Z turystycznej wizytówki Gór Izerskich robi się ekologiczny wstyd. W stacji turystycznej Orle, ponownie ujawniono nielegalny zrzut ścieków do górskiego potoku. Choć sprawa miała być już rozwiązana to odpływy – wcześniej zaślepione – znów są otwarte. Lasy Państwowe i władze Szklarskiej Poręby nie kryją oburzenia, a Wody Polskie zapowiadają surowe konsekwencje.
Nieco ponad dwa tygodnie temu Lasy Państwowe interweniowały w stacji turystycznej Orle. Chodziło o przejęcie obiektu od dotychczasowego najemcy, Stanisława Kornafela, z którym rozwiązano umowę. Teraz do prawnego konfliktu o schronisko dołożono i środowiskowy.
Schronisko Orle, mimo zakończonej umowy najmu, wciąż pozostaje zajmowane przez byłego gospodarza. Dla Lasów Państwowych to sytuacja kuriozalna – obiekt o wyjątkowym znaczeniu dla turystyki izerskiej staje się symbolem bezsilności instytucji wobec najemcy i braku skutecznych narzędzi egzekucyjnych.
Podczas działań ujawniono nielegalny odpływ, którym ścieki trafiały wprost do górskiego potoku. Urzędnicy ze Szklarskiej Poręby przyznają, że problem nie jest nowy. Już wcześniejsze kontrole wykazały cztery nielegalne rury odprowadzające nieczystości, które wówczas zostały zaślepione. Teraz – jak potwierdzają służby – wyloty ponownie zostały odczopowane.
O sprawie pisaliśmy już dwa lata temu. w okresie od stycznia do maja 2023 roku ze schroniska wywieziono zaledwie 8 metrów sześciennych ścieków. To ilość nieproporcjonalna do liczby turystów odwiedzających obiekt – w szczycie sezonu, w weekendy, nawet pięć tysięcy osób dziennie. Różnica między realnym zużyciem a wywozem nieczystości wskazuje, że znaczna część ścieków mogła trafiać bezpośrednio do potoku.
Stanisław Kornafel, niby były ale wciąż obecny gospodarz obiektu, odpiera zarzuty. Winą obarcza właściciela – Lasy Państwowe – twierdząc, że przyczyną problemu jest nieszczelne szambo. Jak zapewnia, zlecił opracowanie koncepcji małej oczyszczalni ścieków dla działki leśnej, jednak jego pomysł nie został wdrożony. Jednocześnie nie potrafi wskazać, kto odpowiada za ponowne odblokowanie rur.
Przedstawiciele Lasów Państwowych nie kryją rozczarowania. Jak mówią, przy obiekcie zalegały śmieci, a z potoku czuć było nieczystości. Do nadleśnictwa docierały też skargi turystów na fatalny stan sanitarny. – Stan tego miejsca nie przystoi obiektowi turystycznemu o takiej renomie – komentują leśnicy.
Kontrola przeprowadzona przez Urząd Miasta Szklarskiej Poręby zakończyła się przekazaniem dokumentacji do Wód Polskich. Dyrektor Zarządu Zlewni w Lwówku Śląskim zapowiedziała nałożenie kary administracyjnej oraz trwałe zaślepienie nielegalnych wylotów. – Takie działania nie będą tolerowane. Wyloty zostaną zablokowane, a kara będzie znacząca – zapowiedziała.
Choć Urząd Miejski w Szklarskiej Porębie był świadomy problemu już od dawna, to medialna ofensywa przeciwko Kornafelowi rozpoczęła się dopiero po rozstrzygnięciu przez Nadleśnictwo Szklarska Poręba nowego przetargu na dzierżawę obiektu. Zbieg w czasie między zmianą najemcy a wzmożonym zainteresowaniem mediów i urzędników nie umknął uwadze obrońców Orla. Oficjalnie podkreśla się, że chodzi wyłącznie o kwestie środowiskowe i sanitarne, ale zwolennicy dotychczasowego gospodarza zauważają, że kontekst tej historii może być bardziej złożony, niż wynika z oficjalnych oświadczeń. Zwracają też uwagę, że obowiązek uregulowania gospodarki ściekowej obiektu powinien spoczywać na właścicielu czyli na Nadleśnictwie a nie na dzierżawcy.
W tle całej sprawy pojawia się również kwestia społecznej percepcji sprawiedliwości. W opinii wielu mieszkańców trudno zaakceptować sytuację, w której za nielegalny zrzut ścieków z niewielkiego schroniska zapowiadane są surowe konsekwencje, podczas gdy niewydolna oczyszczalnia Karkonoskiego Systemu Wodociągów i Kanalizacji od lat odprowadza do Kamiennej niedoczyszczone ścieki bez realnych sankcji. Ludzie widzą tu nie tyle różnicę w skali, co w podejściu organów kontrolnych – surowość wobec prywatnych podmiotów i pobłażliwość wobec spółki międzygminnej spółki. Takie zderzenie przepisów z praktyką utrwala przekonanie, że w lokalnym systemie ochrony środowiska równość wobec prawa pozostaje bardziej deklaracją niż rzeczywistością. Bo jeśli mała prywatna działalność dostaje po głowie za nielegalny zrzut ścieków do potoku, a spółka komunalna, w dodatku kontrolowana przez samorządy, bezkarnie wylewa hektolitry niedoczyszczonych ścieków do Kamiennej – to trudno się dziwić, że opinia publiczna widzi tu hipokryzję.
W obu przypadkach chodzi o to samo – zanieczyszczanie wód. Tyle że oczyszczalnia działa w ramach określonych pozwoleń wodnoprawnych, podlega monitoringowi, a każde przekroczenie norm może być formalnie weryfikowane. Tymczasem w Orlu mieliśmy dzikie, nielegalne odprowadzenie ścieków wprost do potoku górskiego, bez żadnej kontroli, co w prawie wodnym stanowi delikt o charakterze środowiskowym.
Krótko mówiąc – fakt, że gdzie indziej istnieją większe problemy, nie znosi odpowiedzialności za te mniejsze. Jeśli w jednym miejscu ktoś zanieczyszcza rzekę, a w drugim potok, to nie znaczy, że ten drugi ma immunitet, bo „inni robią gorzej”. Taka logika prowadziłaby do całkowitej anarchii ekologicznej.
Dziś jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że nie nowa przecież kwestia ścieków na Orlu stała się przede wszystkim wygodnym pretekstem do osłabienia pozycji dotychczasowego dzierżawcy. Ekologiczny argument, choć ze wszech miar zasadny, został wykorzystany w rozgrywce o kontrolę nad jednym z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w Górach Izerskich. W efekcie zamiast spokojnego rozwiązania sporu i naprawy szkód, obserwujemy medialną ofensywę i stan w którym troska o przyrodę coraz bardziej ustępuje miejsce interesom.
Nielegalny zrzut ścieków w izerskim Orlu. Wojna o kultowy obiekt nabiera rozpędu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
A jak to jest, że miasto Szklarska Poręba zrzuca ścieki do rzeki Kamiennej obdarzając podróżujących wzdłuż do wdychania życiodajnych aromatów?
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Teraz do woda po kisielu . Ile lat jest otwarte? I do tej pory sknyrus nie wybudował przynajmniej najprostrzej oczyszczalni ? Przecież są już nowe rozwiązania . ,30 lat otwarci na zachod .Może i dobrze że koniec pewnej epoki .
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Wjeżdżając na drogę do Szklarskiej czuć smród Kamiennej to prawda Ale w Michałowicach robi się podobnie na ulicy śnieżnej też czuć ścieki nie wspomnę o strumykach , w których kiedyś można było moczyć nogi teraz to masakra też smród i kolor wody mówi sam za siebie. Może radny tym się zajmie skoro nic nie robi to może to ogarnie.
Mamy tutaj przykład, że urzędnik może kraść i oszukiwać do woli i nie brać żadnej za to odpowiedzialności. Karpacz, Szklarska Poręba, Podgórzyn, Świeradów Zdrój itd. nielegalnie spuszczają ścieki prosto do rzeki i nikt nic im za to nie robi. Patologia a nie sprawiedliwość istnieje w Polsce.
W pierwszej kolejności powinno się ODCZOPOWAĆ zarządy LP i WP. To złośliwy rak na naszym majątku narodowym.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
A jak to jest, że miasto Szklarska Poręba zrzuca ścieki do rzeki Kamiennej obdarzając podróżujących wzdłuż do wdychania życiodajnych aromatów?
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.