy przetrzymywane w klatkach, których nigdy nie opuszczały, konie i krowy stojące wiecznie w błocie i właściciel reagujący agresją gdy ktoś śmie zwrócić mu uwagę - to obraz rysujący się z relacji sąsiadów.
Nocna akcja DIOZ trwała kilka godzin. Według Krzysztofa Kuźmińskiego, prezesa stowarzyszenia, odebrano 20 psów i przewieziono do kliniki weterynaryjnej na badania. Niestety stan jednego z psów był taki, że aktem litości było poddanie go eutanazji.
Olszyńskie Stowarzyszenie na rzecz bezdomnych zwierząt działa od 2013 roku i prowadzi „przytulisko” dla zwierząt, które przez prezesa stowarzyszenia nazywane jest na portalu Zrzutka.pl gdzie zbiera fundusze – bezpieczną przystanią. Samo Stowarzyszenie działa legalnie, a grunt gdzie prowadzi przytulisko jest dzierżawiony od Gminy Olszyna.
Tomasz Ruczaj, prezes Olszyńskiego Stowarzyszenia na rzecz bezdomnych zwierząt w sieci przedstawia się jako miłośnik zwierząt, ogłasza się w mediach społecznościowych i na portalu Zrzutka. pl.
Kochani, pod naszą opieką znajduje się wiele zwierząt: 40 psów, króliki, 8 kucyków, 2 konie, 15 kóz, owieczki oraz 2 krówki. Są to w większości zwierzęta ocalone przed śmiercią, skrzywdzone przez człowieka, niektóre chore, porzucone...
W Stowarzyszeniu znalazły bezpieczną przystań w tym nieprzyjaznym dla zwierząt świecie. W świecie, w którym niestety wciąż rządzi pieniądz... (…) Bez waszej pomocy nie będziemy mogli opiekować się naszymi zwierzętami. Co im powiemy??? Że ich bezpieczny świat się skończył. Co z nimi będzie???
Reklama
Prezes pytany o zarzuty DIOZ zaprzecza i twierdzi, że to wszystko kłamstwa. Zarzuca Konradowi Kuźmińskiemu, że ten włamał się w środku nocy do jego baraku, ukradł mu psy wraz dokumentami oraz dokonał uszkodzeń mienia.
Zapytaliśmy Tomasza Ruczaja o warunki w jakich trzymał psy. Zapewnił nas, że zwierzętom było u niego dobrze i że były leczone weterynaryjnie, a fakt, że kilka psów jest wychudzonych tłumaczył wiekiem, chorobami i tym, że są to "wyżełki", które całe życie biegały w psich zaprzęgach i zawsze są chude.
Miały u mnie dobrze, poza tym psy były leczone u weterynarza. Suczka, taka brązowa, miała 18-lat. Lekarz i inspektorzy weterynarii powiedzieli, że jest już na wygaśnięciu. Miałem psa, który miał 25-lat i też go lekarz weterynarii uśpił. - usłyszeliśmy.
Lekarz weterynarii z którym się skontaktowaliśmy potwierdził, że kilkukrotnie zajmował się psami ze stowarzyszenia jednak nie można mówić, że sprawował tam stałą opiekę weterynaryjną nad zwierzętami.
Z rozmowy z Tomaszem Ruczajem dowiedzieliśmy się również, że przed czterema miesiącami na terenie gdzie działa stowarzyszenie była kontrola Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej.
U Powiatowego Lekarza Weterynarii usłyszeliśmy z kolei, że nikt nie udzieli informacji w związku ze stowarzyszeniem, bo policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie. Powiedziano nam jednak, że instytucja nie prowadzi nadzoru nad schroniskiem dla zwierząt w Olszynie, bo takie nie jest tam zarejestrowane.
Prezes Olszyńskiego Stowarzyszenia na rzecz bezdomnych zwierząt podkreśla, że prowadzi stowarzyszenie a nie schronisko – legalnie działające miejsce przetrzymywania zwierząt na co ma zgodę Burmistrza Olszyny.
Policja potwierdza, że prezes Olszyńskiego Stowarzyszenia na rzecz bezdomnych zwierząt złożył doniesienie na Stowarzyszenie DIOZ i jego prezesa, że ten bezprawnie odebrał mu zwierzęta. DIOZ z kolei szykuje się do odebrania wciąż przebywających w pseudo schronisku zwierząt gospodarskich. Całą sytuację zaognia fakt, że DIOZ nagabywany telefonami przez Tomasza Ruczaja, udostępnił na Instagramie jego numer telefon pisząc, że ten ma więcej czasu na rozmowy niż zajmowanie się zwierzętami. Tomasz Ruczaj skarży się teraz, że od paru godzin odbiera SMS-y z pogróżkami i że dziś w nocy siłą odebrane zostaną mu pozostałe zwierzęta.
Źródło: eluban
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W internecie zawrzało. Ja tam nie rzucę kamieniem,bo nie znam sytuacji. Być może gdyby DIOZ ,lub inne instytucje wcześniej pomogły w poprawieniu warunków tego ,,przytuliska" ,zanim sytuacja stała się tak krytyczna, było by inaczej. Utrzymanie schroniska, to olbrzymie koszty. I same dobre chęci nie wystarczą. Prawda jest taka że nie oglądali byśmy zdjęć z tak drastycznych interwencji, gdyby nie MY. - LUDZIE! Gdyby ktoś nie wyrzucił psa,czy kota, ten nigdy nie trafił by do schroniska. Albo znalazł się tam w wyniku naszej śmierci. Zwierzęta powinny być chipowane, a kary za porzucenie lub poważne zaniedbanie dotkliwe. Koty wychodzące powinny podlegać sterylizacji. To tańsze, niż utrzymywanie odłowionych zwierząt w schronisku. Wszyscy masowo ruszają by ukamienować gościa ze schroniska, które nie dało rady, być może ze względu na brak środków. Nie jest tak łatwo powiedzieć: Nie ma środków. I co dalej ? Wypuścić te zwierzęta? Bo inne przepełnione schronisko ich przecież nie przyjmie... Jakoś nikr nie zastanawia się nad tym dlaczego te zwierzęta w ogóle trafiły do schronu. I co zrobić by ograniczyć napływ zwierząt do schronisk. A później jest lament, bo okazuje się że schronisko to mordowania.
Była już metoda na wnuczka, było na CBŚ, a Kondziu lubi "na pieska". Dobra focia smutnego pieska na fejsie, Julki płacą kabonę i interes się kręci. I jeszcze ta nazwa: Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt - przecież to jest ewidentna nazwa udająca organy państwowe, służąca do łatwiejszego wałowania nieświadomych ludzi. Kto i dlaczego na to pozwala?
W całości zgadzam się z Olą, lecz jedno mnie zastanawia dlaczego cała ta akcja odbywała się w nocy? I znowu jest to wtargnięcie na teren prywatny z wszystkimi tego konsekwencjami. Czyli pozew do sądu złożony przez właściciela tego pseudo schroniska, o kradzież zwierząt, wojny medialne kto był lepszy dla tych zwierząt itd. Czy tu chodzi o pomoc tym i tak już skrzywdzonym zwierzętom czy o coś całkiem innego?
Chyba pseudo Dioz Dzis bylam światkiem jak wtargneli na Posesje schorowanych ludzi potraktowalu ich. gazem łzawiacym rozwalili psu bude i go zabrali uciekając bez pokazania jakich kolwiek papierow. A pieniazki z rzutek Wpływaja i interes sie kreci
W internecie zawrzało. Ja tam nie rzucę kamieniem,bo nie znam sytuacji. Być może gdyby DIOZ ,lub inne instytucje wcześniej pomogły w poprawieniu warunków tego ,,przytuliska" ,zanim sytuacja stała się tak krytyczna, było by inaczej. Utrzymanie schroniska, to olbrzymie koszty. I same dobre chęci nie wystarczą. Prawda jest taka że nie oglądali byśmy zdjęć z tak drastycznych interwencji, gdyby nie MY. - LUDZIE! Gdyby ktoś nie wyrzucił psa,czy kota, ten nigdy nie trafił by do schroniska. Albo znalazł się tam w wyniku naszej śmierci. Zwierzęta powinny być chipowane, a kary za porzucenie lub poważne zaniedbanie dotkliwe. Koty wychodzące powinny podlegać sterylizacji. To tańsze, niż utrzymywanie odłowionych zwierząt w schronisku. Wszyscy masowo ruszają by ukamienować gościa ze schroniska, które nie dało rady, być może ze względu na brak środków. Nie jest tak łatwo powiedzieć: Nie ma środków. I co dalej ? Wypuścić te zwierzęta? Bo inne przepełnione schronisko ich przecież nie przyjmie... Jakoś nikr nie zastanawia się nad tym dlaczego te zwierzęta w ogóle trafiły do schronu. I co zrobić by ograniczyć napływ zwierząt do schronisk. A później jest lament, bo okazuje się że schronisko to mordowania.
Była już metoda na wnuczka, było na CBŚ, a Kondziu lubi "na pieska". Dobra focia smutnego pieska na fejsie, Julki płacą kabonę i interes się kręci. I jeszcze ta nazwa: Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt - przecież to jest ewidentna nazwa udająca organy państwowe, służąca do łatwiejszego wałowania nieświadomych ludzi. Kto i dlaczego na to pozwala?
W całości zgadzam się z Olą, lecz jedno mnie zastanawia dlaczego cała ta akcja odbywała się w nocy? I znowu jest to wtargnięcie na teren prywatny z wszystkimi tego konsekwencjami. Czyli pozew do sądu złożony przez właściciela tego pseudo schroniska, o kradzież zwierząt, wojny medialne kto był lepszy dla tych zwierząt itd. Czy tu chodzi o pomoc tym i tak już skrzywdzonym zwierzętom czy o coś całkiem innego?