To miała być fantastyczna wycieczka, jednak przedszkolanki miały zapomnieć o jednym dziecku. Według relacji mamy dziewczynki zostawiły je zamknięte w przedszkolu. 5-letnia dziewczynka ma autyzm i kilka godzin spędzonych w zamkniętym budynku musiało być dla niej koszmarem.
Na naszej grupie Jelenia Góra Podaj Dalej pojawił się dramatyczny wpis. Napisano o zdarzeniu, które miało mieć miejsce w jednym z niepublicznych przedszkoli na terenie Jeleniej Góry.
Z relacji opisanej przez autora postu wynika, że 5-letnie dziecko miało jechać na wycieczkę razem z innymi przedszkolakami. Mieli udać się na spływ pontonami rzeką Bóbr. Opiekunem miał być ratownik medyczny, co dodatkowo miało uspokoić mamę 5-letniej dziewczynki. W poście na grupie czytamy, że mama przyjechała do przedszkola, by odebrać swoje dziecko. Dojechała do placówki około godziny 17. Jedna z Pań opiekunek miała zaprosić mamę do sali, by wspólnie poczekały na kierowniczkę, która rzekomo chciała przekazać „coś” mamie 5-letniego dziecka. Oczekiwanie na kierowniczkę trwało około 20 minut. Dla mamy, która nie wie co dzieje się z jej dzieckiem to z pewnością cała wieczność. Opiekunka, która była obecna w sali razem z mamą dziecka wciąż miała powtarzać „zaraz przyjdzie kierowniczka i wszystko wyjaśni” w celu uspokojenia kobiety.
Po około 20 minutach oczekiwania do sali miała wejść córka kobiety wraz z kierowniczką. Mama dziewczynki pytała jej jak było na wycieczce. Odpowiedź 5-letniej dziewczynki zamurowała jej mamę.
Miała ona powiedzieć, że na wycieczkę nie pojechała i przez cały czas była zamknięta w przedszkolu. Była głodna. Płakała.
Na tamtą chwilę Pani kierownik tłumaczyła, że dziecko musiało się schować i że po prostu ją przeoczyli i zorientowali się po pół godzinie, nie wrócili po nią, gdyż pan kierowca busa był niechętny wracać, bo coś tam… Ale miały od razu wykonać telefon do żłobka, które mieści się w tym samym budynku, co przedszkole i poprosić jedną ze żłobkowych opiekunek żeby zabrać moją córkę na ten czas do żłobka. - czytamy na grupie o rzekomym tłumaczeniu Pani kierowniczki.
Reklama
Cała sytuacja przedstawiałaby się w zdecydowanie lepszym świetle, gdyby ta wersja wydarzeń była prawdziwa. Autor postu napisał, że ma jednak podstawy, by sądzić, że wcale tak nie było.
Taka wersja była pierwszą wersją i okazuje się, że prawdopodobnie nieprawdziwą. Bo zgłosił się do nas świadek zdarzenia, który był pod przedszkolem wcześniej, koło godziny 16:00 i widział, jak Pani ze żłobka podchodzi pod drzwi przedszkola, otwiera je i wychodzi z nich moja córka Nina. Z tego wynika, że moje dziecko spędziło 6 godzin zamknięte, bez żadnej opieki, jedzenia i picia… Dodam tylko, że moje dziecko jest autystką z orzeczeniem o niepełnosprawności!!! A Pani kierowniczka była jej nauczycielem wspomagającym, mającym na celu opiekowanie się nią w każdej sekundzie spędzonej w przedszkolu oraz poza nim… - czytamy w poście na grupie.
Reklama
Sytuacja wydaje się być skandaliczna. Zweryfikowaliśmy czy rzeczywiście miała ona miejsce. Policja potwierdza, że wie o sprawie. Obecnie weryfikują wszystkie informacje, by nadać bieg czynnościom. Z informacji uzyskanych od policji wiemy też, że Panie odpowiedzialne za dzieci w przedszkolu przyznały się, że opisana sytuacja rzeczywiście miała miejsce.
Niestety, pomimo wielu prób, nie udało nam się dziś dodzwonić do placówki na numer telefonu podany na ich stronie internetowej. Więcej informacji wkrótce.
# Skandal w przedszkolu. Zapomnieli o niepełnosprawnym dziecku i pojechali na wycieczkę