Szklarska Poręba: Fragment ulicy Kopernika, który od przeszło dwóch miesięcy pozostaje zamknięty, stał się symbolem lokalnego sporu między właścicielami posesji a urzędnikami. Na pozór chodzi tylko o kilka drzew i krótki odcinek drogi, w praktyce – o granice odpowiedzialności, interpretację przepisów i zdrowy rozsądek. - więcej w materiale filmowym.
Wszystko zaczęło się latem, gdy właściciele nieruchomości przystąpili do porządkowania swojego ogrodu. Jak twierdzą, teren był w fatalnym stanie – pod wierzchnią warstwą gleby zalegał gruz, śmieci i resztki budowlane z dawnych lat. – Trzeba było to oczyścić, żeby cokolwiek mogło tam rosnąć – mówią. Prace te jednak doprowadziły do naruszenia systemu korzeniowego kilku drzew, co wzbudziło niepokój kuracjuszy ośrodka KRUS, parkujących auta po drugiej stronie ulicy. Wezwano na miejsce urzędników, policję i straż pożarną.
Miasto zareagowało stanowczo –,fragment ulicy został zamknięty dla ruchu. Burmistrz Szklarskiej Poręby Paweł Popłoński nie ma wątpliwości: – Po raz pierwszy widzę, żeby ktoś dla dobra drzew podkopywał im korzenie. Nie możemy udawać, że nic się nie stało. Jeśli któreś z drzew się przewróci, to odpowiedzialność spadnie na miasto – mówi.
Według opinii dendrologa, powołanego przez miasto jedno z drzew – buk – kwalifikuje się do wycinki, jawor wymaga korekty korony, a świerk powinien zostać zabezpieczony odciągami. Właściciele posesji nie zgadzają się z tak daleko idącymi wnioskami. Ich zdaniem sytuacja nie jest aż tak dramatyczna, a decyzje magistratu są zbyt radykalne. – Nie jesteśmy nieodpowiedzialni. Prace były konieczne, żeby uporządkować teren. Nikt celowo nie uszkadzał drzew – zapewniają.
Miasto, powołując się na bezpieczeństwo publiczne, utrzymuje zamknięcie drogi do czasu wykonania wszystkich zaleceń. Właściciele z kolei uważają, że to nadgorliwość – bo teren jest ich, a drzewa, choć naruszone, wciąż rosną.
Pat trwa. Mieszkańcy okolicznych domów irytują się, bo zamknięcie odcinka utrudnia codzienne życie, a wizualnie przypomina plac budowy. Urzędnicy tłumaczą, że nie mogą ryzykować – jedno przewrócone drzewo wystarczy, by pretensje spadły właśnie na nich. Właściciele czują się ofiarami sytuacji, która zaczęła się od pozornie niewinnych prac na ich posesji. Ich posesja leży przy zamkniętym fragmencie drogi, a zarówno brama wjazdowa, jak i furtka znajdują się po stronie objętej zakazem ruchu. W praktyce oznacza to, że mają kłopot z korzystaniem z własnego wjazdu.
Postępowanie administracyjne trwa. Jeżeli jednak sprawa trafi do sądu – co coraz bardziej wydaje się prawdopodobne – zamknięcie ulicy może potrwać znacznie dłużej. Termin rozstrzygnięcia będzie wtedy zależał od tempa postępowania, którego dziś nie sposób przewidzieć. Dopóki więc nie zapadną ostateczne decyzje, kierowcy i piesi muszą uzbroić się w cierpliwość .
Droga zamknięta od miesięcy. Spór o drzewa, odpowiedzialność i zdrowy rozsądek. (video)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Oj jak pójdzie do sądu to może się okazać że tam jest autostrada albo i lotnisko
Warcholstwem i anarchią kraj stoi.
W podtytule ul. Kopernika, a z artykułu wynika, że Muzealna. XD
Chciałeś błysnąć to trzeba się było brokatem posypać. Nieruchomość jest przy ulicy Muzealnej ale drzewa grożą upadkiem na ulicę Kopernika.
Za każdy dzień zamknięcia pasa drogowego należą się kary jak dla wszystkich, wtedy właściciele działki zrozumieją, że nawet na swoim terenie nie można robić wszystkiego. za tych kilka miesięcy uzbiera się na remont całej ulicy.
A podobno ten obiekt miał się stać "pięknie odrestaurowanym" ????
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Oj jak pójdzie do sądu to może się okazać że tam jest autostrada albo i lotnisko
Warcholstwem i anarchią kraj stoi.