Od sześciu lat, co roku o tej samej porze, ulica Małcużyńskiego w Jeleniej Górze na jeden wieczór zmienia się w plan filmu z amerykańskiego przedmieścia. Pajęczyny, świecące dynie, przerażająco sympatyczne wiedźmy i wampiry w wersji dziecięcej imłodzieżowej – wszystko to za sprawą małżeństwa z tej właśnie ulicy, które z pasją i uśmiechem organizuje sąsiedzkie Halloween.
To nie jest impreza z budżetem miasta ani żadną dotacją z centrum kultury. To czysta, oddolna inicjatywa, która narodziła się z prostego pomysłu: zrobić coś fajnego dla dzieci z okolicy. Przez lata wyrosła z niej lokalna tradycja – trochę nieformalna, trochę spontaniczna, ale za to pełna radości i serdeczności.
Wczoraj wieczorem znów pojawiły się tłumy małych potworów, czarodziejów, duchów i kotów. Zamiast amerykańskiego „trick or treat”, słychać było bardziej swojskie „cukierek albo psikus!”. Dorośli – jak co roku – wzięli udział nie tylko w dekoracjach, ale i w zabawie. Na Małcużyńskiego nie trzeba zaproszeń: kto chce, może przyjść, przebrać się i po prostu poczuć klimat.
Nie ma tu przesady ani komercji – są za to lampiony z dyni, uśmiechy dzieci i sąsiedzka atmosfera, której wielu osiedlom można by pozazdrościć. I choć Halloween wciąż ma swoich sceptyków, na tej ulicy trudno byłoby znaleźć kogokolwiek, kto nie dał się wciągnąć w czar tego wieczoru.
Dynie, duchy i sąsiedzi – halloweenowa tradycja z Jeleniej Góry
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jaka tradycja?!Import z USA nie mający nic wspólnego z Polskim sw Zmarłych i Dniem Zaduszek.
Jaka tradycja?!Import z USA nie mający nic wspólnego z Polskim sw Zmarłych i Dniem Zaduszek.