Robert Weniger został postrzelony przez kłusownika w lasku nieopodal Rozdroża Izerskiego. Poznajcie niebywałą historię tragedii, która miała miejsce w listopadzie 1890 roku.
Tragiczne zdarzenie, które upamiętniają dwa kamienne obeliski, miało miejsce w listopadzie 1890 roku. Dokładnie piątego dnia tego miesiąca 25-letni leśniczy Robert Weniger wyszedł na patrol swojego rewiru. Miał wówczas zamówić drewno na opał dla mieszkańców dzisiejszego Kopańca. Po zakończeniu tej sprawy udał się w kierunku schroniska Ludwigsbaude (więcej o tym miejscu - 24jgora.pl/tajeminicze.karkonosze.ludwigsbaude). Około godziny 11 w odległości kilkuset metrów od schroniska spotkał dwóch lub nawet trzech kłusowników.
Mężczyźni zaskoczeni widokiem Wenigera zaczęli uciekać. W pościg za nimi ruszył 25-letni leśniczy z Górzyńca. Jeden z kłusowników, schowany wówczas za drzewem wystrzelił w kierunku Wenigera raniąc go w brzuch i klatkę piersiową. Ranny leśniczy zdołał się jeszcze podnieść i strzelić w kierunku uciekających kłusowników. Prawdopodobnie udało mu się ranić jednego z nich.
Robert Weniger czołgał się w kierunku drogi. Kule przeszyły jego ciało rozrywając żołądek, płuco i łamiąc żebra. W przydrożnym rowie, całego zakrwawionego, znalazł go strażnik leśny ze Świeradowa-Zdroju. Przeniesiono go do schroniska Ludwigsbaude, do którego wezwano również lekarza. Niestety ten mógł stwierdzić jedynie, że niestety nie ma już ratunku dla 25-letniego Roberta Wenigera.
Historia ma swój dalszy ciąg. Otóż sytuacja wstrząsnęła środowiskiem służb leśnych, ale również i mieszkańców okolic. Do zbrodni doszło nie dalej niż 500 metrów od schroniska, które w tamtym czasie tętniło życiem. Umierający Weniger zdołał jeszcze po krótce opisać sytuację. Zeznał, że kłusowników mogło być dwóch lub trzech, a ten, który oddał śmiertelny strzał był niski, szeroki w ramionach i miał na sobie prostą czapkę. Komisarz z Berlina, który prowadził sprawę zabójstwa Roberta Wenigera wytypował podejrzanego. Był nim Wilhelm Gläser ze Świeradowa. Ten jednak zdołał uciec z kraju, by uniknąć aresztowania. Najpierw pojechał do Czech, a później do Teksasu w Ameryce. Wszystko wskazuje jednak na to, że dręczyły go wyrzuty sumienia. Świadczyć mogą o tym wysyłane pewne kwoty pieniędzy rodzinie zmarłego leśniczego z Górzyńca.
Dziś w miejscu tragedii z 1890 roku stoją dwa kamienne obeliski. Na jednym z nich wyryto inskrypcję, którą tłumaczy się następująco:
Tutaj padł 5. listopada 1890 Łowczy Weniger z Górzyńca jako ofiara lojalności wobec swoich obowiązków, postrzelony przez z kłusowników
To kolejna publikacja w ramach cyklu Tajemnicze Karkonosze. Jeśli interesują Cię takie tematy, odwiedź zakładkę naszej strony - 24jgora.pl/tajemniczekarkonosze. Znajdziesz tam wiele ciekawych historii. Wszystkie artykuły powstają na podstawie wpisów dostępnych na stronie Karkonosze GO.
# Tajemnicze Karkonosze - został postrzelony przez kłusownika w lesie
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Temat o Niemcu a jak myślisz kto do 1945 roku zamieszkiwał te ziemie kto pobudował wsie i miasta,domy które może zamieszkujesz?To jest historia tego regionu jak np.legendy o Karkonoszy.Domagamy się utrzymania grobów,historii Polski na Wschodzie nie zapominajmy więc ludziach którzy tu wcześniej żyli
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Temat o Niemcu a jak myślisz kto do 1945 roku zamieszkiwał te ziemie kto pobudował wsie i miasta,domy które może zamieszkujesz?To jest historia tego regionu jak np.legendy o Karkonoszy.Domagamy się utrzymania grobów,historii Polski na Wschodzie nie zapominajmy więc ludziach którzy tu wcześniej żyli