Aut elektrycznych jeździ po polskich drogach coraz więcej jednak infrastruktura potrzebna do ich ładowania rozwija się w bardzo wolnym tempie. Wciąż nie jesteśmy gotowi na elektromobilna rewolucję.
Według dyrektywy Unii Europejskiej od 2035 r. wszystkie nowe samochody, które pojawią się na rynku, nie będą mogły emitować dwutlenku węgla. Decyzja o zakazie sprzedaży na unijnym rynku aut innych niż elektryczne, spotyka się w Polsce z falą krytyki większą, niż innych europejskich rynkach.

W Polsce na koniec września 2023 zarejestrowano ponad 50 tysięcy aut o napędzie wyłącznie elektrycznym. W porównaniu do 19,5 mln aut spalinowych to póki co ułamek procenta udziału w rynku motoryzacyjnym, ale liczba aut elektrycznych zaczęła ostatnio szybko rosnąć. Niestety nie idzie to w parze z rozwojem stacji ładowania. Na terenie naszego kraju znajduje się okolo 3 tysiące stacji ładowania, na których jest łącznie 6,1 tysiąca ładowarek. A to daje nam 1 stację na średnio 8 samochodów z napędem elektrycznym, co nie jest optymistyczną statystyką. Co gorsza, o czym też trzeba wspomnieć, tylko 1008 stacje to stacje szybkiego ładowania DC; a 2 tysiące to stacje AC o maksymalnej mocy 22 kW.

Tymczasem znaczna część stacji paliw w Polsce nie oferuje opcji ładowania pojazdów elektrycznych. Ogólnodostępnych ładowarek przybywa głównie na parkingach i przy sklepach. Na 1921 stacji paliw Orlenu tylko 150 oferuje ładowanie. Shell ma łącznie 10 stacji ładowania na 457 stacji paliw. Lotos 13 stacji ładowania na 410 stacji (w tym MOL). Circle K na 400 stacji benzynowych ładowarki znajdziemy na raptem DWÓCH. Równie słabo wypada Moya.

Wciąż obowiązujące jest przekonanie, że nie ma wystarczającego popytu na samochody elektryczne, dlatego budowanie stacji szybkiego ładowania nie zawsze okazuje się ekonomicznie opłacalne.
Jeżeli jednak motoryzacja zeroemisyjna będzie się szybko rozwijać, to sieć ładowania będzie musiała za tym nadążać. Wszędzie tam, gdzie mamy dobrej jakości sieci, tam energia może przepływać z dużą mocą, wobec tego nie ma problemów z możliwością podłączenia. Natomiast wszędzie tam, gdzie sieć jest jeszcze stara, niedoinwestowana, wymaga modyfikacji, będziemy mieli zawsze problem z zapewnieniem w krótkim czasie możliwości szybkiego ładowania aut elektrycznych.

Dlatego dziś ciągle jeszcze sobie trudno wyobrazić, że proces wymiany aut spalinowych na elektryczne uda się przeprowadzić w terminach założonych unijnymi dyrektywami. Nie jesteśmy na to gotowi ani infrastrukturalnie ani ekonomicznie ani mentalnie. Tegoroczny raport gotowości do przejścia elektromobilność EV Readiness Index 2023 również nie pozostawia nam złudzeń. Spośród 22 krajów objętych raportem, Polska na jest na ostatnim miejscu. W porównaniu do roku ubiegłego większość państw europejskich zaczyna nas zostawiać w tyle. Na 22 zbadane kraje, gorszą niż polska Infrastrukturę mają zdaniem twórców raportu tylko Grecja i Rumunia. Tyle że zarówno w Grecji, jak i w Rumunii koszty użytkowania aut elektrycznych są niższe niż u nas, kraje te mają też lepiej rozwinięty rynek aut elektrycznych. Tymczasem za dostępność infrastruktury do ładowania aut elektrycznych twórcy raportu przyznali Polsce zero punktów. Niewątpliwie dostęp do infrastruktury ładowania to kluczowy argument przy zakupie samochodów elektrycznych.

Już jednak patrząc na przeciętne polskie osiedle mieszkaniowe, choćby takie jak jeleniogórskie Zabobrze trudno sobie wyobrazić sytuację, w której wszystkie auta miałyby być zastąpione elektrykami. Polskie prawo już teraz co prawda przewiduje, że na nowo budowanych osiedlach deweloperzy na etapie projektowania muszą zagwarantować pakiet przyłączeniowy energii elektrycznej, zapewniający możliwość ładowania z mocą 3,7 kW dla połowy miejsc parkingowych. Ale przecież auta elektryczne kupują i będą kupować jednak także lokatorzy starszych budynków - i też będą chcieli mieć możliwość podłączenia ich do gniazdka. Tymczasem w starszych budynkach przydzielona przez operatorów moc nie pozwoli na ładowanie aut elektrycznych na połowie miejsc postojowych. Okazuje się, że gdyby samochody elektryczne miały bardziej się upowszechnić, to w największych wspólnotach, liczących 500-700 mieszkań, moc przyłączeniowa prądu wystarczy na kilka czy kilkanaście ładowarek.

Unia Europejska proceduje zmiany w Dyrektywie o Efektywności Energetycznej Budynków (Energy Performance of Buildings Directive, EPBD). Nowe regulacje skupiają się na rozbudowie infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych zarówno w nowych, jak i starszych budynkach, a także promują inwestycje w panele fotowoltaiczne. Te działania w praktyce mają ułatwić korzystanie z aut elektrycznych, ale droga do tego jest jeszcze daleka.

Rozwiązaniem dość już powszechnym w największych miejskich aglomeracjach zachodniej Europy są stacje ładowania zintegrowane z ulicznym oświetleniem. Ładowanie prosto z lampy ulicznej zapewnia bardzo wygodny, tani, odnawialny i przyjazny energetycznie sposób ładowania pojazdów elektrycznych. W naszym kraju wciąż jednak jest to widok nietypowy.

Elektrykiem pod prąd - Nie jesteśmy gotowi na elektromobilną rewolucję
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Biorąc pod uwagę minimum 100% wzrost cen prądu za nowej Koalicji i ogólnie galopująca inflację i stopy% wyższe niż te w Covidzie to nikt nawet nie pomyśli nad zakupem elektryka bo go go zwyczajnie nie będzie ma niego stać. Dzięki Ryży, sami spowolnicie walkę o czystą planetę i przyszłość naszych dzieci/wnuków.
Intensywne opady deszczu sprawiły, że do wodoodpornej (!) obudowy baterii trakcyjnej Tesli model Y przedostała się wilgoć. Serwis amerykańskiej marki uznał, że "czasem tak się dzieje" i odmówił naprawy gwarancyjnej. Właścicielom zaproponowano jedynie zniżkę na wymianę baterii. W sumie zapłacić muszą (w przeliczeniu) ponad 88 tys. zł.
Bardzo dobrze, lepiej by było bez zniżki ludzie by szybciej na oczy przejrzeli.
Fake
W Polsce prad pochodzi z wegla czyli te samochody tak czesto reklamowane na pisowskiej tubie 24jgora jezdza na wegiel
Auta spalinowe też jeżdżą na węgiel, bo benzyna nie bierze się z powietrza i jakoś rafinerie i platformy wydobywcze muszą być zasilane. Wydaje mi się, że trochę za bardzo dosadnie bierzemy zero emisyjność. Tu chodzi głównie i to, że w trakcie jazdy nie generujesz CO2, a nie że cały proces od produkcji po zasilenie auta jest zeroemisyjny. Wodór również pewnie będzie produkowany prądem z węgla. Nie zmienia to faktu, że zakaz sprzedaży spalinówek jest dobry, bo psuje rynek. Tak samo auto elektryczne nie jest dla każdego, choć wielu nie wie i nie wierzy, że może to być wygodny środek transportu.
Jak zredukują populację to wystarczy dla nich :(
Biorąc pod uwagę minimum 100% wzrost cen prądu za nowej Koalicji i ogólnie galopująca inflację i stopy% wyższe niż te w Covidzie to nikt nawet nie pomyśli nad zakupem elektryka bo go go zwyczajnie nie będzie ma niego stać. Dzięki Ryży, sami spowolnicie walkę o czystą planetę i przyszłość naszych dzieci/wnuków.
Intensywne opady deszczu sprawiły, że do wodoodpornej (!) obudowy baterii trakcyjnej Tesli model Y przedostała się wilgoć. Serwis amerykańskiej marki uznał, że "czasem tak się dzieje" i odmówił naprawy gwarancyjnej. Właścicielom zaproponowano jedynie zniżkę na wymianę baterii. W sumie zapłacić muszą (w przeliczeniu) ponad 88 tys. zł.
Bardzo dobrze, lepiej by było bez zniżki ludzie by szybciej na oczy przejrzeli.