Mieszkaniec Sosnówki pojechał do Tajlandii rywalizować z zawodnikami z całego globu w biegach górskich. Zobacz co u niego słychać i jak się czuje na kilka dni przed startem.
Podróż zajęła około 22 godziny, byliśmy nią bardzo zmęczeni. Na miejsce dotarliśmy 31 października około godziny 20. Chwilę pokręciliśmy się po Chiang Mai i wróciliśmy spać. Śniadania mamy od 6 do 10 i w pierwszy dzień po podróży ciężko było wstać do tej 10.

W biegu na 80km i 4800m przewyższenia startują trzy Polki i trzech Polaków. Start 5 listopada o godzinie 6:30. W Polsce będzie wtedy 00:30.

Panuje tu trudny - jak dla mnie - klimat. Mamy 31 stopni i sporą wilgotność, ale powoli się aklimatyzuję. Ludzie są tutaj bardzo życzliwi i pomocni. Z jedzeniem narazie nie eksperymentuję, bo boję się, że może mi to zaszkodzić przed startem. Ogólnie w Tajlandii mają bardzo ostre dania, dlatego narazie ograniczamy się do pizzy i makaronów.

W pierwszy dzień po przylocie zrobiłem takie luźne bieganie, około 10 km. Drugiego dnia zrobiłem też 10 km, ale z dodatkowymi dziesięcioma rytmami. Trzeciego dnia po rozgrzewce było już szybsze bieganie po trasie zawodów, około 13 km. Czwarty dzień to już łapanie świeżości, luźny trening i koncentracja na nadchodzącej rywalizacji.

Na trasie jest naprawdę sporo psów, więc mogę mieć naprawdę niezłe tempo jak będą mnie ganiać po trasie. Jest tutaj 130 gatunków węży, ale spokojnie… jedynie 30 gatunków może zabić. Największym zagrożeniem tutaj mogą być jednak spadające kokosy. - przekazał z humorem biegacz.

Tak, mijamy się w trakcie treningów. Narazie są wzajemne uśmiechy, ale na linii startu nie będzie już kumpli.

Trzymamy kciuki, wspieramy i życzymy powodzenia! Luźnej łydki i zadowolenia ze startu.
# Paweł Czerniak już w Tajlandii. Za trzy dni startuje w Mistrzostwach Świata
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze