W V kolejce klasy B doszło do małych derbów gminy Mysłakowice a więc mecz pomiędzy LZS Kostrzycą a Potokiem Karpniki. Historia tych spotkań pokazuje, że bez względu na aktualne miejsce w tabeli, nie sposób przewidzieć wyniku. Karpniczanie przystąpili do tego spotkanie mocno osłabieni. Z powodu urazów w dalszym ciągu po za grą byli Michał i Sebastian Śmietana. Nie w pełni sił byli również Michal Pelichowski i Norbert Uroda jednak wybiegli oni w pierwszym składzie. W dodatku z różnych przyczyn zagrać nie mogli Kamil Dołowy i Michał Bednarz.
Niespodziewanie początek spotkania należał do gospodarzy. Kilkukrotnie próbowali oni wrzutek w pole karne Karpniczan jednak ich akcje albo kończyły sie przed 16-stką albo ich strzały lądowały daleko obok bramki.
Goście próbowali się odgryźć dopiero w okolicach 10 minuty. Piłkę na 20 metrze ustawił Piotr Marek, uderzył z całej siły i ... futbolówka zatrzymuje się na poprzeczce bramki ! Od tego momentu Potok zaczął dochodzić do głosu. Strzałów z dystansu próbowali Tomasz Woźniczka, Michał Pelichowski i Piotr Marek.
25 minuta to pierwsza spora kontrowersja tego spotkania. Piłkę we własnym polu karnym zagrywa ręką obrońca Kostrzycy. Ewidentny rzut karny dla wszystkich oglądających to spotkanie jednak nie dla Pana sędziego, który stojąc przodem w odległości 5 metrów do całego zajścia, nie zobaczył (albo raczej nie chciał zobaczyć) tego przewinienia.
Warto zaznaczyć iż arbiter w ogóle nie radził sobie z prowadzeniem spotkania czego dał wyraz jeszcze kilkukrotnie w tym meczu. Kolejną dziwną decyzją było ukaranie Marcina Olecha żółtą kartką za lekkie kopnięcie przeciwnika w podeszwę buta, przy próbie odbioru piłki. Dwie minuty później "żółtko" zgarnął również Michał Pelichowski, za faul taktyczny w środku boiska. Gra ogólnie nie porywała, na boisku było sporo chaosu i niedokładności.
5 minut przed końcem pierwszej części spotkania przebudzili sie jednak goście. Tomasz Woźniczka w swoim stylu zakręcił kilkoma przeciwnikami i zagrał krzyżowo. Piłkę między nogami przepuścił Sebastian Milinowicz a tam świetnie odnalazł się Tomasz Gregoliński, który zewnętrznym podbiciem lewej nogi strzela idealnie przy słupku. 4 bramka w 3 ostatnich spotkaniach skrzydłowego Potoku.
Niedługo potem sędzia zagwizdał obwieszczając przerwę.
Druga połowa zaczęła się dla przyjezdnych najgorzej jak mogła. Ze stanu 0:1 nagle zrobiło sie 2:1 dla miejscowych. Obie bramki padły w identyczny sposób. Błędy obrony mnożyły się jeden po drugim, nikt w zamieszaniu pod bramką nie umiał wybić piłki, a ta szczęśliwie spadała pod nogi napastników gospodarzy, którzy bez problemów umieszczali ją w siatce z 2 metra.
Od tego momentu na boisku zaczęło robić się bardzo nerwowo. Dochodziło do spięć między zawodnikami a gra była przerywana z powodu dużej ilości fauli. W 60 minucie kolejny błąd sędziego ... po zagraniu piłki ręką w polu karnym zawodnika Kostrzycy. Sytuacja bliźniaczo podobna do tej z pierwszej części gry. Decyzja również ta sama - z resztą tak samo niezrozumiała - czyli brak wskazania na wapno.
Na boisku meldują się Sławomir Guzowski, Patryk Koko i Marcin Wawrzyniak. Świetną okazje do wyrównania miał Michał Pelichowski, który oddawał strzał głową z 5 metra - jadnak wprost w bramkarza. Chwile później świetnie do prostopadłej piłki wyszedł Patryk Koko, jednak przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem.
W 70 minucie zagotowało się w polu karnym gospodarzy. Tomasz Gregoliński zderzył się z bramkarzem drużyny przeciwnej. Nastąpiło małe zamieszanie, sporo przepychanek. W końcowym efekcie żadnemu zawodnikowi nic poważnego się nie stało a sędzia obdarował kartkami zawodnika Kostrzycy i Sebastiana Milinowicza. Swoją drogą nie wiadomo za co, gdyż przez cały czas tego zajścia stał z boku. W tym momencie gra w piłkę przestała obowiązywać a rozpoczęło się polowanie na kości. Najpierw przy linii bocznej popchnięty zostaje Patryk Koko, za co arbiter ukarał agresora - zaznaczam - ŻÓŁTĄ KARTKĄ. Chwile później w rewanżu Patryk Koko wycina równo z trawą przeciwnika i również dostaje takie napomnienie.
Punktem kulminacyjnym beznadziejnej pracy sędziego była minuta 80. Spięcie między Szymonem Kodzisem a napastnikiem gospodarzy. Obrońca potoku odpycha przeciwnika i ... dostaje CZERWONĄ KARTKĘ. Jeśli ktoś chciałby się doszukiwać logiki w decyzjach sędziego to na wstępie trzeba zaznaczyć, że takowej brak. W podobnej sytuacji kilka minut wcześniej pokazuje żółtko, teraz czerwień. Naprawdę najwięksi myśliciele nie dojdą jakim tokiem myślowym kierował się "sędzia". I czy wogole kierował.
Grając w 10 goście rzucili się do ataków, narażając się na kontry. Po jednej z nich powinno być 3:1 ale świetnie w bramce spisał się Sławomir Guzowski. W międzyczasie na boisku pojawia się Mateusz Woś ale w protokole meczowym zapisuje się tylko żółtą kartką, z resztą niesłuszną.
Do końca spotkania Potok był w natarciu ale nie przyniosło to wymiernej korzyści w postaci bramki i tak po upływie 90 minuty odnoszą pierwszą porażkę w bieżącym sezonie.
Podsumować to spotkanie może jedno słowo - tragedia. Abstrahując od dyspozycji arbitra, czy braku kilku ważnych zawodników, Potok zagrał po prostu bardzo słaby mecz. Winy za porażkę należy doszukiwać się u samych zawodników, którzy nie dość, że nie zagrali z "zębem" to jeszcze zachowywali się tak jakby pierwszy raz widzieli piłkę na oczy.
Mnóstwo niedokładnych zagrań, słaba postawa w defensywie, do tego nikt - może po za parą środkowych pomocników - Tomasz Woźniczka - Michał Pelichowski - nie chciał wziąć na siebie ciężaru rozgrywania akcji.
Ten mecz obnażył wszystkie słabe punkty Karpniczan. To stawia pytanie - ile warta jednak jest ta drużyna i o co będzie walczyć w tym sezonie.
Niemniej jednak, ten mecz z nami, trzeba przygotowywać się do następnego. A w tym, naszym rywalem będzie Juvenia Rybnica.
Mecz tradycyjnie w niedzielę o godzinie 11.00.
Serdecznie zapraszamy.
Relacja zamieszczona jest na stronie KS Karpniki (http://kspotokkarpniki.futbolowo.pl/news,2133458,v-kolejka.html)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze