Właściciel posesji położonej przy ulicy Nadbrzeżnej chciał spalić stare deski, a doprowadził do pożaru.
We wtorek (19.10) około godziny 17.05 do dyżurnego straży miejskiej wpłynęło zgłoszenie o spalaniu odpadów na posesji przy ulicy Nadbrzeżnej i śmierdzącym dymie. Zadysponowany patrol nie miał problemów z ustaleniem miejsca. Na ogrodzonej wysokim płotem posesji strażnicy zastali mężczyznę usiłującego zagasić palące się odpady. Wydobywający się dym i ogień sięgał nawet pięciu metrów wysokości. Jak się okazało pod ziemią zakopane były duże ilości odpadów typu stare opony, plastiki samochodowe, otuliny przewodów, lakierowane płyty meblowe i inne, które zajęły się ogniem od palonych na powierzchni desek. Na miejsce wezwano Państwową Straż Pożarną, a ponieważ skala zagrożenia była dość duża na miejsce przybyli inspektorzy Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta w Jeleniej Górze oraz Policja. Akcja gaśnicza trwała ponad dwie godziny i wymagała ściągnięcia koparki do odsłonięcia zakrytych ziemią śmieci.
Za swój czyn 70-cio letni mieszkaniec Jeleniej Góry odpowie z artykułu 183§1, który jest zagrożony karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
SM JG
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo dobrze jeszcze obciążyć kosztami akcij
Najprawdopodobniej podczas zalewania tych odpadów wodą i odcinania im dopływu powietrza wytworzono więcej toksycznego dymu z niecałkowitego spalania, niż gdyby pozwolono tej stercie dopalić się do końca, dobrze wentylując miejsce spalania. Trzeba trochę myśleć. Śmieci zostały i nie zniknęły, a naprodukowano masę dymu i wylano tony wody. Z tego co widzę po tym, że strażak trzyma wytwornicę piany, to zużyto też drogi środek pianotwórczy. Bilans akcji wybitnie korzystny...
Więc koszta duże niech dziad płaci
Pomyśl trochę fachowcu.Strażaków będziesz uczył co i jak mają gasić?
Bardzo dobrze jeszcze obciążyć kosztami akcij
Najprawdopodobniej podczas zalewania tych odpadów wodą i odcinania im dopływu powietrza wytworzono więcej toksycznego dymu z niecałkowitego spalania, niż gdyby pozwolono tej stercie dopalić się do końca, dobrze wentylując miejsce spalania. Trzeba trochę myśleć. Śmieci zostały i nie zniknęły, a naprodukowano masę dymu i wylano tony wody. Z tego co widzę po tym, że strażak trzyma wytwornicę piany, to zużyto też drogi środek pianotwórczy. Bilans akcji wybitnie korzystny...
Więc koszta duże niech dziad płaci