Trzech mężczyzn zaatakowało we Wrocławiu młodą parę obywateli Ukrainy. Brutalność tego zajścia należy potępić bezwarunkowo – niezależnie od narodowości ofiar, poglądów politycznych czy oceny relacji między Warszawą a Kijowem. Jednocześnie udawanie, że był to incydent całkowicie oderwany od coraz gorszej atmosfery między Polakami i Ukraińcami, byłoby zwyczajnie naiwne.
Do napaści doszło w niedzielę wieczorem przy ulicy Okulickiego na wrocławskim Zakrzowie. Poszkodowani to 20-letnia kobieta i jej 21-letni partner. Według informacji przekazanych przez policję konflikt rozpoczął się od sprzeczki w kolejce w sklepie. Później trzej mężczyźni mieli zaatakować Ukraińca na ulicy. Uderzona została również kobieta, która próbowała bronić partnera. Oboje trafili do szpitala. Policja poszukuje sprawców i bada narodowościowe podłoże napaści.
Nie ma tu miejsca na relatywizowanie. Nawet najostrzejszy spór polityczny, historyczny czy ekonomiczny nie daje nikomu prawa do bicia przypadkowych ludzi. Odpowiedzialność za napaść ponoszą napastnicy, a nie abstrakcyjne „nastroje społeczne”, politycy czy historia. Sprawcy powinni zostać szybko zatrzymani i surowo rozliczeni.
Nie oznacza to jednak, że wolno zamknąć oczy na szerszy problem. Polsko-ukraińskie napięcie narasta i coraz częściej przestaje ograniczać się do mediów społecznościowych, sejmowych przemówień oraz dyplomatycznych komunikatów. Zaczyna zatruwać codzienne relacje między ludźmi.
Badania CBOS pokazują wyraźną zmianę atmosfery. W lipcu 2026 roku po raz pierwszy w historii pomiarów liczba przeciwników przyjmowania uchodźców z Ukrainy przewyższyła liczbę zwolenników – 52 proc. wobec 42 proc. Jednocześnie 54 proc. badanych uznało, że pomoc udzielana Ukraińcom przez Polskę jest zbyt duża. Już wcześniej CBOS wskazywał, że trzeci rok z rzędu pogarsza się nastawienie Polaków do Ukraińców.
Przyczyn jest wiele: zmęczenie wojną, obawy ekonomiczne, konflikty dotyczące świadczeń, rynku pracy i importu produktów rolnych, a także nagłaśnianie przestępstw popełnianych przez obywateli Ukrainy. Do tego dochodzą działania dezinformacyjne, których oczywistym celem jest skłócanie obu społeczeństw. Nie wszystko jednak da się zbyć wygodnym hasłem o rosyjskiej propagandzie.
Ukraina jako państwo również nie jest bez winy za pogarszający się klimat. Polacy mają prawo oczekiwać elementarnego szacunku dla własnej pamięci historycznej, zgody na poszukiwanie i godny pochówek ofiar zbrodni wołyńskiej oraz rezygnacji z gloryfikowania ludzi i organizacji odpowiedzialnych za mordowanie polskiej ludności cywilnej.
Szczególnie źle została w Polsce odebrana decyzja o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „bohaterów UPA”. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego ocenił, że decyzja ta sprowokowała eskalację sporu, choć władze Ukrainy musiały zdawać sobie sprawę, jak zostanie przyjęta w Polsce. Jednocześnie otwarcie ukraińskich archiwów i wydawanie kolejnych zezwoleń na prace poszukiwawcze oraz ekshumacyjne należy uznać za krok we właściwym kierunku.
Nie można jednak przenosić odpowiedzialności za politykę władz w Kijowie na przypadkową Ukrainkę rozmawiającą z wyraźnym wschodnim akcentem w sklepie. Tak samo jak przestępstwo popełnione przez jednego obywatela Ukrainy nie czyni przestępcami milionów jego rodaków. Odpowiedzialność zbiorowa jest wygodna, ale zawsze prowadzi na manowce – czasem kończące się właśnie kopaniem człowieka leżącego na chodniku.
Także po polskiej stronie nie brakuje ludzi, którzy cynicznie podsycają wrogość, ponieważ konflikt daje im zasięgi, głosy i polityczne paliwo. Znamienne jest, że według lipcowego badania CBOS aż 73 proc. Polaków uważa, iż politycy polscy i ukraińscy dla własnych korzyści podsycają konflikty między oboma krajami. Jednocześnie trzy czwarte badanych twierdzi, że wobec zagrożenia ze strony Rosji oba państwa powinny przede wszystkim współpracować.
Można wspierać Ukrainę w obronie przed rosyjską agresją i jednocześnie krytykować politykę Kijowa. Można domagać się prawdy o Wołyniu, ochrony interesów polskich rolników i uczciwych zasad pomocy, nie nienawidząc przy tym Ukraińców. Solidarność nie jest czekiem bez pokrycia, ale krytyka nie jest również pozwoleniem na przemoc.
Atak we Wrocławiu powinien być ostrzeżeniem. Napięcie polsko-ukraińskie realnie eskaluje. Jeżeli politycy obu państw nadal będą traktowali historię, migrację i społeczne emocje jak poręczne narzędzia do mobilizowania wyborców, kolejne konflikty mogą już nie kończyć się na obraźliwych komentarzach w internecie.
Brutalny atak na parę Ukraińców we Wrocławiu. Czy polsko-ukraińskie napięcia wychodzą już na ulice?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Widzę , że ukr użył paralizatora i się zaczęło więc poczekajmy na koniec dochodzenia bo nie wiemy o co poszło. Swoją drogą młody ma niezłą brykę jak na tak młody wiek. Pewnie wszystko z uczciwej pracy.
Co Ty piszesz za bzdury !! Nikt nie ma prawa nikogo bić !!! Co 3 na 1 !!! Żenada co my Polacy odwalamy
W pierwszej chwili myślałem że to pobór do armii Ukrainy bo takie sceny są ogólnodostępne na necie jak łapacze biją złapanych potencjalnych poborowych ale tego nie wzięli więc to nie na Ukrainie.
Widzę , że ukr użył paralizatora i się zaczęło więc poczekajmy na koniec dochodzenia bo nie wiemy o co poszło. Swoją drogą młody ma niezłą brykę jak na tak młody wiek. Pewnie wszystko z uczciwej pracy.
Co Ty piszesz za bzdury !! Nikt nie ma prawa nikogo bić !!! Co 3 na 1 !!! Żenada co my Polacy odwalamy
W pierwszej chwili myślałem że to pobór do armii Ukrainy bo takie sceny są ogólnodostępne na necie jak łapacze biją złapanych potencjalnych poborowych ale tego nie wzięli więc to nie na Ukrainie.