Zdaniem strażaków biorących udział w akcji gaśniczej w Parku Narodowym Czeska Szwajcaria pożar nie rozprzestrzenia się, ale wciąż powstają skupiska ognia. Pożar gasi siedem śmigłowców, w tym polski Black Hawk. Po porannych mgłach do akcji przystąpiły dwa włoskie samoloty gaśnicze.
Na miejscu jest 80 jednostek straży pożarnej, łącznie 450 strażaków, którzy pracują na całym terenie parku. Mamy ten teren podzielony na kilka sektorów. Pierwszy, to ten w którym jesteśmy, w pobliżu masywu skalnego w Hrzeńsku. Gasimy w pobliżu budynków, staramy się je ochronić, dlatego że cały czas pojawiają się tu małe ogniska. Wierzymy że dzisiaj uda nam się to ugasić i w tej części już będzie spokój – powiedział przedstawiciel czeskiej straży pożarnej na konferencji prasowej.
W walce z ogniem uczestniczy pięć maszyn z Czech oraz po jednej z Polski i ze Słowacji. Do koordynacji działań wykorzystywany jest jeszcze śmigłowiec czeskiej policji, który nie transportuje wody. Po południu w środę przyleciały z Włoch dwa samoloty gaśnicze typu Canadair.
Maszyny pobierają wodę bezpośrednio z jeziora Milada położonego między Uściem nad Łabą a Czeską Szwajcarią. Jezioro to sztuczny zbiornik powstały na terenie dawnej kopalni węgla brunatnego. Obszar został zamknięty, ale pobieranie wody, starty i lądowania obserwują z brzegu dziesiątki widzów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
w podzięce za Turów Polacy powinni tam zrzucać napalm zamiast wody!
w podzięce za Turów Polacy powinni tam zrzucać napalm zamiast wody!