Dramatyczna pamiątka tragicznej śmierci uciekających do wolności lotników. Odkrywamy kolejną tajemnicę Karkonoszy.
Listopadowej nocy 1946 roku miała miejsce dramatyczna sytuacja, która przez długi czas była ukrywana. Niewygodnym dla władzy było wówczas ujawnienie szczegółów historii, która rozpoczęła się w Jeżowie Sudeckim, a dramatycznie zakończyła się w Borowicach.
Lotnicy - bracia Szymańscy - wraz z trzema kolegami weszli na teren lotniska dla szybowców w Jeżowie Sudeckim. Obezwładnili strażników i wyprowadzili z hangaru dwupłatowy samolot służący do holowania szybowców. Bracia Szymańscy wraz z dwoma kolegami wsiedli do samolotu i odlecieli. Piąty uczestnik pozostał na terenie lotniska i pilnował strażników przez nie więcej niż godzinę po akcji.
Przez kilka dni nikt nie wiedział co stało się z samolotem i dokąd poleciał. Wszystko wyjaśniło się kilka dni później, kiedy to 2-go grudnia 1946 roku szczątki skradzionego samolotu znaleziono w lesie na terenie Borowic. Okazało się, że w nocy samolot runął na ziemię. Początkowo sprawa była traktowana jako bandycki akt kradzieży i ucieczki z miejsca. Dziś wiemy jednak o tym więcej i bez wątpienia możemy stwierdzić, że była to próba ucieczki z kraju rządzonego przez komunistów z nadania sowieckiego. Przy zabitych pasażerach i pilocie samolotu znaleziono dokumenty, z których ustalono kto zginął w katastrofie.
Z ustaleń śledczych wynika, że z niewiadomych przyczyn samolot zaczął spadać na ziemię ścinając korony drzew i finalnie rozbijając się o dwie brzozy.
W miejscu katastrofy regularnie pojawiały się znicze. Bracia Szymańscy byli dobrze znani w regionie, bowiem obaj byli związani z jeleniogórskim lotnictwem. Znicze zapalane były prawdopodobnie przez bliskich i rodzinę. Po pewnym czasie kilkaset metrów od Drogi Sudeckiej, czyli w miejscu katastrofy stanął krzyż z tabliczką, na której widniała informacja o śmierci lotników. Szczątki zmarłych pochowano w towarzystwie elementów rozbitego samolotu. Wiele lat później drwale pracujący w lesie w Borowicach poinformowali, że rodzina braci Szymańskich, która zamieszkiwała tereny pomorza, dokonała ekshumacji zwłok bliskich. Szczątki zostały przeniesione na cmentarz w Jeżowie Sudeckim, lecz w tej sprawie nie zachowały się żadne dokumenty. Do dziś nie wiadomo czy proces był przeprowadzony legalnie, czy w ciszy i tajemnicy.
Chcąc godnie uczcić pamięć po braciach Szymańskich proboszcz Andrzej Szarzyński wraz z wójtem gminy Edwardem Dudkiem i Krzysztofem Grzegorczykiem wyremontowali grób lotników, który znajduje się w Jeżowie Sudeckim.
Jeżeli chcecie przeczytać więcej o historii lotników, którzy zginęli w drodze do wolności, zachęcamy do zapoznania się z poniższą publikacją:
To kolejna publikacja z cyklu Tajemnicze Karkonosze. Przedstawiamy tu tematy, o których często nie słyszeli nawet najstarsi jeleniogórzanie.

Poniżej mapa atrakcji turystycznych w regionie. Kilkaset atrakcji w jednym miejscu. Kliknij w prawy górny róg na mapie aby otworzyć
# Tajemnicze Karkonosze : Ukradli samolot w Jeżowie Sudeckim, rozbili się w Borowicach
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ta informacja nie jest żadną tajemnicą, znam ją od 20 lat wystarczy przeczytać historię Jeleniej Góry.
Tak? To jak się nazywał piąty uczestnik akcji, który pozostał na lotnisku? Nie ma też pewności co do tożsamości dwóch ofiar katastrofy. Czy Władysław Burławski naprawdę nazywał sie Pawłowski? Czy Franciszek Rybczyński to był w rzeczywistości Teodor Grabowski? W tej sprawie pozostało wiele nierozwiązanych wątków.
Wielka szkoda, żal, że miejsce tej katastrofy jest bardzo zaniedbane. Widać, że trafiają tam miejscowi i zaciekawieni turyści, przychodzą żeby zadumać się przez chwilę nad naszą polską dolą, zmówić pacierz za dusze tych odważnych ludzi... więc może warto byłoby oznaczyć dojście do grobu i go uporządkować żeby nie uległo zapomnieniu. Co na to władze gminy, powiatu?
Ta informacja nie jest żadną tajemnicą, znam ją od 20 lat wystarczy przeczytać historię Jeleniej Góry.
Tak? To jak się nazywał piąty uczestnik akcji, który pozostał na lotnisku? Nie ma też pewności co do tożsamości dwóch ofiar katastrofy. Czy Władysław Burławski naprawdę nazywał sie Pawłowski? Czy Franciszek Rybczyński to był w rzeczywistości Teodor Grabowski? W tej sprawie pozostało wiele nierozwiązanych wątków.
Wielka szkoda, żal, że miejsce tej katastrofy jest bardzo zaniedbane. Widać, że trafiają tam miejscowi i zaciekawieni turyści, przychodzą żeby zadumać się przez chwilę nad naszą polską dolą, zmówić pacierz za dusze tych odważnych ludzi... więc może warto byłoby oznaczyć dojście do grobu i go uporządkować żeby nie uległo zapomnieniu. Co na to władze gminy, powiatu?