Nie radzi sobie zdecydowanie w maratonie beniaminków zespół z Bolesławca, który poprzednią edycję rozgrywek skończył na piątej lokacie. Po porażkach z Głogowem oraz Nową Rudą przyszedł czas na Oleśnicę, która w niedzielę zrehabilitowała się po pogromie w Wielkiej Lipie. Środowe spotkanie obfitowało w sytuacje bramkowe, a lepiej zaczęło się dla BKSu, który po około kwadransie gry prowadził 1:0, dzięki bramce Mateusza Janczyszyna. W 25. minucie do wyrównania doprowadził (wykańczając dośrodkowanie z rzutu wolnego) Bartłomiej Matyja – zawodnik sprowadzony niedawno z Wratislavii Wrocław, jeden z najlepszych napastników wrocławskiej Okręgówki ostatnich lat. Na przerwę jednak piłkarze schodzili przy prowadzeniu gospodarzy 2:1, co było efektem trafienia Piotra Dzięgielskiego w 30. minucie zawodów. Również po zmianie stron nie brakowało akcji podbramkowych, a najlepszą dla gospodarzy zmarnował Kacper Wojciechowski, trafił w sytuacji sam na sam w słupek. Również Janczyszyn miał problem z celownikiem w drugiej połowie, a za to dobrze mierzyli przyjezdni. Na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem arbitra z rzutu wolnego stan rywalizacji wyrównał Marcin Koselski, a w 90. minucie podanie Sepetowskiego na bramkę zamienił Piotr Kotwa, ustalając rezultat zawodów na 2:3! Jest więc druga z rzędu wygrana beniaminka, jest też czwarta bramka Piotra Kotwy w sezonie 2015/2016 i jest też trzecia z rzędu porażka i zero punktów na koncie Bolesławca.
Nieco inaczej wyglądał pojedynek Kobierzyc z Wielką Lipą na obiekcie pierwszej z wymienionych drużyn. Okazji do zdobycia gola nie brakowało, obok słupka uderzał w 10. minucie Bienkiewicz, kwadrans później poprzeczkę obił Pruchnicki. Chwilę później Sokół wyszedł na prowadzenie, dzięki trafieniu Kamila Pyzłowskiego, ale sędzia dopatrzył się w tej sytuacji pozycji spalonej. Dla gospodarzy natomiast mógł strzelić m. in. Patryk Bartków, ale skończyło się na rzucie rożnym. W drugiej połowie sędzia częściej przerywał grę z powodu fauli, były również okazje, jak ta Rybińskiego z 70. minuty spotkania, ale ostatecznie tego dnia w Kobierzycach nie padł żaden gol i Sokół tym sposobem stracił pierwsze punkty w sezonie.
Pierwszych punktów nie straciła za to Olimpia, która po trzech seriach spotkań jest jedyną drużyną w lidze z kompletem oczek na koncie. Tym razem podopieczni trenera Tiereszczenki spotkali się ze Strzegomiem, który w obu poprzednich meczach dzielił się punktami z rywalami. Już w 7. minucie Marcin Smoczyk dał prowadzenie Kowarom, gracze gości zgłaszali jeszcze arbitrowi, że gol został strzelony ręką, ale sędzia wpisał bramkę do protokołu. Kilkanaście minut później mogło, a wręcz powinno być 2:0 dla gospodarzy, ale Daniel Gałach nie wykorzystał rzutu karnego, co zemściło się na Olimpii i w 40. minucie spotkania Sebastian Bęś wyrównał stan rywalizacji. Po zmianie stron nie brakowało emocji, kilka razy na wyżyny swoich umiejętności musiał wspiąć się bramkarza AKSu, chociaż goście nie pozostawali dłużni i również mieli swoje sytuacje. Ostatnie słowo należało jednak do Kowar, którym zwycięstwo zapewnił w 75. minucie Marcin Krupa. Olimpia zostaje więc samodzielnym liderem, a już w niedzielę jej piłkarze wybiorą się w podróż do Mirska i chyba faworyta nie trzeba tu wskazywać. AKS natomiast, będący jedną z czterech drużyn bez wygranej, zagra 30 sierpnia w Żarowie, który niespodziewanie wszedł do IV Ligi i całkiem nieźle sobie radzi, krążąc po trzech kolejkach wokół czołówki tabeli.
Szansę na zachowanie kompletu punktów miał też beniaminek z Nowej Rudy, mierzący się 26 sierpnia z nowicjuszem z Jeżowa Sudeckiego. Już w 7. minucie Mateusz Dregan dał prowadzenie Lotnikowi, ale nie załamało to piłkarzy Piasta. Dwadzieścia minut później pojedynek jeden na jeden z bramkarzem gości przegrał Kamiński, chwilę później blisko zdobycia bramki głową był Wacławik. Nowa Ruda wreszcie wyrównała stan rywalizacji, zrobił to dokładniej w 38. minucie Kęska, strzelając bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego... ale arbiter w tej sytuacji dopatrzył się spalonego (z relacji świadków wynika, że sędzia uznał, że zawodnik Piasta przeszkadzał w interwencji bramkarzowi Lotnika, choć decyzja była dyskusyjna). Prawidłowo bramkę gospodarze zdobyli w 75. minucie meczu, chociaż akurat w tym przypadku wyręczył ich obrońca gości, od którego piłka odbiła się po dośrodkowaniu Cebulskiego. Na rozstrzygnięcie pojedynku trzeba było poczekać kolejne dziesięć minut, wtedy dośrodkowanie ze skrzydła wykorzystał Julian Rudnicki, ustalając wynik na 1:2. Piast stracił więc pierwsze punkty w sezonie, ale na koncie ma ich w tym momencie sześć, więc powodu do rozpaczy nie ma, podobnie zresztą jak w Jeżowie Sudeckim.
Nieźle spisują się po niespodziewanym powrocie do IV Ligi gracze z Żarowa, którzy na razie przegrali tylko z Kowarami, a zapunktowali z beniaminkami. 26 czerwca Zjednoczeni wybrali się w podróż do Głogowa i choć to gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce, groźniejsze sytuacje stwarzali na początku zawodów goście. Jedną z nich wykorzystał w 33. minucie Przemysław Kloc, który był po prostu tam, gdzie powinien być napastnik i po lekkim zamieszaniu dobił piłkę do pustej bramki. Drugą połowę spotkania lepiej rozpoczęli gracze z Głogowa - Michał Bednarski sprytnym zwodem (jak to niegdyś określił Dariusz Szpakowski – „słynną ruletą Zidana”) oszukał obrońców Zjednoczonych i strzałem z narożnika pola karnego zaskoczył Marcin Hruszczowca. Chrobry II poczuł krew i przycisnął graczy z Żarowa, spychając ich do defensywy, ale skuteczność była tego dnia po stronie gości – w 67. minucie spotkania Krzysztof Goździejewski przejął piłkę na linii wyznaczającej połowę boiska, popędził na bramkę rywala, minął golkipera i trafił do pustej bramki. Gol ten ustalił rezultat zawodów na 1:2 i Zjednoczeni kończą trzecią kolejką z sześcioma oczkami na koncie, a Przemysław Kloc z trzema trafieniami krąży w okolicach czołówki klasyfikacji strzelców.
Przed kilkoma dniami do Szczedrzykowic dołączył Marek Dutka z Bolesławca, ale odejść podobno chce Piechuta, który nie raz pokazał, że bramki strzelać potrafi… w każdym razie Szczedrzykowice, które uważano za jednego z faworytów do gry o najwyższe cele, rozpoczęły sezon fatalnie. Po dwóch porażkach z beniaminkami, Orkan wybrał się do Ząbkowic Śląskich i wreszcie ugrał pierwsze oczko w trwającej edycji rozgrywek. Wynik ustalony został jeszcze przed przerwą, dla Orła bramkę zdobył Kamil Olejarnik, natomiast pierwszą zdobycz punktową Orkan zawdzięcza trafieniu Pawła Wyżgi… choć jego sytuacja nie uległa znacznej poprawie, bo wciąż znajduje się na przedostatnim miejscu, a już w najbliższy weekend ekipa trenera Oleśkiewicza zmierzy się z Kobierzycami i raczej nie wystąpi w tym starciu w roli faworyta. Jeden gol natomiast padł w starciu spadkowicza z Bielawy z Włókniarzem Mirsk, a zdobył go Patryk Chrapek kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy zawodów, zapewniając tym samym Bielawiance pierwsze zwycięstwo w obecnej edycji rozgrywek.
Kolorowo było na meczu Trzebnicy z Bogatynią i nie chodzi tu o oprawy kibiców, a o kartki, których arbiter pokazał w sumie jedenaście. Polonia, która do tej pory uzbierała tylko jedno oczko, legitymowała się dłuższym posiadaniem piłki, ale jej piłkarze mieli problem z przedostaniem się w okolice pola karnego gości. Przyjezdni natomiast próbowali grać z kontry, czekali na błędy rywala i doczekali się w okolicach 35. minuty, gdy pogubiła się defensywa spadkowicza, a szansę wykorzystał Michał Mokijewski. Goście mieli jeszcze sytuacje do podwyższenia prowadzenia, ale również Polonia mogła strzelić na 1:1, lecz na drodze do szczęścia stanęło obramowanie bramki. Po zmianie stron pierwszym ważnym wydarzeniem była czerwona kartka dla Sawczuka w 63. minucie, który dwie żółte kartki obejrzał za dyskusje z arbitrami. Gospodarze wykorzystali grę w przewadze, już chwilę później do wyrównania doprowadził Rafał Miazgowski, i choć mieli okazje do wyjścia na prowadzenie… kolejne bramki strzelali osłabieni goście. W 75. minucie na 1:2 licznik przekręcił Dawid Więckiewicz, a rezultat ustalił na 1:3 w 80. minucie ten, który strzelanie rozpoczął, czyli Michał Mokijewski. Granica tym sposobem zanotowała pierwsze zwycięstwo w obecnym sezonie, natomiast Trzebnica pozostaje w dole tabeli, z jednym oczkiem na koncie.
A już w najbliższy weekend mamy imieniny ligi, czyli IV kolejkę IV Ligi dolnośląskiej. Najciekawiej na papierze zapowiada się starcie beniaminków z Jeżowa Sudeckiego oraz Oleśnicy – obie drużyny mają po sześć oczek, w ich meczach pada sporo goli, więc kibice mają podstawy, by oczekiwać dobrego widowiska. W rolach faworytów wystąpią natomiast ekipy z Wielkiej Lipy oraz Kobierzyc: SKT GKS uda się do Szczedrzykowic, które z jednym oczkiem spoczywają tuż nad dnem tabeli, natomiast Sokół na własnym terenie podejmie Trzebnicę, znajdującą się jeden szczebel nad Orkanem. Mistrzowie remisów z poprzedniego sezonu, czyli Strzegom, udadzą się w poszukiwaniu pierwszej wygranej do Żarowa, natomiast premierowego oczka w obecnej edycji rozgrywek Bolesławiec poszuka w starciu z Ząbkowicami Śląskimi, ale ten mecz rozegrany zostanie dopiero 2 września (środa). Nie można oczywiście pominąć lidera – jedyna ekipa z kompletem zwycięstw, czyli Kowary, uda się do Mirska, który do tej pory uzbierał trzy oczka.
żródło - www.dolpilka.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze