Wczoraj walczył z pożarem, który udało się ugasić. Chwilę później doszło do tragedii. Dziś walczy o życie. Potrzebna jest krew dla strażaka z Kamiennej Góry.
Wczoraj (5.12) w miejscowości Błażkowa wybuchł pożar budynku, do którego zadysponowano 12 zastępów straży pożarnej. Walka z ogniem trwała od godziny 6:15 do około 7:45. Wtedy też strażacy przystąpili do dogaszania wnętrza budynku i penetrowania go celem oceny stopnia zagrożenia ponownego zajęcia się ogniem nieruchomości. W jednej chwili doszło do niewyobrażalnej tragedii. Ściana szczytowa budynku runęła na strażaków znajdujących się wewnątrz. Nie mieli żadnych szans na ucieczkę. Wszystko działo się w ciągu kilku sekund.
Ucierpiało dwóch ochotników oraz jeden strażak z Państwowej Straży Pożarnej w Kamiennej Górze. Kamil Tylutki - ratownik, który na co dzień walczy z pożarami, dziś zmuszony jest walczyć o swoje własne życie w szpitalu, do którego trafił po wczorajszym dramatycznym zdarzeniu.
Krew dla strażaka można oddawać w dowolnym punkcie krwiodawstwa. Ważne, by podać dodatkowo informację, że jest ona przeznaczona dla: Kamil Tylutki - Specjalistyczny Szpital im. Alfreda Sokołowskiego.

# Kamil Tylutki - strażak, który walczy o życie. Potrzebna krew!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Widać, że błędy popełniają nie tylko policjanci. Co to za dowódca, który wpuszcza swoich ludzi na niestabilne pogorzelisko w budynku wypalonym praktycznie do ostatniej cegły? Co oni tam robili? To się nadawało tylko do rozbiórki i trzeba było to zrobić długimi bosakami z odległości lub nawet ściągnąć do tego koparkę, a nie łazić po gruzowisku nie wiadomo czego szukając. Co innego, gdyby tam było co ratować. A tak - życie narażone dla paru spalonych cegieł i desek. Współczuję poszkodowanemu, ale też dowódcy, bo teraz będzie miał na plecach prokuratora.
Mam prośbę do wszystkich strażaków z Miasta i okolic, jak się pali stara rudera i wiadomo, że nie ma ludzi w środku to proszę cierpliwie czekać, aż ogień zrobi swoje i nie podchodzić za blisko.
Widać, że błędy popełniają nie tylko policjanci. Co to za dowódca, który wpuszcza swoich ludzi na niestabilne pogorzelisko w budynku wypalonym praktycznie do ostatniej cegły? Co oni tam robili? To się nadawało tylko do rozbiórki i trzeba było to zrobić długimi bosakami z odległości lub nawet ściągnąć do tego koparkę, a nie łazić po gruzowisku nie wiadomo czego szukając. Co innego, gdyby tam było co ratować. A tak - życie narażone dla paru spalonych cegieł i desek. Współczuję poszkodowanemu, ale też dowódcy, bo teraz będzie miał na plecach prokuratora.
Mam prośbę do wszystkich strażaków z Miasta i okolic, jak się pali stara rudera i wiadomo, że nie ma ludzi w środku to proszę cierpliwie czekać, aż ogień zrobi swoje i nie podchodzić za blisko.