Reklama

O krok od tragedii. Zobacz wideo. Aktualizacja

08/07/2015 10:01

Wyjątkowo niski poziom wody jest od kilku dni dostrzegalny na rzece Bóbr i na jeziorze pilchowickim, jego obniżenie nie jest spowodowane upałami, a awarią elektrowni w Pilchowicach. Obniżenie poziomu wody na jeziorze spowodowało odsłonięcie wypełniających dno namulisk, które tym razem okazały się pułapką.


 





Monika Meinhart-Burzyńska, rzecznik TAURON Ekoenergia S.A.
 - 18 czerwca 2015r. nastąpiła  awaria napędu zasuwy odwodnej turbozespołów nr 6 i 4. W celu dokonania naprawy konieczne było obniżenie poziomu lustra wody na zbiorniku przy EW Pilchowice I. Prace zostały zakończone w środę 01.07.2015r. Od czwartku (02.07.15) systematycznie, w zależności od warunków hydrologicznych, napełniamy zbiornik do momentu przywrócenia  pierwotnego poziomu wody, (ostatniej doby lustro wody jeziora podniosło się o 10 cm).


Pan Jarosław Krempa PZW Grydzkie Jelenia Góra ( grodzkie.pl ), podczas niedzielnego spaceru brzegiem jeziora pilchowickiego fotografował odsłonięte dno zbiornika.

- Przygotowywałem film i zdjęcia do naszej pilchowickiej galerii. W zasadzie miałem już wracać, tego dnia był rekordowy upał, a na zamkniętej skałami przestrzeni nie można było liczyć na najmniejszy powiew wiatru. Jeszcze kilka ujęć kształtu dna, zalegających tam zawad, śmieci, resztek wędkarskiego sprzętu i jak najszybszy powrót do auta, gdzie został zapas wody i przynosząca ulgę klimatyzacja.

W pewnym momencie w czarnym mule kątem oka dostrzegł ruch.
- Gdyby się nie poruszył prawdopodobnie nawet bym na niego nie zwrócił uwagi. Wśród patyków i śmieci, niemal cały pogrążony w mule, był prawie niewidoczny, zlany z tłem, brudny, Strach przed człowiekiem wyzwolił w nim resztki sił, a jednocześnie dał mu szansę na ratunek. Jeleń był na skraju wyczerpania. – wyjaśnia pan Jarosław.

Reklama


 

Pan Jarosław mimo beznadziejnego położenie nie dał za wygraną, nie pozostawił jelenia na pewną śmierć w mule. Natychmiast zareagował i przy wsparciu przyjaciół podjął akcję ratunkową.

- Najpierw myśl o beznadziejnym położeniu w jakim się znaleźliśmy. Bez pomocy nie było żadnych szans, a wytłumaczenie w jaki sposób leśnymi ścieżkami ma ktokolwiek do nas dotrzeć było praktycznie niemożliwe.

Szansę dawała jedynie droga wodna, można było na początek "Patelni" dopłynąć, a dalej dotrzeć pieszo - o pomoc poprosiłem kolegów żeglarzy z SK "Horyzont". Wiedziałem, że dysponują łodziami z silnikami, byle wystarczyło chęci i wolnego czasu. Reakcja była wspaniała, nawet chwili zastanowienia nad celowością niesienia pomocy. Po pół godzinie była lina i trzy osoby, a po chwili kolejne dwie, gotowe ratować niedoszłego topielca.

Doszliśmy po ułożonych na namulisku kłodach. Zwierzę początkowo reagowało nerwowo na obecność ludzi, ale po chwili, prawdopodobnie wskutek zmęczenia uspokoiło się i pozwoliło zarzucić sobie linę na poroże. Sześcioletni byk (według mojej mało fachowej oceny) ważyć może nawet 200 kg ...do tego grząskie podłoże i strome zbocze... – relacjonuje pan Jarosław.

Reklama


 





Dali radę. Jeleń znalazł się na twardym gruncie. Niestety, był na tyle wyczerpany, że nie był w stanie sam stanąć na nogi. Nadal grzązł w bagnie i przy każdej próbie wstania na nogi, przewracał się. Po chwili, zmęczony leżał opadły z sił. Ratownicy dali jeleniowi pić z własnych butelek, później o wsparcie poprosili ochotniczą straż pożarną i myśliwych.

 

 

Dalszą akcję koordynował Łowczy Koła Łowieckiego Hubert z Gryfowa Śląskiego Kol. Wojciech Polański. Wieczorem na miejsce dojechali myśliwi z kół Hubert i wrocławskiej Gwardii i wspólnie z kolegami z Horyzontu przetransportowali zwierzę na samą górę skarpy, nad "Patelnię". Tam jeleń pozostał na noc.

Jak relacjonował Łowczy z Hubert - wybrano bezpieczne miejsce dla jelenia, został napojony, a z samego rana, gdyby nie odzyskał sił, miał się nim zaopiekować wyznaczony myśliwy. Niestety, rano sytuacja nie uległa poprawie. Jeleń był już silniejszy, ale nadal wymagał opieki, zsunął się ze skarpy i znów pojawiła się konieczność transportowania na górę.

Myśliwi nie ustąpili - napoili, zorganizowali fachowy transport, na miejsce przybył lekarz weterynarii. W akcji brała już udział straż pożarna. Ostatecznie pechowiec trafił w okolice Pasiecznika. Został wypuszczony na leśnej polanie (nie jest to zwierzę zagrodowe, więc nie mogło być przetrzymywane w zamknięciu), przebywa pod stałym nadzorem myśliwych i lekarza weterynarii. Mimo obtarć, śladów po linach, nie ma poważniejszych urazów. Skrajnie wyczerpany, ale ma obecnie bardzo duże szanse na przeżycie. - tłumaczy pan Jarosław.

Obecnie byk przebywa w rejonie Pasiecznika, stoi o własnych siłach, pije wodę wiadrami i zaczyna jeść. Jest nadal pod opieką myśliwych i lekarza weterynarii. Stał się bardzo ufny, je niemal z ręki.

Pan Jarosław Krempa z PZW Koło Grodzkie w Jeleniej Górze dziękuje serdecznie osobom zaangażowanym w akcję ratowniczą - Łowczemu z koła łowieckiego Hubert Kol. Wojciechowi Polańskiemu, żeglarzom z Horyzontu - Adamowi, Tomkowi i Czesiowi, myśliwym z Huberta, Gwardii, strażakom, wszystkim kolegom którzy gotowi byli poświęcić swoje niedzielne popołudnie, a potem czas w kolejnych dniach dla ratowania życia zwierzęcia.
 

Reklama

źródło i zdjęcia - www.grodzkie.pl

 
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kim - niezalogowany 2015-07-08 20:28:14

    Jestem pod dużym wrażeniem i taka akcja przywraca wiarę w ludzi.Ale to nie zmieni mojego stosunku do myślwych - mordercow zwierząt

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    anty myśliwa - niezalogowany 2015-07-08 17:11:40

    i co i do tego jednego nie będą strzelać?!?!?!?!?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    nakatomii - niezalogowany 2015-07-08 16:12:00

    BRAVO Panowie!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo 24jgora.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości