Wiele mówi się o tym, że drogi są zarówno dla rowerzystów, jak i dla kierowców samochodów. Rzeczywistość jest taka, że jedni drugich często wyzywają. Kto komu bardziej przeszkadza?
Poruszanie się samochodem po ulicach wymaga posiadania prawa jazdy. Z kolei jeździć rowerem może każdy. Ekologicznym jest dojeżdżanie do pracy jednośladem. To jednak wpływa na fakt, że rowerzystów z dnia na dzień na drogach jest coraz więcej, a co za tym idzie - ryzyko wypadku z udziałem rowerzysty jest większe.
Jazda rowerem po pasie ruchu jest możliwa w sytuacji, gdy obok nie ma drogi rowerowej. Jeżeli jednak ścieżka przeznaczona dla ruchu rowerowego znajduje się przy jezdni, rowerzysta obowiązany jest do korzystania z niej, a nie z drogi, którą poruszają się samochody.
Wiele mówi się o tym, że droga jest zarówno dla kierowców, jak i rowerzystów. Między użytkownikami ruchu powinna panować swobodna atmosfera, przy zachowaniu pełnego szacunku z obu stron. Niestety w rzeczywistości sytuacja wygląda zupełnie inaczej, bowiem często użytkownicy ruchu wściekają się na siebie nawzajem w różnych okolicznościach. Jak więc jest naprawdę? Kto komu bardziej przeszkadza i kto ma rację?
Użytkownicy samochodów najczęściej narzekają na rowerzystów, którzy poruszają się pasem ruchu oddaleni od jej skrajni. Jazda środkiem drogi uniemożliwia bezpieczne wyprzedzenie rowerzysty. Często kierowcy skarżą się na cyklistów, którzy parami jadą obok siebie. To nie jest zabronione, lecz - jak twierdzą kierowcy - jest bardzo irytujące. Kolejnym zachowaniem rowerzystów, które może wpływać na poirytowanie kierowców jest przejeżdżanie w korku pomiędzy samochodami, by jako pierwszym startować spod świateł. Rowerzyści potrafią ominąć sznur samochodów, by później jechać powoli środkiem drogi spowalniając ruch.
Rowerzyści z kolei zarzucają kierowcom tendencję do nieuważania na użytkowników dwóch kółek. Zgodnie z literą prawa osoba kierująca samochodem wyprzedzając rowerzystę musi zachować szczególną ostrożność i odległość 1,5 metra od wyprzedzanego pojazdu. Jak twierdzą rowerzyści, niekiedy zdarza się, że wyprzedzanie odbywa się „na centymetry”.
W ruchu drogowym bardzo ważny jest wzajemny szacunek. Tylko i wyłącznie zachowanie ostrożności względem siebie nawzajem pozwoli kierowcom i rowerzystom bezpiecznie korzystać z dróg.
# Rowerzysta kierowcy czy kierowca rowerzyście. Kto komu bardziej przeszkadza na drodze?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie został opisany przypadek kiedy rowerzysta porusza się po jezdni mimo że obok ma ścieżkę rowerową. Co w takim przypadku? Wzywać policję?
Jeżeli w powyższej wypowiedzi chodzi o chodnik wzdłuż osiedla Łomnickiego to nie nazwałbym tego ścieżką rowerową.
Rowerzysta ma obowiązek jazdy drogą dla rowerów lub pasem ruchu dla rowerów. Te masz na Wojska Polskiego i w dwóch, może trzech innych miejscach w Jeleniej. W pozostałych miejscach masz drogi dla rowerów i pieszych (ważny tu jest spójnik "i", bo to nie są drogi wyłącznie dla rowerów) lub zwykłe chodniki. Po zwykłym chodniku jest zakaz jazdy rowerem i jest to wymienione w taryfikatorze mandatów. Z kolei droga dla rowerów i pieszych nie jest drogą dla rowerów, jeśli nie ma wydzielonej części tylko dla rowerów. Tam pierwszeństwo mają piesi i jest to w zasadzie zwykły chodnik z tą różnicą, że rowerzysta może takim chodnikiem jechać i nie dostanie za to mandatu. Coś takiego jak ścieżka rowerowa w ogóle nie istnieje, więc zastanawiam się dlaczego większość uparcie używa tego pojęcia. To wszystko jest zawarte w dosłownie paru zdaniach w ustawie i wystarczy się tego nauczyć. Większość woli jednak udawać fachowca, nigdy wcześniej nie widząc nawet ustawy na oczy. Dotyczy to też niektórych policjantów. Niestety...
Tak, wzywać policję!
konkretny przypadek ze zdjęcia to reguluje. Tutaj rowerzysta ŹLE się porusza, ponieważ 100metrów niżej zaczyna się chodnik ze ścieżką rowerową. Jest to fragment ul. Wróblewskiego.
... czy na rowerze., czy w samochodzie.., jesteśmy ludźmi... Wzajemny szacunek wiele w życiu ułatwia...
Na ulicy Wrocławskiej jest wyznaczona na części chodnika droga dla rowerów, i co z tego. Bardzo często spotykam dwóch rowerzystów tych samych, którzy jadą obok siebie w spacerowym tempie środkiem pasa jezdni. Na zwróconą uwagę reagują agresywnie. No i jak tu można ich polubić skoro robią to ewidentnie złośliwie, a może z głupoty.
Pewny jesteś, że jest wydzielona droga dla rowerów? Dawno tam nie byłem, ale z tego co pamiętam, to tam jest chodnik z dopuszczeniem ruchu rowerowego po nim, czyli droga dla rowerów i pieszych. Twoim zdaniem rowerzysta ma obowiązek jazdy taką drogą dla rowerów i pieszych? Bo ja uważam, że nie. Czytałem prawo kilka razy i jest tam wyraźnie napisane o obowiązku jazdy drogą dla rowerów lub pasem ruchu dla rowerów. Gdy spojrzymy w definicję drogi dla rowerów, to jest tam podane, że musi być ona oddzielona od innych części drogi, czyli np. od chodnika konstrukcyjnie lub za pomocą urządzeń bezpieczeństwa ruchu. Czy w Maciejowej jest oddzielona? Jeśli nie jest, to kto tu popisuje się złośliwością lub niewiedzą i czepia się niewinnych rowerzystów?
Niech sobie jadą po jezdni ale niech nie blokują i nie utrudniają jazdy innym. Można jechać jeden za drugim. A takk wychodzą na złośliwców blokujacych ruch samochodów .Znaleźli się szeryfowie.
Czy ty przeczytałeś że zrozumieniem? Jadą obok siebie środkiem pasa, w spacerowym tempie. Kogo ty chcesz pouczać?. To jrst kultura rowerzystów czy jakiś samozwańczych szeryfów. Jadą bo im prawo nie zabrania, ale rozumem to chyba nie zabardzo się posługują.
Na ul. Wojska Polskiego jest droga rowerowa,ale rowerzyści jeżdżą chodnikiem i są zagrożeniem dla pieszych...nie używają dzwonka a o mózgu nie wspomnę! A jak zwrócisz uwagę, to lecą epitety od pseudo kolarzy!może powinni mieć tak prawo jazdy i płacić OC,bo są zagrożeniem!!!
Nie nazywaj pseudo kolarzami babć z torbami na kierownicy, jakichś dzieciaków na bmxach albo nowoczesnych paniuś, co to chodnikiem popylają na super modnym bicyklu z białymi oponami i różowym koszykiem. Takich ludzi trzeba edukować, edukować i jeszcze raz edukować. Oni nie mają zielonego pojęcia o przepisach i to właśnie tacy najczęściej jeżdżą chodnikiem. Kobiety stanowią jakieś 80% tej grupy. Są znacznie bardziej uciążliwi od facetów ubranych w ciuchy sportowe i jeżdżących dużo. Ci raczej wiedzą jak się jeździ i jeśli nie są złośliwi lub nie udają cwaniaków, to przeważnie przestrzegają przepisów. To o nich można mówić, że są pseudo kolarzami, bo tak wyglądają, chociaż rzadko należą do klubów kolarskich. Chodnik jest dla pieszych, chyba, że mamy pod opieką dziecko poniżej 10 lat lub są jakieś ekstremalne warunki atmosferyczne. Wtedy można chodnikiem.
Ścieżki pieszo rowerowe -NIE nadają się do jazdy rowerem , a szosowym w szczególności . Przepisy zmuszają do korzystania z takich wynalazków ale dlaczego po expressowe nie mogą jęcząc ciągniki lub auta terenowe powinny jechać tylko poboczem i po błocie CHore przepisy i dyletanci na stołkach projektujący i zatwierdzający takie protezy jak ścieżki pieszo rowerowe . Jeśli idzie o ścieżkę na Wojska Polskiego to jest tam kilka niebezpiecznych punktów kierowcy nie rozumieją ze rower może jechać 50kmh .W większości przypadków bezpieczniej jest jechać jezdnia NIE ścieżką pieszo rowerowa nawet pod groźbą mandatu .
Ścieżki pieszo rowerowe -NIE nadają się do jazdy rowerem , a szosowym w szczególności . Przepisy zmuszają do korzystania z takich wynalazków ale dlaczego po expressowe nie mogą jęcząc ciągniki lub auta terenowe powinny jechać tylko poboczem i po błocie CHore przepisy i dyletanci na stołkach projektujący i zatwierdzający takie protezy jak ścieżki pieszo rowerowe . Jeśli idzie o ścieżkę na Wojska Polskiego to jest tam kilka niebezpiecznych punktów kierowcy nie rozumieją ze rower może jechać 50kmh .W większości przypadków bezpieczniej jest jechać jezdnia NIE ścieżką pieszo rowerowa nawet pod groźbą mandatu .
Teraz to już Cię poniosło. Oczywiście, że rower może jechać 50 km/h, ale to jeszcze nie jest powód żeby tak pędzić przez środek miasta, gdzie co krok jest skrzyżowanie czy przejście dla pieszych. W aucie wystarczy wcisnąć gaz i to jest moment, na rowerze trzeba się trochę przyłożyć, żeby tak się rozpędzić i nie ma powodu tak zasuwać po Wojska Polskiego. Sam trochę jeżdżę na MTB, ale przejazd przez miasto traktuję jako ostateczność.
50km/h na rowerze to nie jest żaden problem, jak ktoś trochę więcej jeździ. Oczywiście nie na jakimś ciężkim klamocie. Co więcej - przyspieszenie od zera spod świateł jest zawsze lepsze na pierwszych metrach, niż w aucie. Startuję i zjeżdżam ze skrzyżowania zawsze pierwszy. Dopiero za skrzyżowaniem samochody rozpędzają się do takiej prędkości, że możemy jechać równo. Większość kierowców jednak nie potrafi jechać 40 km/h po mieście (taka prędkość jest na większości ulic w ścisłym centrum) i muszą wyprzedzać, bo to przecież wstyd, żeby rower im dorównywał. Łamią przy tym przepisy i przekraczają prędkość. Nie rozumiem komentarza, że jazda rowerem 40, czy 50 km/h to jest jakaś zawrotna i karkołomna prędkość. Skoro takie jest ograniczenie na drodze i tyle bez problemu szosowy rower wyciąga, to dlaczego mam jeździć wolniej? Zgoda, że jazda po tych śmieszkach rowerowych przerobionych z chodnika jest niebezpieczna przy takiej prędkości. Ale to jest właśnie powód, by budować drogi dla rowerów, a nie chodniki z dopuszczeniem ruchu rowerowego. Droga dla rowerów powinna być oddzielona od pieszych. Jak mam jechać 10 km/h, zwalniać do 5 km/h, bo pieszy się wlecze i walczyć o utrzymanie równowagi (przy małej prędkości jest trudniej się nie przewrócić), to wolę chodzić pieszo. Bo ani to wygodne, ani oszczędność czasu nie jest zauważalnie większa.
Właśnie te jednostki, które jadą obok siebie środkiem drogi są źródłem tego konfliktu, tj rowerzyści-kierowcy. Blokują skuwiele całą drogę świadomie i z premedytacją, często zdarza się, że jeden z rowerzystów odwraca się przez ramię rzucić okiem na sznur samochodów. Zdecydowana większość rowerzystów jeździ poprawnie. Druga sprawa, nie ma co się dziwić, że na kolarzówkach nie jeżdżą po kostce chodnikowej. Osobną grupę stanowią rowerzyści przejeżdżający przez skrzyżowania itp na czerwonym świetle, lub jadący po zmroku bez jakiegokolwiek oświetlenia.
A ja spojrzę na problem jeszcze inaczej. Źródłem konfliktu nie są przepisy, ani głupota kierujących samochodami, czy rowerami. Problemem jest to, że w naszym mieście oznacza się jako drogi dla rowerów lub drogi dla rowerów i pieszych fragmenty chodników, które absolutnie nie nadają się do jazdy rowerem, a już na pewno nie każdym. Wiadomo, że górskim się przejedzie po wszystkim, ale szosowym lub miejskim już nie. Chodzi mi o chodniki z połamanych płyt betonowych, z kostki betonowej (tzw. bauma), brukowej, chodniki poprzecinane krawężnikami lub wjazdami na posesje, chodniki z poustawianymi latarniami na środku, znakami na środku, barierkami, słupkami itp. Ktoś, kto je oznakowuje jako nadające się do jazdy rowerem, nigdy nie próbował nimi przejechać. Mówię to z całą pewnością. Ludzie zza biurek wyznaczają trasy dla rowerzystów. Gdyby drogi dla rowerów były wyasfaltowane, a nie brukowane, z promieniami łuku o odpowiedniej wielkości, z przejazdami przez jezdnię i z przejściami dla pieszych, oddzielone od ruchu pieszych i ruchu samochodów, to GWARANTUJĘ, że nikt by się nie pchał pod koła samochodów, bo i po co? Niech miasto najpierw zbuduje właściwą infrastrukturę dla rowerów, a potem bierze się za oznakowanie znakami. W odwrotną stronę to na pewno nie zadziała. To tak, jakby dziś na DK30 do Barcinka postawić znak drogi ekspresowej lub autostrady. Sam znak nie powoduje podniesienia standardu drogi. Jak ktoś głupio stawia znaki, to sam tworzy problemy. Projekty robią 60-letni inżynierowie starej daty, którzy nie uczyli się w szkole o drogach dla rowerów i ich budowie. Ludzie, którzy nie jeżdżą aktywnie rowerem. Efekty widać na Wojska Polskiego. Niby infrastruktura jakaś jest, ale jest niebezpieczna i nieprzyjazna rowerzystom. Miało być super, a są zmarnowane pieniądze. Bardzo się cieszyłem na powstanie tych dróg dla rowerów, a teraz jeżdżę objazdami przez Okrzei albo Chełmońskiego, byle tylko na Wojska Polskiego się nie pakować rowerem, bo strach. Mimo, że jeżdżę 20 lat rowerem i samochodem, mam prawo jazdy i jestem spokojnym kierowcą.
Wszystko się zgadza, ale 99,5 proc. rowerzystów wpycha się obok auta na światłach czy skrzyżowaniach i po góra 4 metrach są znów przez auta wyprzedzani. Zdecydowanie zniósł bym przepis który dopuszcza jazdę rowerami po ulicy obok siebie, bo jest kompletnie nietrafiony w obecnej formie i pozwala na czysto złośliwe zachowania rowerzystów. Raz mi się zdarzyło w mieście, że grupa rowerzystów co rusz wyprzedzała mnie jednocześnie z lewej i prawej strony i tu się okazało, że jest kolejny dziwny przepis, który na to pozwala. Kwestia braku dróg rowerowych jest bezdyskusyjna.
Większość tu pisze z pozycji kierowcy, a ja napiszę z pozycji pieszego. Ogromnym problemem są baby na rowerach jeżdżące z zakupami PO CHODNIKACH. Nikt nie egzekwuje w tym mieście przepisu zakazu jazdy rowerem po chodniku. Wszystkim się wydaje, że nie można jeździć po pasach i trzeba rower przeprowadzać. Oczywiście. Ale po chodniku jeździć też nie można i rower trzeba prowadzić. Za jazdę wzdłuż po chodniku jest mandat. Nie wolno tego robić ani samochodem, ani rowerem. Kiedy policja zacznie karać za to? Baby obwieszone koszami i torbami na zakupy, ledwo trzymające równowagę, są ogromnym zagrożeniem dla pieszych. Kilka razy zostałem na chodniku potrącony w bark przez takie baby, a moja dziewczyna raz miała najechanie na łydki od tyłu i zniszczone buty przez taką babę, która nie wie, że jeździ się po jezdni albo po drodze dla rowerów.
Drodzy kierowcy, nie zapominajcie, że tak zwany asfalt na drodze zawdzięczacie... rowerzystom. Historia tego wynalazku jest banalna, otóż zanim jakikolwiek seryjnie produkowany samochód wyjechał na drogi, długo wcześniej rozgrywane były już wyścigi kolarskie i problemem były pękające opony na gruntowych drogach a technologia produkcji ogumienia była bardzo prymitywna, stąd zastanawiano się jak temu zaradzić i w ten sposób powstał pomysł masy bitumicznej którą przygotowywano drogi pod wyścigi kolarskie. Tak więc zanim jeden z drugim miszczu kierki w dymiącym passacie czy 25 letniej audicy z ciemymi szybami zaczniesz spychać do rowu rowerzystów to im podziękuj że masz po czym jechać.
Prawo wiele rowerzystom nie zabrania ale zdrowy rozsądek w czasie jazdy też trzeba mieć.Nie można poruszać się środkiem drogi 10km /h a za sobą ciągnąć kilometrami kilkadziesiąt samochodów które ze wzlędu na szerokość drogi.podwójną ciągłą lub duży ruch nie mogą zgodnie z przepisami ich ominąć.Tak dzieje się w moim mieście gdzie są drogi 4-8km gdzie ruch jest skutecznie hamowany przez rowerzystów jadących w grupach 10-15 km/h
Nie został opisany przypadek kiedy rowerzysta porusza się po jezdni mimo że obok ma ścieżkę rowerową. Co w takim przypadku? Wzywać policję?
Jeżeli w powyższej wypowiedzi chodzi o chodnik wzdłuż osiedla Łomnickiego to nie nazwałbym tego ścieżką rowerową.
Rowerzysta ma obowiązek jazdy drogą dla rowerów lub pasem ruchu dla rowerów. Te masz na Wojska Polskiego i w dwóch, może trzech innych miejscach w Jeleniej. W pozostałych miejscach masz drogi dla rowerów i pieszych (ważny tu jest spójnik "i", bo to nie są drogi wyłącznie dla rowerów) lub zwykłe chodniki. Po zwykłym chodniku jest zakaz jazdy rowerem i jest to wymienione w taryfikatorze mandatów. Z kolei droga dla rowerów i pieszych nie jest drogą dla rowerów, jeśli nie ma wydzielonej części tylko dla rowerów. Tam pierwszeństwo mają piesi i jest to w zasadzie zwykły chodnik z tą różnicą, że rowerzysta może takim chodnikiem jechać i nie dostanie za to mandatu. Coś takiego jak ścieżka rowerowa w ogóle nie istnieje, więc zastanawiam się dlaczego większość uparcie używa tego pojęcia. To wszystko jest zawarte w dosłownie paru zdaniach w ustawie i wystarczy się tego nauczyć. Większość woli jednak udawać fachowca, nigdy wcześniej nie widząc nawet ustawy na oczy. Dotyczy to też niektórych policjantów. Niestety...