W sobotni wieczór strażacy ze Szklarskiej Poręby i Jeleniej Góry zostali powiadomieni o możliwym pożarze w szczytowych partiach Karkonoszy. Zgłaszający zauważył unoszący się dym w rejonie Trzech Świnek i obawiał się, że w górach może palić się np. kosodrzewina.
Do działań skierowano zastęp OSP Szklarska Poręba, a początkowo także strażaków z Jeleniej Góry. Sytuacja wyglądała poważnie, ponieważ pożary terenów otwartych w górach, szczególnie przy silniejszym wietrze, mogą rozprzestrzeniać się bardzo szybko i stanowić duże zagrożenie dla przyrody oraz turystów.
Po dotarciu w rejon wskazany w zgłoszeniu okazało się jednak, że alarm był fałszywy. Dym, który zaniepokoił obserwatora, wydobywał się z komina jednego z czeskich schronisk położonych po drugiej stronie granicy. Z perspektywy doliny wyglądało to jak pożar na górskim stoku.
Choć tym razem interwencja zakończyła się uśmiechem i ulgą, strażacy podkreślają, że zgłaszający postąpił właściwie. Lepiej sprawdzić podejrzaną sytuację, niż zignorować pierwsze oznaki rzeczywistego zagrożenia. W przypadku pożaru w terenie otwartym każda minuta ma znaczenie, a szybka reakcja świadków często pozwala ograniczyć skutki zdarzenia.
Tym razem zamiast płonącego lasu był komin schroniska i unoszący się z niego dym. Strażacy mogli więc wrócić do remiz bez działań gaśniczych, a cała sytuacja zakończyła się jedynie jako nietypowa, ale pouczająca górska interwencja.
Dym wysoko w Karkonoszach postawił strażaków na nogi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W Czechach działa normalność u nas głupota, pod względem ekologi. Jeszcze trochę to w Polsce każą płacić za oddychanie, by mogli nas dalej okradać.
W Czechach działa normalność u nas głupota, pod względem ekologi. Jeszcze trochę to w Polsce każą płacić za oddychanie, by mogli nas dalej okradać.