Pomysł przeniesienia jeleniogórskich urzędów do byłej jednostki wojskowej przy ul. Podchorążych wydawał się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Z dala od centrum, plac apelowy jako miejsce parkingowe, wszystkie urzędy w jednym miejscu…..To wręcz idealna koncepcja, gdyby nie fatalna jej realizacja. Owszem miejskie urzędy już tu są. Jest nawet kilka koszarowców zaadaptowanych na komfortowe mieszkania. Nikt jednak nie zadbał o parkingi. Samochody interesantów i sporej części pracowników stoją w błocie i kałużach. Wszędzie dziury. Pogotowie Ratunkowe i Straż Pożarna w godzinach pracy urzędów nie ma szans na przejazd
Teren byłej Wyższej Szkoły Radiotechnicznej przy ulicy Podchorążych w Jeleniej Górze dziś nie ma nic wspólnego z wojskiem. Poza jednym. Terenem tym bowiem nadal zawiaduje Agencja Mienia Wojskowego. I taki stan rzeczy jest źrodłem szeregu problemów zwiazanych z tym miejscem. Największym problemem jest stan uliczek . Są one w większości zdewastowane, dziurawe. W okresie jesienno- zimowym setki kałuż i wszechobecne błoto uniemożliwia przejście suchą nogą. Jeszcze gorzej jest, kiedy spadnie śnieg. Gospodarz terenu nie poczuwa się bowiem do obowiązku odśnieżania tego terenu. Tak jest od lat.
Jednak w tym miejscu coraz więcej budynków byłych jest zagospodarowywanych. Właśnie tu sprowadza się coraz więcej miejskich urzędów. Kilka pokoszarowych budynków zaadaptowano na mieszkania.
W budynku przy Ulicy Podchorążych 15 od kilku lat znajduje się Urząd Pracy. Jest tu też kilka innych urzędów. Każdy z nich codziennie odwiedzają setki petentów. Większość przyjeżdża tu samochodami. Próżno tu jednak znaleźć parking dla interesantów. Na dodatek jeszcze w ostatnim czasie właśnie tu przeniósł się z ul. 1-go Maja jeleniogórski Wydział Oświaty i Wychowania. Owszem warunki pracy zatrudnionych tam pracowników są bardzo dobre. Pokoszarowe obiekty bowiem w znacznym stopniu zmodernizowano i przystosowano do nowych funkcji. Gorzej jest z miejscami parkingowymi. Tych bowiem jak na lekarstwo. Owszem przed samym budynkiem urządzono wygodny parking. Jednak ograniczono dostępność tego parkingu. Przenaczono go wyłącznie dla pracowników zatrudnionych w urzędzie. Jednak dziś kiedy urzędów i urzędników w budynku przybyło jest on za mały i pracownicy, którzy nie przyjadą odpowiednio wcześniej muszą szukać miejsca parkingowego dalej, poza parkingiem. Oczywiście ten problem nie dotyczy pojazdów służbowych urzędu. Dla nich wyznaczono osobne miejsce parkowania.
Nikt natomiast nie zadbał o interesariuszy. Podjeżdżając w to miejsce odnosi się wrażenie , że jest się intruzem. Petenci i interesanci mający potrzebę przyjazdu w to miejsce muszą parkować przy ciasnych, dziurawych uliczkach. Samochody stoją gdzie popadnie, w błocie, w kałużach. Kiedyś można było zaparkować na dawnym placu apelowym. Dziś kierowcy próbujący tam zaparkować podobno są przeganiani prze dozorujących ten teren. Zresztą panuje tam trudny do opisania bałagan. To swojego rodzaju plac budowy. Coś się modernizuje, coś burzy. Gdzieś leży cegła, gdzieś kawałek blachy czy też pręta zbrojeniowego. Dziura na dziurze i wszechobecne błoto. W razie nieszczęścia nie przejedzie tędy a ni karetka, ani wóz straży pożarnej.
Pewien starszy pan, który zagadnął mnie podczas robienia zdjęć skarżył się, że ktoś złośliwie w zaparkowanym przy ulicy Kadetów jego samochodzie umyślnie przebił mu dwa koła. –„Chciałbym zaparkować samochód bezpiecznie, ale nie mam gdzie” twierdzi starszy pan. – „wiem, że parkując tu blokuję przejazd. Ale jest tu ciasno. Na podchorążych zaparkować się nie da, bo jest trawnik i zakaz zatrzymywania. Naprawdę nie mam gdzie zostawić samochodu. Dlaczego nikt z tym przez tyle lat nic nie robi”, dodaje zdenerwoawany.
I tak jest w istocie. Nikt z decydentów zdaje się nie dostrzegać problemu. Nieoficjalnie mówi się, że miasto nie może dogadać się z wojskiem. Nie pomagają protesty. Próbowali kilka miesięcy temu zwrócić uwagę na problem mieszkańcy zaadaptowanych na mieszkania koszarowców. Blokowali ulicę podchorążych. Była tu nawet telewizja. I nic. Dalej ich dojazd do domu to tor przeszkód. Dziury, błoto, a w godzinach pracy urzędu zastawione samochodami petentów uliczki.
-„Istny raj za ciężkie pieniądze” – ironizuje jeden z mieszkańców koszarowca adaptowanego na mieszkania. – „ Kupiłem tu na kredyt mieszkanie. Zadłużyłem się na 30 lat. Nie przypuszczałem , że do domu będę musiał chodzić przez ¾ roku w kaloszach. Dojechać też jest niełatwo. Błoto, dziury i zastawione samochodami uliczki. To istne piekło” ironizuje.
Od przedwczoraj mamy jesień. Zaczynają się słoty. Już teraz uliczki wokół urzędu zawalone są blotem. Nic nie wskazuje na to, że tej jesieni ktoś zadba o ten teren. Jak długo jeszcze potrwa ten koszmar ?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
przeciez to bylo do przewidzenia ze jak tam przeniosa urzad pracy to bedzie syf kila i mogila ,
Dobre to jest
przeciez to bylo do przewidzenia ze jak tam przeniosa urzad pracy to bedzie syf kila i mogila ,
Dobre to jest