Wczoraj 2.11.2013 r w pałacu w Staniszowie odbył się koncert Grzegorza Turnaua poprzedzony konferencją prasową i próbą generalną.
Grzegorz Turnau (ur. 31 lipca 1967 w Krakowie) – polski artysta, aranżer, pianista, kompozytor, wokalista i poeta, wykonawca poezji śpiewanej.
Grzegorz Turnau stworzył swój własny styl muzyczny i kompozycyjny, czasami nawiązujący do muzyki jazzowej, smooth jazzowej, także do dokonań Marka Grechuty i Jana Kantego Pawluśkiewicza.
Podczas większości koncertów, główne miejsce wśród instrumentów zajmuje fortepian, na którym gra sam Turnau.
W latach 1973–1980 uczył się grać na fortepianie w podstawowej szkole muzycznej. Wyjechał na rok do Wielkiej Brytanii, skąd powrócił i ukończył V Liceum Ogólnokształcące im. Augusta Witkowskiego w Krakowie.
Debiutował na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie piosenką "Znów Wędrujemy" (do wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego) będąc jeszcze uczniem III klasy liceum. Zdobył pierwszą nagrodę, a dzięki niej trafił do Piwnicy pod Baranami zaproszony przez Piotra Skrzyneckiego.
W latach młodości często jeździł do swoich dziadków do Inowrocławia. Obecnie nadal przyjeżdża do Inowrocławia, organizując koncerty z udziałem swoim i zaproszonych przez siebie artystów (m.in. Zbigniewa Wodeckiego, Justyny Steczkowskiej, Natalii Kukulskiej, Anny Marii Jopek, Gabrieli Kulki, Czesława Mozila, Zbigniewa Zamachowskiego, Macieja Stuhra, Wojciecha Malajkata, Olgi Bończyk, Doroty Miśkiewicz, Stanisława Soyki, Barbara Gąsiennicy-Giewont). Koncerty organizowane są zawsze w ostatnią sobotę lipca pod inowrocławskimi tężniami solankowymi i noszą nazwę Inowrocławska Noc Solannowa. Miastu temu poświęcone są trzy piosenki na płycie 11:11 z 2005 roku: "Bossa Nova Solannowa" (wykonywana przez Annę Marię Jopek), "In Novo Wladislaw" (słowa do obydwu wspominanych piosenek napisał Michał Rusinek) oraz "Kino Bałtyk" (sł. Grzegorz Turnau).
Do bardziej znanych utworów artysty należą m.in.: "Znów wędrujemy", "Naprawdę nie dzieje się nic", "Cichosza", "Między ciszą a ciszą", "Pamięć", "Bracka", "To tu, to tam", "Tutaj jestem" (sł. Michał Zabłocki), "Wiem" (sł. Andrzej Poniedzielski), "Liryka, liryka" (sł. Konstanty Ildefons Gałczyński), "Kawałek cienia" (sł. Grzegorz Turnau), "Leniwa głowa" (sł. Wiesław Dymny), "O, Kutno!" (sł. Jeremi Przybora), "Bombonierka" (duet z Barbarą Stępniak-Wilk, sł. Barbara Stępniak-Wilk).
Grzegorz Turnau współpracował między innymi z takimi artystami jak: Ewa Małas-Godlewska, Anna Maria Jopek, Dorota Miśkiewicz, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Zbigniew Preisner,Jacek Wójcicki, Beata Rybotycka, Andrzej Sikorowski, Stanisław Soyka, Aleksander Glondys, Justyna Steczkowska, Magda Umer, Ola Maurer czy Wojciech Waglewski. Artysta jest również kompozytorem muzyki teatralnej i filmowej (m.in. do filmu Zakochany Anioł). Ponadto Grzegorz Turnau współpracuje z aktorami: Wojciechem Malajkatem oraz Zbigniewem Zamachowskim.
W swoich piosenkach Turnau wykorzystuje teksty czołowych polskich poetów XX wieku (najczęściej: Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Jana Brzechwy, Bolesława Leśmiana,Zbigniewa Herberta, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego), twórców współcześnie żyjących (głównie Michała Zabłockiego oraz Leszka Aleksandra Moczulskiego, ale również Ewy Lipskiej, Jarosława Kiliana czy też Michała Rusinka). Znaczną część piosenek stanowią utwory pisane do własnych tekstów (m.in.: "Kawałek cienia", "Pamięć", "Kino Bałtyk", "Nawet", "Ultima Thule", "11:11", "Na młodość", "Zanim...", "Było kiedyś między nami", "Pianista i ja", "Fabryka klamek"). Spośród autorów zagranicznych Turnau kilkakrotnie sięgał do wierszy E.E. Cummingsa ("Wiwat słodka Miłość", "Jeśli szukasz prawd", "Gdy kwitnie żonkil" - wszystkie w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka). Ponadto, na jego ostatniej płycie "Fabryka Klamek" z 2010 roku znalazł się utwór "Sonet LX" do tekstu Williama Shakespeare'a.
W dyskografii Grzegorza Turnaua znajdują się dwie płyty poświęcone twórczości innych artystów: Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego z Kabaretu Starszych Panów ("Cafe Sułtan") oraz Marka Grechuty ("Historia Pewnej Podróży"). W pierwszą rocznicę śmierci Grzegorza Ciechowskiego wraz ze swoim zespołem wykonał utwór Ciechowskiego – "Śmierć na pięć".
Wywiad z Grzegorzem Turnauem
Zadebiutował Pan w trzeciej klasie liceum, jak to wpływa na młodego człowieka?
Było to tak dawno, że nie pamiętam, ale myślę, że to może w dużej mierze skrzywić psychikę młodego człowieka i popsuć taką spontaniczną, opartą na pasji twórczość. Człowiek myśli, że jest więcej wart niż jest naprawdę. Ja miałem to szczęście, że debiutowałem też w ramach teatru szkolnego, więc pod jakąś opieką. Potem spotkałem starszych mądrych ludzi i trafiłem do kabaretu „Piwnica pod baranami” gdzie stałem się jednym z członków społeczności nie dostałem tzw. wody sodowej, że oto ja jestem gwiazdą. Stałem się członkiem zespołu i to wydaje mi się uratował w dużej mierze dalsze lata mojej pracy.
Czy będąc w tak młodym wieku można mówić o wyborze repertuaru? Jak i czy można spróbować czegoś innego? Pan zaczął od poezji śpiewanej. Nie myślał Pan o zmianie repertuaru?
Ja właściwie próbowałem cały czas i próbuję. Często używamy określenia „poezja śpiewana” uważając, że każdy tekst, który nie opiera się na najprostszych skojarzeniach z przygodą erotyczną jest już poezją. Poezja to jest rzecz dość mroczna, tajemnicza i wymagająca okropnie wielkiej pracy. Tymczasem pisanie tekstów do piosenek wydaje się lżejszą muzą jest to lżejsze zajęcie. Faktem jest, że korzystając z wierszy poetów z wierszy już drukowanych, które powstały dawno, natomiast przez wiele, wiele lat później korzystałem z twórczości moich rówieśników takich jak Michał Zabłocki, czy współczesnych poetów, którzy specjalnie dla mnie pisali teksty tacy jak Leszek Aleksander Moczulski. Nie wszystko, co jest manifestem anty, lub też najprostszą śpiewanką o miłości nie wszystko to jest od razu poezją to często są po prostu teksty piosenek tyle, że mające jakiś sens, myśl, treść a nie tylko służące wyśpiewywaniu sylab.
Jak nazwać twórczość Pana i Pana kolegów? Jeśli nie poezją śpiewaną?
Najbliższe prawdy jest określenie „piosenka literacka” to znaczy w tym sensie, że w niej literatura jest równie ważna jak muzyka, ale to też nie wyczerpuje tematu, bo ciekawa piosenka zawiera w sobie, jakość formy literatury. Trzeba uzbroić się w brak potrzeby nazywania za wszelką cenę gatunków muzycznych. Słuchajmy muzyki i uznajmy, że są pewne nurty, które zmierzają bardziej w stronę słuchaczy czekających na coś bardziej skomplikowanego i wymagającego uwagi. Istnieją słuchacze, którzy potrzebują tylko tła, rytmu jakiegoś transu czy zabawy.
Jaką trzeba mieć wrażliwość, aby uprawiać ten typ literatury? Pan debiutował mając lat siedemnaście, Mietek Szcześniak debiutował w wieku lat osiemnastu. Oboje macie Panowie podobną wrażliwość, a każdy z Panów poszedł w inną stronę.
Szalenie trudnym zadaniem jest opisywanie własnego procesu jakiś zmian. Najczęściej są to zmiany związane ze zwykłym starzeniem się, bo jak wiemy przez większość życia się starzejemy, ale można ten proces degradacji nieuchronnie zmierzający (dzisiaj dzień zaduszny, więc można o tym mówić z uśmiechem) do śmierci odbywać w sposób świadomy i oparty na rozumie, więc jeżeli ktoś ma jakiś talent czy w każdym razie umiejętność wrodzoną to powinien to rozwijać świadomie. Jeżeli chce śpiewać dobre teksty to musi dużo czytać. Jeśli chce swoją muzykę tak jak ja rozwijać w stronę form większych, trochę może opartych na klasyce no to musi słuchać muzyki klasycznej Musi mieć świadomość środków i bardziej rozwijać swój warsztat, więc wydaje mi się, że nasz przyjaciel rozum tutaj odgrywa największą rolę, oraz drugi nasz przyjaciel przypadek. Przypadkiem również spotykamy ludzi, przypadkiem skręcamy w lewo a nie w prawo, przypadkiem zdążamy na pociąg lub się na niego spóźniamy. Nasz rozum z przypadkiem jak to nasi dwaj najlepsi druhowie w rozwoju kariery.
Co usłyszymy na dzisiejszym koncercie?
Dzisiejszy koncert jest pomyślany, jako koncert zaduszkowy. Na ostatniej płycie nagrałem piosenkę zatytułowaną „Duchy”, która jest o tym, że duchów nie należy się bać, bo najważniejsze jest to, co dla nas zostawiły to są duch poetów, pisarzy. Pomyślałem, że jest to dobry tytuł dla koncertu, w którym będę wspominał również i innych artystów. Zaśpiewam sporo swoich piosenek, ale także wspomnę o zmarłym kilkanaście lat temu Grzegorzu Ciechowskim no i oczywiście nie będę mógł nie wspomnieć o moim największym idolu, którego miałem okazję poznać i trochę współpracować w „Piwnicy po baranami” o Marku Grechucie.
Czego życzyć Panu na przyszłość? Jakie ma Pan plany?
Więcej takich spacerów jak wczoraj czy dzisiaj, przy takiej pogodzie. To jest na pewno jedno z moich marzeń, mało mam na to czasu, a tutaj wokół pałacu i w okolicy można się dobrze zrelaksować, wszystko na spokojnie poukładać sobie w głowie. Bardzo bym chciał, aby przez najbliższe dziesięć, piętnaście lat jeszcze był w takiej formie żeby moje wyjścia na estradę nie były przykre dla widowni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze