Jesienne porządki w ogrodach i na działkach to czas wytężonej pracy, ale też – niestety – czasem pokaz lekkomyślności. We Wleniu, jeden z działkowiczów postanowił rozpalić ognisko, dolewając do niego łatwopalnej substancji. Efekt był łatwy do przewidzenia: gwałtowny wybuch płomieni i poparzeni
Policja nie ma wątpliwości – to zachowanie skrajnie nieodpowiedzialne. Takie „przyspieszanie” rozpalania ognia to nie metoda, tylko igranie z losem. Każdy, kto choć raz widział skutki podobnych eksperymentów, wie, że kończą się one najczęściej tragicznie. Tym razem poszkodowany miał więcej szczęścia niż rozumu – obrażenia nie były poważne i nie wymagał hospitalizacji.
Problem jednak pozostaje. Co roku służby ratunkowe odnotowują wypadki, w których wspólnym mianownikiem jest głupota i brak wyobraźni. Wystarczy chwila, by ogień wymknął się spod kontroli, a działkowe porządki przerodziły się w dramat. W dodatku przepisy jasno wskazują, że spalanie odpadów na działkach jest zabronione, a mimo to wciąż można spotkać osoby traktujące ogień jak uniwersalne narzędzie do pozbywania się wszystkiego, co zalega w ogrodzie.
Historia z Wlenia powinna być ostrzeżeniem. Ogień nie wybacza błędów, a głupota w jego sąsiedztwie bywa śmiertelna. Dolewanie łatwopalnych cieczy do ogniska nie jest „pomysłem na skróty”, tylko igraniem z własnym zdrowiem i życiem. Każdy, kto sięga po takie „rozwiązania”, bierze na siebie odpowiedzialność za skutki – nie tylko dla siebie, ale i dla otoczenia.
Głupota przy ognisku mogła skończyć się tragedią
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.